Gorący przedświąteczny okres różnie wpływa na obywateli naszego kraju. Na dwóch nich wpłynął szczególnie. Wieczorem 21 grudnia w Trzebnicy do jednego z tamtejszych sklepów monopolowych wszedł ubrany w kominiarkę klient z nożem, który zamiast przedświątecznych zakupów zażądał pieniędzy ze sklepowej kasy.
Pobrał blisko 500 złotych, po czym oddalił się z placówki handlowej. Powiadomieni o zdarzeniu policjanci, po penetracji terenu zatrzymali domniemanego sprawcę. Podejrzenia potwierdziły się, kiedy w jego plecaku znaleziono dwa noże, a niedaleko kominiarkę.
Niebawem zatrzymano też drugiego sprawcę, o którego roli w całym zdarzeniu niewiele wiadomo. Na pewno wiadomo, że obaj panowie w wieku 18 i 28 lat mieli 0,7 i 2 promile alkoholu w organizmie.
Teraz będą mogli myśleć o kolejnych świętach, które w domowych pieleszach spędzą dopiero za jakieś 15 lat.
Sama prawda
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Przedświąteczna gorączka
Etykiety:
alkohol,
kominiarka,
napad,
nóż,
promile,
święta bożego narodzenia
niedziela, 26 grudnia 2010
Święta, święta, święta
Wigilia jest dniem szczególnym. Jak powszechnie wiadomo, jest jedynym dniem w roku, kiedy mogą się nam przydarzyć różne, naprawdę wyjątkowe przygody. Jedna z nich miała miejsce w wigilijne popołudnie, kiedy cała niemal Polska miała zasiąsć niebawem do wigilijnej wieczerzy.
Około godziny 16 w lubelskiej komendzie policji odebrano telefon, za pomocą którego nieznany obywatel poinformował, że na ulicy nomen omen Jana Pawła II podłożono bombę. Na miejsce wysłano znaczne siły policyjne, w tym pirotechników, którzy ponad wszelką wątpliwosć ustalili, że w wyżej wzmiankowanym miejscu nie ma żadnego ładunku wybuchowego.
Dwie godziny od telefonu do lubelskiej komendy, policjanci znali już autora tego niecnego wybryku. Został on zatrzymany i dowieziony na komendę. Był to 61-letni lublinianin. W czasie przymusowej wizyty wigilijnej na posterunku, wyjął z kieszeni banknot o nominale 50 złotych i zaproponował policjantom, aby za te pieniądze kupili sobie choinkę na swięta albo flaszeczkę, która umiliłaby im oczekiwanie na pasterkę.
Przy okazji sprawcę fałszywego alarmu przebadano alkomatem. Dla żadnego z naszych czytelników nie będzie niespodzianką fakt, że miał on około dwóch promili alkoholu w organizmie. W ten sposób 61-latek odpowie nie tylko za fałszywy alarm, ale również za próbę przekupstwa. Dzięki temu może spędzić nawet do osmiu lat w jednym z wielu znanych i popularnych państwowych osrodków wypoczynkowych.
Tak było, jako żywo
Około godziny 16 w lubelskiej komendzie policji odebrano telefon, za pomocą którego nieznany obywatel poinformował, że na ulicy nomen omen Jana Pawła II podłożono bombę. Na miejsce wysłano znaczne siły policyjne, w tym pirotechników, którzy ponad wszelką wątpliwosć ustalili, że w wyżej wzmiankowanym miejscu nie ma żadnego ładunku wybuchowego.
Dwie godziny od telefonu do lubelskiej komendy, policjanci znali już autora tego niecnego wybryku. Został on zatrzymany i dowieziony na komendę. Był to 61-letni lublinianin. W czasie przymusowej wizyty wigilijnej na posterunku, wyjął z kieszeni banknot o nominale 50 złotych i zaproponował policjantom, aby za te pieniądze kupili sobie choinkę na swięta albo flaszeczkę, która umiliłaby im oczekiwanie na pasterkę.
Przy okazji sprawcę fałszywego alarmu przebadano alkomatem. Dla żadnego z naszych czytelników nie będzie niespodzianką fakt, że miał on około dwóch promili alkoholu w organizmie. W ten sposób 61-latek odpowie nie tylko za fałszywy alarm, ale również za próbę przekupstwa. Dzięki temu może spędzić nawet do osmiu lat w jednym z wielu znanych i popularnych państwowych osrodków wypoczynkowych.
Tak było, jako żywo
Etykiety:
alarm bombowy,
alkohol,
bomba,
promile,
święta bożego naordzenia,
wigilia
piątek, 10 grudnia 2010
Radom pozdrawia!
W kontekscie opisywanych na naszym blogu historii już tylko z kronikarskiego obowiązku wspominamy o zajsciu, które miało miejsce 7 grudnia w Radomiu. Policjanci zatrzymali do kontroli samochód marki Opel. Mogliby grać w totolotka, bowiem trafili na kierowcę, który mógł się pochwalić dwoma promilami alkoholu. Samochód odebrała żona.
Zaledwie dwie godziny później patrol zatrzymał tego samego Opla, a którym siedział ten sam kierowca. I było to potwierdzenie tezy, że istnieje zjawisko zwane deja vu. W tym miejscu zacytujemy kierowcę in extenso: "żona wyszła do pracy, zostawiła samochód, a ja wypiłem drinka i znowu postanowiłem się przejechać".
Na takie dictum acerbum policjanci mogli już tylko zatrzymać tego obywatela do czasu wytrzeźwienia.
