Tak głosi wyświechtane porzekadło. Niektórzy lubią wypić sobie kieliszeczek albo siedemnaście. Niestety, niektórzy nie bardzo wiedzą jaki może być finał wieczoru rozpoczętego spożywaniem alkoholowych ambrozji. Wynika to stąd, że prawdopodobnie z powodu poziomu inteligencji równego workowi ziemniaków nie są w stanie przewidzieć, co się może stać z ich organizmem i umysłem, kiedy wypiją pół litra wódki albo dziewięć browarów (a zwłaszcza takich w plastikowej butelce, których cena oscyluje wokół 1,5 zł, a woltaż około 6-7%).
Kto wie, być może tak właśnie było w przypadku 56-letniego mieszkańca Łodzi, który w piątek 18 lutego wprowadził sobie do organizmu pewną ilość alkoholu, następnie zadał pięć ciosów nożem swojemu synowi. Pozostawił go w mieszkaniu i udał się na dalsze spożywanie alkoholu. Zaatakowany nożem syn wezwał policję.
Tatuś nie przewidział tylko jednego: jeśli zada się komukolwiek chociażby jeden cios nożem, może się on okazać śmiertelny. Tak było i w tym przypadku. Za zabójstwo własnego syna łodzianin może już do końca życia spokojnie mieszkać w jednym z wielu ośrodków wypoczynkowych. I to w dodatku na koszt państwa.
Tak było