wtorek, 22 lutego 2011

Miłe złego początki

Tak głosi wyświechtane porzekadło. Niektórzy lubią wypić sobie kieliszeczek albo siedemnaście. Niestety, niektórzy nie bardzo wiedzą jaki może być finał wieczoru rozpoczętego spożywaniem alkoholowych ambrozji. Wynika to stąd, że prawdopodobnie z powodu poziomu inteligencji równego workowi ziemniaków nie są w stanie przewidzieć, co się może stać z ich organizmem i umysłem, kiedy wypiją pół litra wódki albo dziewięć browarów (a zwłaszcza takich w plastikowej butelce, których cena oscyluje wokół 1,5 zł, a woltaż około 6-7%).

Kto wie, być może tak właśnie było w przypadku 56-letniego mieszkańca Łodzi, który w piątek 18 lutego wprowadził sobie do organizmu pewną ilość alkoholu, następnie zadał pięć ciosów nożem swojemu synowi. Pozostawił go w mieszkaniu i udał się na dalsze spożywanie alkoholu. Zaatakowany nożem syn wezwał policję.

Tatuś nie przewidział tylko jednego: jeśli zada się komukolwiek chociażby jeden cios nożem, może się on okazać śmiertelny. Tak było i w tym przypadku. Za zabójstwo własnego syna łodzianin może już do końca życia spokojnie mieszkać w jednym z wielu ośrodków wypoczynkowych. I to w dodatku na koszt państwa.

Tak było