Zaledwie dwie godziny później patrol zatrzymał tego samego Opla, a którym siedział ten sam kierowca. I było to potwierdzenie tezy, że istnieje zjawisko zwane deja vu. W tym miejscu zacytujemy kierowcę in extenso: "żona wyszła do pracy, zostawiła samochód, a ja wypiłem drinka i znowu postanowiłem się przejechać".
Na takie dictum acerbum policjanci mogli już tylko zatrzymać tego obywatela do czasu wytrzeźwienia.
czwartek, 9 grudnia 2010
Pług i okowita
Zapewne rzesze kierowców zastanawiają się, dlaczego są takie duże kłopoty z odśnieżaniem dróg i ulic po tak zwanym ataku zimy. Pewną poszlakę, która przyczyni się być może do wyjaśnienia tej sprawy może stanowić działanie kierowcy ciągnika, który miał odśnieżać drogi w okolicach Lipska.
3 grudnia wieczorem policjanci zauważyli ciągnik, który jechał z podniesionym pługiem. Oprócz tego pojazd wykonywał tajemnicze manewry, niekojarzące się z normalną eksploatacją.
Kiedy stróże prawa przystąpili do kontroli kierowcy ciągnika, szybko zrozumieli, że pierwsze skrzypce w owej sytuacji zagrały promile. Prowadzący pojazd wylegitymował się brakiem prawa jazdy oraz trzema promilami alkoholu w organizmie.
3 grudnia wieczorem policjanci zauważyli ciągnik, który jechał z podniesionym pługiem. Oprócz tego pojazd wykonywał tajemnicze manewry, niekojarzące się z normalną eksploatacją.
Kiedy stróże prawa przystąpili do kontroli kierowcy ciągnika, szybko zrozumieli, że pierwsze skrzypce w owej sytuacji zagrały promile. Prowadzący pojazd wylegitymował się brakiem prawa jazdy oraz trzema promilami alkoholu w organizmie.
środa, 8 grudnia 2010
Mamy wpływ
Jak się okazuje, nasz skromny blog ma wpływ na tuzy świata internetowego. 3 grudnia napisalismy o kiksie językowym redaktorów z onetu. News, na który wtedy zwróciliśmy uwagę wyglądał tak:

Jakież było nasze zdumienie, gdy 8 grudnia zobaczyliśmy to:

Nieskromnie musimy przyznać, że jak widać, nasze wysiłki odniosły sukces. Redaktorom z molochów internetowych życzymy miłej lektury i zapraszamy częściej!
Poprawiona wiadomość

Jakież było nasze zdumienie, gdy 8 grudnia zobaczyliśmy to:

Nieskromnie musimy przyznać, że jak widać, nasze wysiłki odniosły sukces. Redaktorom z molochów internetowych życzymy miłej lektury i zapraszamy częściej!
Poprawiona wiadomość
Mieć plan
Polscy kierowcy ukochali niemieckie samochody. Z niewiadomych przyczyn uważają je za dawcę prestiżu, klasy, a przede wszystkim leczą społeczeństwo z kompleksów.
Przykładem zabłysnął obywatel z gminy Szczuczyn. 6 grudnia wieczorem, na drodze pomiędzy Gutami a Szczuczynem stosował styl jazdy, który policjanci uznali za niebezpieczny. Przystąpili do zatrzymania Audi. Kierowca uznał, ze warto zignorować wezwanie do zatrzymania, rozpocząć ucieczkę, brawurowo wyprzedzać inne samochody, a na koniec wpaść w poślizg i uderzyć w drzewo. Plan zrealizował idealnie, a nawet z nawiązką, ponieważ w momencie uderzenia wyleciał z samochodu przez boczną szybę.
Pomysłowy kierowca w ten sposób uzyskał stan ciężki oraz brak przytomności, a także obowiązek przebywania w szpitalu przez dłuższy czas. Niestety, jak na razie nie wiadomo czy był również posiadaczem jakichkolwiek promili.
Lekcja poglądowa
Sama prawda
Przykładem zabłysnął obywatel z gminy Szczuczyn. 6 grudnia wieczorem, na drodze pomiędzy Gutami a Szczuczynem stosował styl jazdy, który policjanci uznali za niebezpieczny. Przystąpili do zatrzymania Audi. Kierowca uznał, ze warto zignorować wezwanie do zatrzymania, rozpocząć ucieczkę, brawurowo wyprzedzać inne samochody, a na koniec wpaść w poślizg i uderzyć w drzewo. Plan zrealizował idealnie, a nawet z nawiązką, ponieważ w momencie uderzenia wyleciał z samochodu przez boczną szybę.
Pomysłowy kierowca w ten sposób uzyskał stan ciężki oraz brak przytomności, a także obowiązek przebywania w szpitalu przez dłuższy czas. Niestety, jak na razie nie wiadomo czy był również posiadaczem jakichkolwiek promili.
Lekcja poglądowa
Sama prawda
Uciekający Mikołaj
Bytom nie przestanie nas zadziwiać. Nie tylko są tam na skrzyżowaniach swiatła, które emitują "czerwone" przez trzy dni, ale również można się tam natknąć na... fałszywego sw. Mikołaja. Rzecz wydarzyła się 1 grudnia wieczorem na ulicy Marii Skłodowskiej-Curie. Policjanci patrolujący tamtejszy teren zauważyli mężczyznę w stroju sw. Mikołaja z workiem na plecach, uciekającego przed grupą rozzłoszczonych dzieci.
