środa, 31 marca 2010

Zjarał betę

27 marca w Opolu przy ulicy Budowlanych spłonęło BMW. Kierowcy nic się stało. Możemy więc z czystym sumieniem cieszyć się, że jest o jedną betę mniej. I nie da się jej wyklepać...

Tak to wyglądało.

Prawdziwa sztuka - to jest to!

Zdarza się, że media nie mówią nam całej prawdy. Reportaże o tematyce społecznej kreują obraz prowincji, wmawiając nam, że młodzi ludzie z małych miasteczek i wsi nie mają perspektyw i ich jedynym zajęciem jest picie alkoholu, a co za tym idzie, wejście na przestępczą drogę.

To nieprawda. Kiedy młodzi ludzie wykażą inicjatywę i chcą działać, ich przedsięwzięcia są brutalnie tłamszone przez władze. Potwierdza to zdarzenie, które miało miejsce w Gostyninie 25 marca.

Policjanci zostali powiadomieni, ze na tamtejszych torach kolejowych dwóch młodych mężczyzna zatrzymało lokomotywę. Kiedy patrol znalazł się na miejscu, oczom funkcjonariuszy ukazał się następujący obrazek: na torach stał rozebrany młody człowiek, który blokował przejazd lokomotywie. Jego kolega fotografował starcie lokomotywy i nagiego młodzieńca.

Kiedy policjanci chcieli zatrzymać obu panów, ci odpowiedzieli, rzucając kamieniami w radiowóz. Wybili przednia szybę i zaczęli uciekać. Po pościgu, w którym wzięło udział kilka radiowozów, obydwu uciekinierów udało się zatrzymać.

Sprawcami tego swoistego happeningu było dwóch młodych ludzi w wieku 17 i 18 lat, którzy wylegitymowali się 1,5 promila alkoholu w krwi. Wykonane fotografie planowali umieścić w internecie, aby w ten sposób dołączyć do panteonu sław artystycznych.

Paka Trucka

Do czego mogą służyć pokrywy studzienek kanalizacyjnych? No przecież nie do tego, żeby zakrywały wloty do kanałów! A w ogóle, to po co one tam leżą? Tylko się marnują. Na złomie można na nich zrobić interes życia. A jeśli ktoś wpadnie do kanału bez pokrywy, to sam sobie jest winien. Po cholerę łazi po mieście, skoro może siedzieć w domu?

Od słów do czynów przeszło dwóch mieszkańców Katowic, w wieku 20. i 25. lat. Wsiedli więc do Poloneza Trucka i pojechali na gościnne występy do Sosnowca. Już mieli pokrywę w rekach, już mieli ją załadować na pakę trucka, kiedy zostali zatrzymani przez policję. Na pace leżało już sześć innych pokryw.

Na dodatek kierowca Trucka przed pracą, dokonał konsumpcji płynów technologicznych i wykazał się wynikiem wynoszącym 1,2 promila alkoholu we krwi.

Oto nasza przyszłość

Najważniejsze to dać odpowiedni przykład dzieciom. To z domu wynosi się wzorce zachowań i osobowości. W rodzinnych czterech ścianach wyrabiają się poglądy i charaktery. Wybiera się autorytety. W ten sposób tworzy się przyszłą elitę intelektualną kraju.

Ciekawe, jaka przyszłość czeka 13-miesięczną dziewczynkę ze Świebodzina, którą 25 marca opiekowała się matka z 2,2 promilami alkoholu we krwi. W mieszkaniu przebywały trzy inne osoby, również pijane.

wtorek, 30 marca 2010

To dwie ich było?

Rudki, powiat Zwoleń. Więcej nie musimy pisać. I tak Szanowni Czytelnicy już wiedzą o co chodzi: 27 marca wieczorem zderzyły się tam dwa VW Golfy. Przy wyciąganiu jednego z rannych w wypadku strażacy musieli użyć urządzenia do cięcia-gięcia blach. I bardzo dobrze. Znowu o jednego golfa mniej.

Miejmy nadzieję, że nie da się wyklepać. Nawet w Zwoleniu.

Stąd o tym wiemy.

Nieustraszony

Nieraz pisalismy o tym, do czego może służyć niemiecki samochód. VW Golf na przykład może zostać wykorzystany do wykonywania kaskaderskich sztuczek. W zasadzie pochwalamy takie działanie, o ile nie szkodzi ono osobom postronnym. Kierowca może poczuć się jak amerykański kaskader Evil Knivel, a na dodatek zmniejszyć ilosć Golfów poruszających się po naszych drogach.

Dlatego jestesmy wdzięczni 46-latkowi, który 26 marca o godzinie 10 rano w miejscowsci Kozłówka opodal Lubartowa wyleciał z drogi, uderzył w drzewo i wydachował swój niemeicki samochód. Kaskader trafił do szpitala. Policyjne annały milczą o promilach. Możemy przypuszczać więc, że to wszystko stało się na trzeźwo.

Tutaj można obejrzeć efekty jego sztuczki. Ładne, prawda?

Chciał zakisić ogóra?

Każdy kraj ma takiego włamywacza, na jakiego sobie zasłużył. Francuzi na przykład mieli Arsena Lupin. Wytworny ten osobnik brylował na salonach, wypatrując damy, na których szyjach wisiały drogocenne kolie, a palce zdobiły wspaniałe pierscienie. Po rozpoznaniu, włamywał się do ich buduarów i zabierał precjoza warte grube tysiące. Niestety, była to postać fikcyjna.

Prawda jest zazwyczaj bardziej przyziemna. Potwierdziło to zdarzenie, które miało miejsce w Rybiczyźnie, noca z 17 na 18 marca. Do tamtejszej szklarni włamał się 55-letni mężczyzna i ukradł 10 kilogramów ogórków.

Intensywne działania operacyjne policji pozwoliły zatrzymać sprawcę już po tygodniu, 24 marca. Włamywaczowi nie udało się zakisić skradzionych ogórów, ponieważ próbował bezskutecznie wymienić je na alkohol.

poniedziałek, 29 marca 2010

Tor przeszkód

Jak by to Wam, P.T. Czytelnicy, wytłumaczyć? Przestajemy się dziwić, kiedy znajdujemy informację o tym, że na Podlasiu rozbił się VW Passat. To jest jasne jak słońce.

Gwoli kronikarskiego obowiązku podajemy kulisy sprawy. 28 marca około drugiej w nocy w okolicy Nowej Przerośli, VW Passatem jechał 18-letni kierowca. W pewnym momencie stwierdził, że nie ma co trzymać się drogi, skoro można z niej zjechać. Niestety, wybrał zły moment. Przy drodze znajdował się rów, a obok drzewo. Passatowi udało się trafić w obydwie przeszkody. Kierowcy nie udało się przeżyć.

Napisała o tym www.podlaska.policja.gov.pl

Ułan w Astrze

Z kolei w Lipsku, 26 marca pewien 32-letni mężczyzna, choć wątpimy czy można mu sprawić taki komplement, jechał oplem astrą drogą pomiędzy Lipskiem a Ciepelowem po ułańsku, czyli od brzegu do brzegu. Zaniepokojeni inni kierowcy wezwali policję, której udało się zatrzymać wytwór motoryzacji niemieckiej.

Biologiczny wytwór, który siedział za kierownicą miał 3,3 promila alkoholu we krwi, a trzy lata temu stracił prawo jazdy.

Stek bzdur

Jak mogliśmy się wielokrotnie przekonać, przepisy mówiące o tym, że kierowca powinien być trzeźwy, mieć prawo jazdy i ubezpieczony pojazd, są bzdurą. Przekonał się o tym, kierowca który 24 marca w Niegłowicach kierował Fiatem Ulysse. Doszło kolizji, która przebiegła następująco: Ulysse jechał drogą, kiedy niespodziewanie przed niego wyjechał pojazd marki SAM (podejrzewamy, że mógł to być traktorek-samoróbka z silnikiem od Syreny 102 albo ciągnika radzieckiej marki Władimiriec). Kierowca Ulyssa nie zdążył zahamować.