Szybko okazało się, że biało-czerwony staruszek pobrał bez wiedzy i zgody kurtki należące do dzieci przebywających w pobliskiej swietlicy srodowiskowej. Dzieci ruszyły w poscig za domniemanym Mikołajem.
Okazało się, że Mikołaj wcale nie był swięty. Nie był nawet staruszkiem - miał 21 lat. Ale miał za to promile. Niestety, komunikat nie podał dokładnego stężenia.
Nie wierzycie?
Szybko okazało się, że biało-czerwony staruszek pobrał bez wiedzy i zgody kurtki należące do dzieci przebywających w pobliskiej swietlicy srodowiskowej. Dzieci ruszyły w poscig za domniemanym Mikołajem.
Okazało się, że Mikołaj wcale nie był swięty. Nie był nawet staruszkiem - miał 21 lat. Ale miał za to promile. Niestety, komunikat nie podał dokładnego stężenia.
Nie wierzycie?
wtorek, 7 grudnia 2010
Otwarte drzwi są zawsze podejrzane

Ułańska fantazja nie ginie w narodzie. Dawno już nie publikowalismy informacji, w których przewijałyby się nasze ulubione słowa: volkswagen golf oraz promile. Na szczęscie 30-letni mieszkaniec Szczecina nie dał nam zapomnieć o tych wyrazach, które zazwyczaj wystepują obok siebie.
2 grudnia, około godziny 23.00 W Stargardzie Szczecińskim policjanci zatrzymali volkswagena golfa, który jechał z otwartymi drzwiami. Stróże prawa mieli wystawić kierowcy tylko mandat, ale ich uwagę przykuł charakterystyczny zapach, który wydobywał się z czelusci kierowcy. Nie mylicie się Drodzy Czytelnicy! Badanie alkomatem wykazało obecnosć 2,20 promila alkoholu w organizmie szofera.
Tak było
Etykiety:
alkohol,
kierowca,
niemiecki samochód,
otwarte drzwi,
promile,
volkswagen,
VW,
VW Golf
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Niezły wózek. A nawet dziesięć!
Głogów od zawsze kojarzył się nam z malowniczymi ruinami kościoła św. Mikołaja oraz niezbyt fortunnie zaprojektowaną starówką z lat 90. minionego wieku. Ale od 29 listopada będziemy mieli inne skojarzenia: wózki dziecięce.
Z jednego z głogowskich bloków zniknął wózek dziecięcy, trzymany na klatce schodowej. Właścicielka zgłosiła kradzież na policję. Nie był to pierwszy taki sygnał, jaki otrzymali stróże prawa. Po brawurowej akcji śledczej 1 grudnia zatrzymano 45- letnią kobietę, mieszkającą w gminie Rudna. Przeszukanie wykazało, że tu i tam miała poupychane wózki dziecięce w ilości dziesięciu sztuk. Podobno służyły jej do transportowania zakupów.
Policjanci nie bardzo dali się nabrać na te wyjaśnienia. Miłośniczka wózków może nawet pięć lat spędzić w tłumnie obleganych ośrodkach wypoczynkowych. I to na koszt państwa.

Źródło fotografii i informacji
Z jednego z głogowskich bloków zniknął wózek dziecięcy, trzymany na klatce schodowej. Właścicielka zgłosiła kradzież na policję. Nie był to pierwszy taki sygnał, jaki otrzymali stróże prawa. Po brawurowej akcji śledczej 1 grudnia zatrzymano 45- letnią kobietę, mieszkającą w gminie Rudna. Przeszukanie wykazało, że tu i tam miała poupychane wózki dziecięce w ilości dziesięciu sztuk. Podobno służyły jej do transportowania zakupów.
Policjanci nie bardzo dali się nabrać na te wyjaśnienia. Miłośniczka wózków może nawet pięć lat spędzić w tłumnie obleganych ośrodkach wypoczynkowych. I to na koszt państwa.

Źródło fotografii i informacji
niedziela, 5 grudnia 2010
W imię ojca i syna znikła mamona
Interesujące informacje doszły do nas z powiatu krośnieńskiego. Pod koniec listopada w jednej z tamtejszych szkół podstawowych odbywają się lekcje religii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że prowadzący lekcję ksiądz stwierdził po dzwonku brak około tysiąca złotych. Dochodzenie przeprowadzone w szkole wykazało, że nowym i tylko chwilowo szczęśliwym posiadaczem księżej fortuny stał się 12-letni uczeń, który większość kwoty przeznaczył na alkohol.
Nie dziwimy się temu desperackiemu posunięciu nieletniego. Wszak, jak co roku, panuje zima stulecia.
To niestety prawda
Nie dziwimy się temu desperackiemu posunięciu nieletniego. Wszak, jak co roku, panuje zima stulecia.
To niestety prawda
sobota, 4 grudnia 2010
Dawaj w zaspę!
Przenieśmy się do Hrubieszowa. Tam zima również dokucza mieszkańcom, chociaż niektórzy wykorzystują zalegające zaspy śniegu do różnych celów. Jeden z przykładów zaprezentował 3 grudnia 18-latek z Nieledwi (około 6 km na wschód od Trzeszczan Drugich). Najpierw młody człowiek wszedł do sklepu przez wybitą szybę, a następnie pobrał z niego papierosy i słodycze o wartości 1700 złotych. Swój cenny łup ukrył w zaspie śnieżnej koło sklepu. Nie zdało się to na wiele, ponieważ policjanci szybko znaleźli towar pobrany ze sklepu. Tradycyjnie już 18-latek ma możliwość spędzenia nawet dziesięciu zim w jednym ze znanych i popularnych państwowych ośrodków wypoczynkowych.