Policjanci, którzy przybyli na miejsce wypadku, raz-dwa poczuli od 26-letniego kierowcy SAMa dziwną woń. Badanie alkomatem potwierdziło, że tajemniczy zapach powodowało 2,5 promila alkoholu. Kierowca SAMa stracił prawo jazdy w 2006 roku. Być może dlatego stwierdził też, ze nie musi ubezpieczać swojego traktorka.

Teraz Polska!

Mielec to potęga. Bezwarunkowo. Skąd to wiemy, skoro autorzy tego bloga nigdy tam nie byli. Na szczęście czytają regularne doniesienia prasowe. Zaciekawiło nas jedno z nich.

W Mielcu istnieją trzy tzw. szalety publiczne. To cenna inicjatywa. Sami niejednokrotnie przekonaliśmy się, jak ciężko znaleźć cywilizowane miejsce, w którym można ulżyć trzewiom. Aby skorzystać z mieleckich toalet, należy wrzucić tam monetę, a wtedy mechanizm odblokowuje drzwi. O tym, co zazwyczaj robi się w toalecie nie musimy pisać, bo jest to więcej niż oczywiste.

Ale nie w Mielcu. Tam toaleta publiczna służy do tego, aby za pomocą łomu włamywać się do kasetek z pieniędzmi, a wszystko inne można ukraść albo rozbić. Jednocześnie przypominamy, że od 2009 roku Mielec posiada prestiżowe ponoć godło "Teraz Polska". Gratulujemy!

Latające talerze w Radomiu

A jeśli nie wierzycie, że Radom jest stolicą wybornych wydarzeń, przytaczamy kolejne. 27 marca, porywisty wiatr zerwał z elewacji bloku przy ulicy Sandomierskiej 12 talerz anteny satelitarnej, który spadł obok matki z dzieckiem.

Nie wierzysz?

niedziela, 28 marca 2010

Nie ma jak poldon

Co prawda, opisane niżej wydarzenia miały miejsce dość dawno, bo 22 marca, ale uważamy, że warto je opisać. Kilka minut po pierwszej w nocy ulicą Głowaczowską w Kozienicach sunął powoli polonez. Jego "powolność" przykuła uwagę policyjnego patrolu.

Niestety, kierowca poldona nie zatrzymał się do kontroli, a co więcej - zaczął uciekać. I to pod prąd. Mistrz poldona został w końcu zatrzymany. Miał 1,7 promila alkoholu we krwi.

Nasenna Calibra

Grójec. To powinno mówić samo za siebie. Jeśli wciąż nie wierzycie, to możemy to uzasadnić. 24 marca na krajowej "pięćdziesiątce" doszło do wypadku na wysokości Pniew. Podczas wyprzedzania ciężarowego Renault, kierowca Opla Calibry uderzył ją w bok.

Kiedy na miejsce wypadku dotarł policyjny patrol, kierowca Calibry ucinał sobie drzemkę. Nie był to wynik stresującej sytuacji, ale prawie 1,5 promila alkoholu. Kierowcy gratulujemy!

Golfem łup prosto w słup

Hehe, a nie mówiliśmy? Niemieckie samochody przyciągają promile. Zwłaszcza w Grójcu, na temat którego mamy własną teorię.

Prasa co chwila przynosi potwierdzenie naszej teorii. 25 marca około 2 w nocy na ulicy Niepodległości, oczywiście w Grójcu, VW Golf kierowany wprawną, bo pijaną ręką kierowcy, bez najmniejszych kłopotów uderzył w słup. Pasażer trafił do szpitala a kierowca wykazał się 1,8 promila alkoholu we krwi.

Szczera prawda

Pozdrowienia z Radomia!

Bez kłopotów moglibyśmy uruchomić osobnego bloga o nazwie "Radomskie mocarstwo". Przyznamy się szczerze, że zignorowaliśmy kilka poprzednich doniesień z tego miasta. Teraz tego żałujemy i obiecujemy poprawę. Radom na stałe zagości na naszym skromnym blogu.

Radom jest stolicą wielu (choć powinniśmy napisać raczej "szeregu") wydarzeń, których nie podejmujemy się komentować. Pozostawiamy to P.T. Czytelnikom.

Ad rem: Dobrze dać dobry przykład. Tak jak 40-letni kierowca forda (pogrubiliśmy, bo jesteśmy pewni, że ani chybi był to ford z Niemiec), który 26 marca około osiemnastej jechał ulicą Kelles-Krauza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale mężczyzna ów miał przy okazji 2,7 promila alkoholu we krwi.

Bawimy się, k... mać!

I to nieźle. Młodzież czerpie wzorce zachowań z wielu źródeł. Mamy wiele kana
łów telewizyjnych, które pokazują, jak można zyć. Hucznie, z adrenaliną, nie przejmując się kolejnym dniem.

Najwyraźniej takim credo kierowała się banda małolatów, która 24 marca około godziny 14 szarżowała maluchem po ulicach Kroscienka Wyżnego. Pięcioro młodych ludzi płci obojga w wieku 14-18 lat wybrało się na przejażdżkę po spozyciu napojów ogólnie uznawanych za wyskokowe. Jak wiadomo, do malucha pięc osób raczej nie wejdzie, więc jeden z małolatów usiadł na dachu. Jadza była taka, że z tej radosci wóz na zakręcie przewrócił się, a głowa pasażera jadącego na dachu została przygnieciona kołem samochodu. Rozbawiony 17-latek zmarł w szpitalu. Przy okazji wyszło na jaw, że kierujacy autem 16-latek miał 1,1 promila.

W ten sposób młodym ludziom nieswiadomie udało się zapobiec ewentualnemu rozprzestrzenieniu wadliwych genów na kolejne pokolenia. Policjantom, którzy jak wiadomo nie mają nic lepszego do roboty, dostarczyli pracy na długie tygodnie.

Tutaj zdjęcie wozu po wypadku.

Cztery koła, cztery promile

Ci sposród czytelników naszego bloga, którzy pamietają, że oprócz Tunezji i Wysp Kanaryjskich mamy też inne miejsca, w które mozna pojechać na wakacje, wiedzą, że Dolny Sląsk może wiele zaoferować turyscie.

Zamki, pałace, kamienice, budowle inżynieryjne i tym podobne ciekawostki. Do tej bogatej listy należy też dołączyć 29-letniego mieszkańca okolic Siekierczyna, który 25 marca prowadził zabytkowy już pojazd marki Polski Fiat 126p. Przewoził równiez trzech pasażerów, którzy nie przejmowali się, że kierowca ma we krwi 4,17 promila alkoholu. Oczywiscie ustaliła to policja, która zatrzymała szofera.

sobota, 27 marca 2010

Nie będzie pite

Niestety, to smutna wiadomosć dla fanów regionalnych trunków. 24 marca w jednej ze wsi w gminie Sztabin, policjanci na gorącym uczynku złapali pewnego domorosłego przedsiębiorcę, który nie postarał się o certyfikat produktu regionalnego. Bezceremonialnie zamknęli i zlikwidowali bimbrownię, a wytwórca będzie miał kłopoty.

Troche żałujemy, bo znamy pewnego emerytowanego milicjanta, który produkuje doskonały trunek regionalny, również bez wymaganych certyfikatów. Na szczęscie jemu nie grozi wpadka.

piątek, 26 marca 2010

Po kolei

Sciana wschodnia nieustannie dostarcza nam rozrywek. Z przykroscią jednak musimy poinformować, że nie chodzi o ciekawostki natury przyrodniczej, w które obfituje ów region, ale o ciekawostki zupełnie inne.

24 marca, 26-letni suwałczanin tak męczył się prowadząc swojego opla, że w miejscowosci Bród Stary kolejno: zjechał z drogi, wpadł do rowu, uderzył w drzewo i dachował. Kierowca i pasażerka trafili do szpitala. Nie musimy chyba dodawać, że młody człowiek, jak na kierowcę niemieckiego samochodu przystało, miał ponad półtora promila.

Informacji dostarczyła www.podlaska.policja.gov.pl

poniedziałek, 22 marca 2010

Powód: butelka

Wszyscy wiedzą, że butelka powoduje wypadki. Trąbią o tym wszem i wobec w każdych możliwych mediach. Najwyraźniej nie wziął tego do siebie kierowca z Poznania, który 19 marca jechał wraz z rodziną citroenem Zakopianką w Chabówce.