Sama prawda
Sama prawda
piątek, 3 grudnia 2010
Skład szpitala
Portal onet.pl podał 3 grudnia 2010, około godziny 13:00 informację o napadzie na konwojentów przewożących znaczną sumę pieniędzy. Reporter TVN Warszawa Tomasz Zieliński zrelacjonował to wydarzenie dla widzów i czytelników. Powiedział: "Wiadomo, że jeden z konwojentów został oblany żrącą substancją - prawdopodobnie kwasem - i odwieziony do szpitala. Nie wiadomo, jaki jest jego skład."Tym, którzy zastanawiają się do czego się znowu przyczepilismy, wyjasniamy: z kolejnosci zdań wynika, że nie wiadomo, jaki jest skład szpitala. Możemy przypuszczać, że w skład placówki medycznej wchodzą na przykład lekarze, pielęgniarki no i osoby wymagające opieki lekarskiej. W skład szpitala może też wchodzić sprzęt medyczny albo i sciany, stropy i schody. Notatka na onecie została podpisana "MBł".
Tutaj oryginał wiadomosci
wtorek, 16 listopada 2010
Pamięć za wszelką cenę

Są w naszej historii wydarzenia, które z różnych przyczyn różni ludzie starają się upamiętnić. Oczywiście mają do tego prawo. Pęd do upamiętniania jest tak wielki, a chęć tak przemożna, że niektórzy, wiedzeni impulsem, owo upamiętnienie muszą wykonać tu, teraz, zaraz. Za wszelką cenę. I jak to wychodzi? Jak zawsze.
poniedziałek, 8 listopada 2010
Dziwne bilety
Na pewno każdy z nas posiada gdzieś na dnie szafy bilety Narodowego Banku Polskiego pochodzące sprzed denominacji. Jeśli chcemy zrobić interes życia i wymienić w banku dwie dychy z Trauguttem albo stówę z Waryńskim, mamy na to czas zaledwie do końca bieżącego roku.Pamiętało o tym dwóch panów, jeden z powiatu zgierskiego, drugi spod Łaska. 3 listopada przekroczyli progi jednego z łódzkich banków i zażądali wymiany 37 banknotów o oszałamiających nominałach 500 000 złotych.
Kasjerka przyjrzała się papierkom z podobizną Henryka Sienkiewicza i stwierdziła, że mają trzy takie same serie. Wezwana na miejsce policja postanowiła odbyć dokładniejszą rozmowę z dwoma panami, którzy tłumaczyli, że banknoty znaleźli na śmietniku.
Jeśli jednak okaże się, że przeróbka banknotów była ich autorskim dziełem, będą mieli wakacje w wysokości albo do 25 lat za podrabianie środków płatniczych albo do 10 lat za próbę wprowadzenia ich do obiegu.
Naprawdę tak było
niedziela, 7 listopada 2010
Antycuda
Nie od dziś wiadomo, że to co dzieje się za zamkniętymi furtami różnego rodzaju ośrodków religijnych bardzo trudno trafia na światło dzienne. Tak było przez pewien czas chociażby w Domu Zakonnym w Pińczowie. Jeden z tamtejszych pensjonariuszy, czyli zakonnik wysyłał z miejsca swojego pobytu różne duże paczki.
Jednocześnie okazało się, że w tajemniczych, niekoniecznie cudownych, okolicznościach z wyposażenia Domu Zakonnego znikały różne przedmioty: między innymi zabytkowe obrazy z XVII i XVIII wieku i szaty liturgiczne.
Połączenie tych dwóch faktów zaowocowało interwencją policji. Okazało się, że jeden z zakonników za pomocą portalu aukcyjnego sprzedawał wymienione wcześniej przedmioty jako pamiątki rodzinne.
Teraz za swoje czyny będzie mógł pokutować do pięciu lat, niekoniecznie odmawiając różańce i zdrowaśki. O wysokości pokuty zadecyduje sąd, a nie duchowny-spowiednik.
Jednocześnie okazało się, że w tajemniczych, niekoniecznie cudownych, okolicznościach z wyposażenia Domu Zakonnego znikały różne przedmioty: między innymi zabytkowe obrazy z XVII i XVIII wieku i szaty liturgiczne.
Połączenie tych dwóch faktów zaowocowało interwencją policji. Okazało się, że jeden z zakonników za pomocą portalu aukcyjnego sprzedawał wymienione wcześniej przedmioty jako pamiątki rodzinne.
Teraz za swoje czyny będzie mógł pokutować do pięciu lat, niekoniecznie odmawiając różańce i zdrowaśki. O wysokości pokuty zadecyduje sąd, a nie duchowny-spowiednik.
sobota, 6 listopada 2010
Trójca od golfa
Jak powszechnie wiadomo, samochody są obecnie wyposażane w wiele zbędnych elementów, które nie ułatwiają jazdy samochodem. Głośniki, odtwarzacze, a nawet akumulatory nie są potrzebne do poruszania się pojazdem mechanicznym. Najlepszym przykładem są pojazdy z początków motoryzacji, które miały tylko najpotrzebniejsze urządzenia do odbywania przejażdżek. Poza tym, każdy kolejny element powoduje, że samochód staje się droższy.
Teraz już, Drodzy Czytelnicy, znacie motywację trzech mieszkańców Lubelszczyzny. Wychodząc z opisanego powyżej założenia, odciążali tamtejsze pojazdy mechaniczne z niepotrzebnych elementów. Były to głównie odtwarzacze, głośniki, radia CB, a nawet tablice rejestracyjne. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że trzej panowie upodobali sobie najpopularniejszy w Polsce samochód - Volkswagena Golfa.