Zmogło go pragnienie i sięgnął po butelkę z napojem wcale nie alkoholowym. Zamiast trzymać wzrok na drodze, gamoń zaczął poszukiwać butelki. Tak się w tym zapamiętał, że nie zauważył zakrętu. Dzięki temu wóz zleciał ze skarpy, a rodzina najadła się strachu.

Dwa koła, trzy promile

Ciężko jest. Nie dość, że trzeba jeździć na skuterze, to jeszcze trzeba pić. Taki problem miał 21 marca 25-latek z Sędziszowa. Wprowadził w siebie alkohol o wartości trzech promili, a następnie raźno ruszył przed siebie. Jednak, zupełni inaczej niż zawsze, droga wydawała się skutermenowi za wąska. Zupełnie jakby uciekała przed kołami jednośladu.

W końcu stało się nieuniknione - skuter nie zmieścił się na jezdni i uderzył w przydrożny przepust.

Kradnący panowie dwaj

Fajnie jest mieć plan. Na życie, na najbliższy tydzień, na kolejny kwadrans. O tym, jakie ważne jest planowanie, pokazał wszystkim 39-letni mieszkaniec Trzebnicy. Realizowanie swojego zamysłu rozpoczął 12 marca. Podpalił wtedy domek jednorodzinny, który wynajmował. W ten sposób narobił szkód na 30 000 złotych. Wtedy dostał tylko dozór policyjny.

Ale już tydzień później, 18 marca, konsekwentnie przystąpił do działania. Dobrał sobie ziomala, z którym włamał się do tego domu, który podpalił. Wydawać by się mogło, że z pogorzeliska trudno cokolwiek ukraść. Otóż spieszymy z wyjaśnieniem, iż kradnący panowie dwaj pobrali aluminiowe grzejniki i drabiny o wartości czterech tysięcy złotych.

Złodziei, uciekających fiatem palio, zatrzymała policja z wydziału kryminalnego oraz drogówki po bezpośrednim pościgu. W ten sposób dwaj koledzy mają zapewnioną przyszłość nawet na 10 lat.

Złośliwe znaki

O sposobach i zwyczajach witania wiosny pisarze i naukowcy napisali już niejeden tom. Nasza skromna rola sprowadza się jedynie do odnotowania wydarzeń, które świadczą o wartości i sile obywateli naszego kraju.

Jeden z tych obywateli, mieszkaniec Jasła, prowadził 20 marca wieczorem fiata cinquecento. Jakoś tak się zdarzyło, że wjechał na wysepkę na środku jezdni i skosił znaki drogowe, które wcale nie chciały mu ustąpić z drogi.

Na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, która rutynowo przebadała 42-letniego kierowcę za pomocą alkomatu. Jak się okazało, wydmuchał prawie cztery promile.

niedziela, 21 marca 2010

Szczał w Marzannę

W wigilię pierwszego dnia wiosny, grupa pięciu młodzieńców z Bielska Podlaskiego postanowiła uczcić koniec zimy. 20 marca po południu najpierw spożyli alkohol, a potem rozochoceni pierwszymi ciepłymi dniami wzięli w ręce wiatrówkę. Zaczęli strzelać trochę na oślep, trochę celując. Udało im się rozbić szybę w jednym samochodzie, a następnie skryli się z zaciszu piwnicy.

Tam odnalazła ich policja zawiadomiona przez pewnego obywatela. Stróże prawa odnaleźli przy młodzieży pistolet-wiatrówkę z celownikiem laserowym oraz od 0,2 do 0,8 promila alkoholu we krwi.

Tu napisali

czwartek, 18 marca 2010

Nie ma jak rodzina z wąsami

I tak wiadomo, ze polska kolej ledwo dyszy. Na dodatek, nie zanosi się na rychłą modernizację. Jesli tak, to PKP mają sporo niepotrzebnych urządzeń, którymi można się zaopiekować.

Z takiego założenia wyszło dwóch wąsatych braci (tak to wygląda na policyjnych zdjęciach operacyjnych) w wieku 29. i 35. lat, zamieszkałych w powiecie kłobuckim. Wieczorem, 13 marca zostali zatrzymani w Słowikowie, kiedy fiatem seicento przewozili miedziane przewody, dziwnie podobne do tych, jakie niedawno zginęły z linii kolejowej w okolicach Janinowa. Na dodatek mieli też w wozie narzędzia, które mogły służyć do dokonania kradzieży.

Tak zwane czynnosci służbowe, przeprowadzone przez policję, wykazały, że wąsaci bracia mają za sobą o wiele bardziej burzliwą przeszłosć. Na przełomie 2009 i 2010 roku obiecywali też różnym okolicznym mieszkańcom podpalenie ich domów, jesli nie uiszczą dobrowolnej składki w wysokosci 10 tysięcy złotych.

Oprócz tego, wolny czas spędzali też na rzucaniu na drogi lokalne rozmaitych przeszkód, powodując zatrzymanie przejeżdżających samochodów, a następnie okradając ich kierowców.

Policjanci zgodnie twierdzą, że sprawa jest rozwojowa, a za sam demontaż urządzeń kolejowych grozi wąsatym do 8 lat wakacji na koszt państwa.

Nie wierzysz, że obaj maja wąsy?

Polonez Truck jest zawsze podejrzany!

Niektórzy czytelnicy naszego bloga zapewne znają tajniki polskiej motoryzacji. Obudzeni w srodku nocy, na rzucone hasło "Polonez Truck", odpowiedzą bez wahania: "Każdy musi się złamać." To prawda. Nie każdy jednak wie, że Polonez Truck może się złamać na kilka sposobów. Nie chodzi nam w tym przypadku o łamiącą się ramę pojazdu.

17 marca rano, około godziny 7:30 patrol Policji i kontroli skarbowej zatrzymał do kontroli w Bogucinie wspomniany wyżej samochód Polonez Truck. Podróżowało nim dwóch dwudziestokilkuletnich panów. Jeden z Kamiennej Góry, drugi z Chełma.

Przewozili Truckiem maszyny i narzędzia budowlane. Nie było w tym nic zaskakującego, wszak w całej Polsce do tego własnie służą takie samochody. Jednak samochód miał pewien element konstrukcyjny, który wzbudził ciekawosć kontrolujacych. Okazało się, że podłoga przestrzeni bagażowej została przytwierdzona za pomocą nitów. I własciwie w tym również nie byłoby nic dziwnego, nie od dzis techologia lotnicza służy motoryzacji.

Zaciekawieni takim rozwiązaniem technicznym policjanci, postanowili sprawdzić, do czego podłoga jest przynitowana. Szybko okazało się, że pod podłogą krył się schowek, w którym znajdowało się 4200 paczek papierosów. Oczywiscie z przemytu.

Obaj panowie oraz Truck zostali zatrzymani, a stróże prawa wyliczyli skrupulatnie, że straty spowodowane używaniem pojazdu wynoszą około 45 tysięcy złotych.

środa, 10 marca 2010

Ludu naukowy - do roboty!

Po raz kolejny wzywamy naukowców: weźcie się do roboty! W całym kraju odnotowuje się setki, jeśli nie tysiące intrygujących wydarzeń, zachowań ludzkich i zjawisk. Z ogromną powagą apelujemy do naukowców wszelakich gałęzi nauki: badajcie!

Możemy nawet podrzucić Wam temat przyszłych badań. Jak donosi lubelska policja, 5 marca zatrzymała 19 nietrzeźwych prowadzących pojazdy. Zaintrygowała nas statystyka zawodów wykonywanych przez obywateli, którym kielich pomylił się z kierowaniem. Zapewne dlatego, że i jedni i drugie zaczyna się taką samą literą, a nawet sylabą. Widocznie kiepsko szło im w szkołach...

Wracając do tematu, wśród zatrzymanych znaleźli się:
bezrobotni - 8
renciści - 2
dekarz - 1
kierowca - 1
uczeń - 1
rolnik - 1
blacharz - 1
stolarz - 1
a nawet, o zgrozo! nauczyciel - 1

Nie udało się ustalić zawodów dwóch obywateli.