Szlachetne czyny zostały niestety ukrócone przez policjantów, którzy schwytali całą trójcę na tzw. gorącym uczynku. Rzecz miała miejsce przy ulicy nomen omen Watykańskiej w Lublinie.
U jednego z powstrzymanych znaleziono wiele z tych niepotrzebnych innym przedmiotów. Za tę charytatywną działalność mogą spędzić do 10 lat wiadomo gdzie.
Teraz już, Drodzy Czytelnicy, znacie motywację trzech mieszkańców Lubelszczyzny. Wychodząc z opisanego powyżej założenia, odciążali tamtejsze pojazdy mechaniczne z niepotrzebnych elementów. Były to głównie odtwarzacze, głośniki, radia CB, a nawet tablice rejestracyjne. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że trzej panowie upodobali sobie najpopularniejszy w Polsce samochód - Volkswagena Golfa.
Szlachetne czyny zostały niestety ukrócone przez policjantów, którzy schwytali całą trójcę na tzw. gorącym uczynku. Rzecz miała miejsce przy ulicy nomen omen Watykańskiej w Lublinie.
U jednego z powstrzymanych znaleziono wiele z tych niepotrzebnych innym przedmiotów. Za tę charytatywną działalność mogą spędzić do 10 lat wiadomo gdzie.
piątek, 5 listopada 2010
Rzeczywista rzeczywistość
Są takie gry komputerowe, w których gracz zamienia się w demona prędkości, demolki albo Pac Mana. Dopóki rzecz dzieje się tylko w wirtualnej rzeczywistości, wszystko jest w porządku. Takie gry mogą stanowić dla niektórych dobrą odskocznię od stresującej rzeczywistości.
Co jednak mają zrobić osoby, które z różnych przyczyn nie mają dostępu do nowoczesnych technologii albo po prostu nie potrafią tych technologii obsługiwać?
Odpowiedź jest prosta. Wystarczy, że wirtualna rzeczywistość stanie się rzeczywistą rzeczywistością. Autorem takiej modyfikacji stał się obywatel Siemiatycz. W nocy z 30 na 31 października, 20-latek zasiadł za kierownicą koparki i rozpoczął szalony rajd po okolicy. Początkowo za cel obrał sobie drobne przeszkody, takie jak krzewy, szlaban albo ogrodzenie. Kiedy się z nimi uporał (być może wszedł na wyższy lewel), postanowił zdobyć więcej punktów i podjął niestety nierówną walkę z budynkiem biurowym. Budynek okazał się niezłomny i stawił skuteczny opór. Koparka utkwiła w jego ścianie.
Całą zabawę popsuli policjanci, wezwani przez pracownika jednego z okolicznych zakładów. Po przeprowadzeniu odpowiednich czynności, okazało się że za zmianę rzeczywistości z wirtualnej w rzeczywistą odpowiadają ponad 2 promile, które znalazły się w krwiobiegu 20-latka.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, Skarb Państwa może za tę przygodę ufundować nawet dwuletni pobyt w wiadomym ośrodku wypoczynkowym.
Tak było
Co jednak mają zrobić osoby, które z różnych przyczyn nie mają dostępu do nowoczesnych technologii albo po prostu nie potrafią tych technologii obsługiwać?
Odpowiedź jest prosta. Wystarczy, że wirtualna rzeczywistość stanie się rzeczywistą rzeczywistością. Autorem takiej modyfikacji stał się obywatel Siemiatycz. W nocy z 30 na 31 października, 20-latek zasiadł za kierownicą koparki i rozpoczął szalony rajd po okolicy. Początkowo za cel obrał sobie drobne przeszkody, takie jak krzewy, szlaban albo ogrodzenie. Kiedy się z nimi uporał (być może wszedł na wyższy lewel), postanowił zdobyć więcej punktów i podjął niestety nierówną walkę z budynkiem biurowym. Budynek okazał się niezłomny i stawił skuteczny opór. Koparka utkwiła w jego ścianie.
Całą zabawę popsuli policjanci, wezwani przez pracownika jednego z okolicznych zakładów. Po przeprowadzeniu odpowiednich czynności, okazało się że za zmianę rzeczywistości z wirtualnej w rzeczywistą odpowiadają ponad 2 promile, które znalazły się w krwiobiegu 20-latka.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, Skarb Państwa może za tę przygodę ufundować nawet dwuletni pobyt w wiadomym ośrodku wypoczynkowym.
Tak było
czwartek, 4 listopada 2010
Techniczne hobby
Początek listopada nie był szczęśliwy dla dwóch młodzieńców, operujących na terenie powiatu wysokomazowieckiego. 17- i 19-latek mieli ciekawe hobby, związane ze zmianą właścicieli różnego rodzaju urządzeń technicznych. Dzięki nim właściciela zmienił a to motorower, a to głośniki albo samochodowe odtwarzacze.
Jednak szczytem możliwości młodych ludzi było przywłaszczenie sobie pojazdu mechanicznego marki Polski Fiat 126p. Został pobrany z jednego z parkingów w miejscowości Wysokie Mazowieckie. Następnie rozmontowano go na części.


Niestety, niedługo potem dalszą hobbystyczną działalność uniemożliwili stróże prawa. Nie dość, że zabezpieczyli kradzione dobra, to jeszcze zatrzymali obydwu młodych ludzi.
Za swoją działalność hobbystyczną mogą teraz spędzić do 10 lat w popularnych i tłumnie obleganych państwowych ośrodkach wypoczynkowych.
Informacja i fotografie pochodzą od podlaskiej policji.
Jednak szczytem możliwości młodych ludzi było przywłaszczenie sobie pojazdu mechanicznego marki Polski Fiat 126p. Został pobrany z jednego z parkingów w miejscowości Wysokie Mazowieckie. Następnie rozmontowano go na części.


Niestety, niedługo potem dalszą hobbystyczną działalność uniemożliwili stróże prawa. Nie dość, że zabezpieczyli kradzione dobra, to jeszcze zatrzymali obydwu młodych ludzi.
Za swoją działalność hobbystyczną mogą teraz spędzić do 10 lat w popularnych i tłumnie obleganych państwowych ośrodkach wypoczynkowych.
Informacja i fotografie pochodzą od podlaskiej policji.
piątek, 29 października 2010
Jechał w Golfie
Jak już kiedyś zaznaczaliśmy na naszym blogu, niektórzy uważają okolice Grójca za trójkąt zła. Mimo, że nie chcielibyśmy podtrzymywać tej niepochlebnej opinii, mieszkańcy tamtych okolic nieprzerwanie utrzymają nas w takim przeświadczeniu.
Najświeższe doniesienie pochodzi z wtorku, 26 października. Rano, w miejscowości Kępina, powiat Grójec, pewien kierowca Volkswagena Golfa tak jechał drogą, że nie zmieścił się w zakręt, wyleciał z niego i na dodatek wpadł na słup trakcji elektrycznej, który złośliwie ustawiono na trajektorii lotu Golfa.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kierowca niemieckiego samochodu był trzeźwy. Powtarzamy: kierowca samochodu był trzeźwy.
Nie wierzysz?
Najświeższe doniesienie pochodzi z wtorku, 26 października. Rano, w miejscowości Kępina, powiat Grójec, pewien kierowca Volkswagena Golfa tak jechał drogą, że nie zmieścił się w zakręt, wyleciał z niego i na dodatek wpadł na słup trakcji elektrycznej, który złośliwie ustawiono na trajektorii lotu Golfa.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że kierowca niemieckiego samochodu był trzeźwy. Powtarzamy: kierowca samochodu był trzeźwy.
Nie wierzysz?
czwartek, 28 października 2010
Jaka to pozycja?
Szanowni Czytelnicy mogą posądzić nas o czepianie się słówek. A to, że ktoś powiedział "e", a nie "a" i tak dalej. Ale my stoimy twardo na straży poprawności językowej, której opoką muszą być dziennikarze, niezależnie od tego czy chcą tego czy nie.
Dlatego postanowiliśmy, że będziemy nieco uważniej śledzić wypowiedzi dziennikarzy w naszych mediach. Na pierwszy ogień idzie kanał telewizyjny Polsat News. W dniu 28.10.2010 roku, o godzinie 16:41 prowadzący program "Biznes Informacje", pan redaktor Wojciech Szeląg rozmawiał z przedstawicielką Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta na temat zabawek zawierających substancje szkodliwe dla dzieci. W skrócie chodziło o chińszczyznę, która zalewa nasze sklepy.
Pan redaktor zadał pytanie, które brzmiało: "W jakiej pozycji stoi rodzic, który kupił taką zabawkę?"
Nie trzeba być specjalistą od spraw ochrony konkurencji i konsumenta, aby błyskawicznie stwierdzić, że rodzic ów w momencie dokonywania zakupu najprawdopodobniej był w pozycji stojącej. No chyba, że kupował zabawkę przez internet.
Podpowiedź: dla tych, którzy zastanawiają się, czego się czepiamy, wyjaśniamy: jeśli chodzi o przenośnię, mówimy "Na jakiej pozycji stoi". Tak samo jak "oparty na", a nie "oparty o".
Dlatego postanowiliśmy, że będziemy nieco uważniej śledzić wypowiedzi dziennikarzy w naszych mediach. Na pierwszy ogień idzie kanał telewizyjny Polsat News. W dniu 28.10.2010 roku, o godzinie 16:41 prowadzący program "Biznes Informacje", pan redaktor Wojciech Szeląg rozmawiał z przedstawicielką Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta na temat zabawek zawierających substancje szkodliwe dla dzieci. W skrócie chodziło o chińszczyznę, która zalewa nasze sklepy.
Pan redaktor zadał pytanie, które brzmiało: "W jakiej pozycji stoi rodzic, który kupił taką zabawkę?"
Nie trzeba być specjalistą od spraw ochrony konkurencji i konsumenta, aby błyskawicznie stwierdzić, że rodzic ów w momencie dokonywania zakupu najprawdopodobniej był w pozycji stojącej. No chyba, że kupował zabawkę przez internet.
Podpowiedź: dla tych, którzy zastanawiają się, czego się czepiamy, wyjaśniamy: jeśli chodzi o przenośnię, mówimy "Na jakiej pozycji stoi". Tak samo jak "oparty na", a nie "oparty o".
Etykiety:
błędy,
błędy językowe,
język,
polska jezyk trudna jezyk,
telewizja
piątek, 8 października 2010
Każdy głupek ma swój słupek
Pomiędzy pieszymi a kierowcami w dużych miastach trwa wojna. Piesi zarzucają kierowcom, że parkują niezgodnie z przepisami, rozjeżdżają chodniki i trawniki oraz uniemożliwiają swobodne przejście ulicą. Kierowcy zaś uważają dwunożne istoty za wybryk cywilizacji, które tylko przez jakąś pomyłkę ewolucji nie mają jeszcze zamiast nóg czterech kół i klaksonu. A na dodatek władze złośliwie stawiają jakieś słupki, które uniemożliwiają parkowanie w miejscach niedozwolonych. Normalnie masakra!