Jak się okazuje, prasa nie kłamie. Spożywanie alkoholu jest tak absorbującym zajęciem, że trzeba rzucić pracę, aby można w spokoju kolekcjonować promile. Ewentualnie można też z tej okazji wziąć rentę.

Pojawia się tylko pytanie: skąd bezrobotni mają kasę na alkohol?

wtorek, 9 marca 2010

Pińczów power

Gdzieś tam w biurach, urzędach i ministerstwach siedzą rzesze ludzi, którzy wymyślają różne dziwactwa. A to, że nie wolno prowadzić pojazdów pod wpływem alkoholu albo że trzeba zapinać pasy, a małe dzieci przewozić w jakichś fotelikach...

Niektórzy mają własne zdanie na przytoczone powyżej tematy. Tak jak pewien 51-latek, którego w Pińczowie próbowała zatrzymać policja. Kierujący volkswagenem nie zatrzymał się do kontroli. Po krótkim pościgu został zatrzymany. Wiózł ze sobą 50-letniego kumpla oraz 10-letnią dziewczynkę.

No i tak: dziewczynka nie była w foteliku, kierowca nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. W ogóle stwierdził, że nie potrzebuje prawa jazdy do prowadzenia samochodu, ale za to koniecznie musiał mieć 2 promile alkoholu we krwi.

poniedziałek, 8 marca 2010

Szczał z okna

Mamy w kraju taki dobrobyt, że nawet wiatrówki można sobie kupić za grosze. Alkohol już od dawna kosztuje grosze, a jak mówi stare porzekadło: grosz do grosza i będzie... dziura w głowie.

28 lutego na komisariat w Oławie zgłosił się obywatel, który stwierdził, że ktoś zrobił dziurę w głowie jego dziewczynie za pomocą wiatrówki. Pokazał nawet palcem okno, z którego prawdopodobnie padł strzał.

Kiedy policjanci weszli do podejrzanego mieszkania, spotkali dwóch dżentelmenów w wieku 29. i 50. lat, którzy urządzili sobie strzelnicę w pokoju, popijając przy tym alkohol. Tak nieszczęśliwie strzelali do czego się dało, że aż trafili kobietę.

Obu panom gratulujemy celności w przewidywaniu efektów swojego postępowania.

Beta BMN

Wyobraź sobie, Szanowny Czytelniku, taką scenkę: bar w niedużej miejscowości na wschodzie kraju, a przed nim samochód. Jakiej może być marki?

Spokojnie, to pytanie retoryczne. Już wracamy do historii. Miejscowość nazywa się Mońki, a samochód stojący przed barem to bmw. Koło samochodu stał pijany mężczyzna. Widząc taki obrazek, miejscowi policjanci postanowili się dowiedzieć czy przypadkiem nie będzie wsiadał za kierownicę. Odparł, że nie. Miał go odwieźć trzeźwy kolega. Policjantów jakoś to nie przekonało.

Dyskretnie ruszyli za bmw. Kilka kilometrów za Mońkami pijany wsiadł za kółko. Zdążył przejechać kilkadziesiąt metrów i został zatrzymany. Wylegitymował się 1,7 promila alkoholu we krwi.

W ślady Puchalskiego

Zima powoli ustępuje, przyroda zaczyna budzić się do życia. Takie okoliczności przyciągają miłośników przyrody. 3 marca jeden z takich miłośników wybrał się na rozlewiska Odry w okolicach Krosna Odrzańskiego.

Zanim jednak wybrał się na obserwację zwierząt, z jednego z domów pobrał bez wiedzy właścicieli aparat fotograficzny, którym być może chciał uwiecznić kląskające żurawie albo świergoczące w wiosennym słońcu bataliony.

Niestety, jak się okazało, człowiek ów był zupełnie nieprzygotowany na trudy wielogodzinnego przebywania w szuwarach. Spędził godzinę w zimnej wodzie, wychłodził się i o mało nie umarł. Jednak został znaleziony w ostatniej chwili przez policjantów. Niedorobionemu ornitologowi został też przedstawiony mu zarzut kradzieży z włamaniem.

Na spokojnie będzie mógł się wygrzewać nawet przez 10 lat w odpowiednim miejscu odosobnienia.