Szeregi zwolenników kierowców zupełnie nieświadomie zasilił w ostatnim czasie 62-letni ochroniarz jednej z budów w Toruniu. Na tamtejszym pl. św. Katarzyny prowadzona jest budowa parkingu podziemnego. Część terenu otaczały metalowe słupki z herbem miasta. Na czas budowy zostały zdemontowane. Pilnował ich inkryminowany ochroniarz. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że nie są one już nikomu potrzebne. Co więcej, można na nich nieźle zarobić.
26 słupków dostarczył więc do skupu złomu. Na placu budowy walało się jeszcze sześć takich przedmiotów, więc niewiele myśląc i te wywiózł do skupu. Niestety, tym razem nieźle się zdziwił, bo został zatrzymany przez policję.
Dzięki temu przedsiębiorczy ochroniarz może liczyć nawet na pięć lat w powszechnie znanym i lubianym państwowym ośrodku wypoczynkowym. Należy przy okazji dodać, że ośrodki te cieszą się taką popularnością, że na pobyt w nich bezskutecznie oczekuje na wolności jeszcze 30 tysięcy innych przestępców.
Szeregi zwolenników kierowców zupełnie nieświadomie zasilił w ostatnim czasie 62-letni ochroniarz jednej z budów w Toruniu. Na tamtejszym pl. św. Katarzyny prowadzona jest budowa parkingu podziemnego. Część terenu otaczały metalowe słupki z herbem miasta. Na czas budowy zostały zdemontowane. Pilnował ich inkryminowany ochroniarz. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że nie są one już nikomu potrzebne. Co więcej, można na nich nieźle zarobić.
26 słupków dostarczył więc do skupu złomu. Na placu budowy walało się jeszcze sześć takich przedmiotów, więc niewiele myśląc i te wywiózł do skupu. Niestety, tym razem nieźle się zdziwił, bo został zatrzymany przez policję.
Dzięki temu przedsiębiorczy ochroniarz może liczyć nawet na pięć lat w powszechnie znanym i lubianym państwowym ośrodku wypoczynkowym. Należy przy okazji dodać, że ośrodki te cieszą się taką popularnością, że na pobyt w nich bezskutecznie oczekuje na wolności jeszcze 30 tysięcy innych przestępców.
Wsiąść do pociągu...
Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Do tej pory o PKP mówiło się niemal wyłącznie w kontekście opóźnień. Tym razem stało się inaczej.
8 października z dworca w Lublinie pociąg do Bydgoszczy, jadący przez Warszawę tak szczęśliwie wyruszył w trasę, że opuścił peron pół godziny przed czasem. Dokładnie trzydzieści cztery minuty przed czasem. W rozkładzie jazdy jak byk widniała godzina 12.00, lecz skład ruszył o 11.26.
To udogodnienie, podyktowane zmianą rozkładu jazdy wprowadziło wielu pasażerów w stan euforii. Dzięki niemu nie tylko nie udało im się kupić biletów, ale również nie udało im się wsiąść do pociągu. Tak czy inaczej byle jakiego.
Wspomniana zmiana w rozkładzie jazdy została najprawdopodobniej objęta tajemnicą państwową, ponieważ PKP w żaden sposób nie poinformowały podróżnych o tym, że pociąg odjeżdża wcześniej niż dotychczas. Internetowy rozkład jazdy sprytnie pokazywał starą godzinę odjazdu.
Trudno silić się w tej sprawie na jakiekolwiek komentarze. Zacytujemy tylko wypowiedź jednego z czytelników o pseudonimie badziewiak66 na forum GW: "Okazuje się że jednak zasady fizyki kwantowej można weryfikować w skali makro. Tak oto pociąg znalazł się w dwóch miejscach na raz w tej samej jednostce czasu, bowiem w punkcie a stał na peronie przed planowanym terminem odjazdu , zaś w punkcie b przemierzał trasę w odległości około 20 km od miejsca a. No ja nie wiem czy im się nobel nie należy."
8 października z dworca w Lublinie pociąg do Bydgoszczy, jadący przez Warszawę tak szczęśliwie wyruszył w trasę, że opuścił peron pół godziny przed czasem. Dokładnie trzydzieści cztery minuty przed czasem. W rozkładzie jazdy jak byk widniała godzina 12.00, lecz skład ruszył o 11.26.
To udogodnienie, podyktowane zmianą rozkładu jazdy wprowadziło wielu pasażerów w stan euforii. Dzięki niemu nie tylko nie udało im się kupić biletów, ale również nie udało im się wsiąść do pociągu. Tak czy inaczej byle jakiego.
Wspomniana zmiana w rozkładzie jazdy została najprawdopodobniej objęta tajemnicą państwową, ponieważ PKP w żaden sposób nie poinformowały podróżnych o tym, że pociąg odjeżdża wcześniej niż dotychczas. Internetowy rozkład jazdy sprytnie pokazywał starą godzinę odjazdu.
Trudno silić się w tej sprawie na jakiekolwiek komentarze. Zacytujemy tylko wypowiedź jednego z czytelników o pseudonimie badziewiak66 na forum GW: "Okazuje się że jednak zasady fizyki kwantowej można weryfikować w skali makro. Tak oto pociąg znalazł się w dwóch miejscach na raz w tej samej jednostce czasu, bowiem w punkcie a stał na peronie przed planowanym terminem odjazdu , zaś w punkcie b przemierzał trasę w odległości około 20 km od miejsca a. No ja nie wiem czy im się nobel nie należy."
poniedziałek, 27 września 2010
Czyja korona?
Skandal na cały powiat! Brynica (około 10 km na zachód od Dąbrówki Lubniańskiej) ma się czego wstydzić. Na X dożynkach powiatu opolskiego miejscowość wystawiła koronę żniwną, która wygrała święto. Jak się jednak szybko okazało, była to najprawdopodobniej ta sama korona żniwna, która została wykonana w zeszłym roku w Kielczy. A przynajmniej jest do niej więcej niż bardziej podobna.
O opinie poproszono etnografów - znawców folkloru opolskiego. Autorytety jednoznacznie stwierdziły, ze obydwie korony są do siebie zaskakująco podobne. Nawet poszczególne kłosy są tak samo ułożone. Wystawcy korony z Brynicy twierdzą, że wykonali taką samą, inspirując się zeszłorocznym egzemplarzem z Kielczy. Sprawa pozostaje nierozstrzygnięta, a wokół korony gromadzą się czarne chmury.
Spróbuj sam ocenić
O opinie poproszono etnografów - znawców folkloru opolskiego. Autorytety jednoznacznie stwierdziły, ze obydwie korony są do siebie zaskakująco podobne. Nawet poszczególne kłosy są tak samo ułożone. Wystawcy korony z Brynicy twierdzą, że wykonali taką samą, inspirując się zeszłorocznym egzemplarzem z Kielczy. Sprawa pozostaje nierozstrzygnięta, a wokół korony gromadzą się czarne chmury.
Spróbuj sam ocenić
niedziela, 26 września 2010
Zrób to sam... albo nie
Dawno temu polska telewizja emitowała cykl programów pod tytułem "Zrób to sam", który prowadził niezapomniany Adam Słodowy. Ci, którzy nie mieli okazji go oglądać, mogą to nadrobić, bo jeden z kanałów należących do państwowej telewizji nadaje powtórki.
Zapewne z krynicy dokonań Adama Słodowego pełnymi garściami czerpał 20-letni mieszkaniec gminy Przyłęk. W słoneczne czwartkowe popołudnie, 23 września przyjechał do Zwolenia swoim eleganckim wozem Łada 2107.
Zaparkował w pobliżu komendy policji. Zapewne dlatego, żeby nie kusić losu. Jak się szybko okazało, miejsce parkowania wybrał doskonale, ponieważ stróże prawa zauważyli, że z Łady malowniczym łukiem tryska na wszystkie strony gaz typu LPG.
Policjanci przystąpili do czynności, wzywając strażaków i zamykając ulicę, przy której parkowała Łada. Jakież było zdziwienie, kiedy po dostaniu się do bagażnika wozu, zauważyli własnej konstrukcji instalację gazową zrobią z tego, co akurat było pod ręką w przydomowej szopie.
Zwoleński Adam Słodowy myślał, że instalację gazową może samodzielnie założyć każdy, kto ma ukończone 7 lat. Niestety, pomylił się. Policjanci złośliwie zatrzymali dowód rejestracyjny samochodu, dowalili mandat dwie stówy, a na dodatek kazali zapłacić za odholowanie eleganckiej Łady.
Zapewne z krynicy dokonań Adama Słodowego pełnymi garściami czerpał 20-letni mieszkaniec gminy Przyłęk. W słoneczne czwartkowe popołudnie, 23 września przyjechał do Zwolenia swoim eleganckim wozem Łada 2107.
Zaparkował w pobliżu komendy policji. Zapewne dlatego, żeby nie kusić losu. Jak się szybko okazało, miejsce parkowania wybrał doskonale, ponieważ stróże prawa zauważyli, że z Łady malowniczym łukiem tryska na wszystkie strony gaz typu LPG.
Policjanci przystąpili do czynności, wzywając strażaków i zamykając ulicę, przy której parkowała Łada. Jakież było zdziwienie, kiedy po dostaniu się do bagażnika wozu, zauważyli własnej konstrukcji instalację gazową zrobią z tego, co akurat było pod ręką w przydomowej szopie.
Zwoleński Adam Słodowy myślał, że instalację gazową może samodzielnie założyć każdy, kto ma ukończone 7 lat. Niestety, pomylił się. Policjanci złośliwie zatrzymali dowód rejestracyjny samochodu, dowalili mandat dwie stówy, a na dodatek kazali zapłacić za odholowanie eleganckiej Łady.
sobota, 25 września 2010
Złodzieje wszechczasów
Emocjonujące wydarzenia miały miejsce w woj. Świętokrzyskim. Otóż w nocy z 22 na 23 września z miejscowości w gminie Jędrzejów zniknął traktor marki Zetor. Nie była to sprawka przybyszów z innej planety, lecz mieszkańców Jędrzejowa w wieku 48 i 53 lat. Wezwani policjanci szybko odnaleźli skradziony ciągnik rolniczy. Leżał w rowie w pobliskiej miejscowości. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że zanim ukradli Zetora i wywrócili go w rowie, weszli w sposób nielegalny w posiadanie pojazdu marki Żuk. Ten wytwór polskiej motoryzacji uległ jednak awarii, został więc porzucony w polu.
Gwoli kronikarskiej dokładności dodamy tylko, że sprawcy obydwu mrożących krew w żyłach rajdów znaleźli się w rekach policji.
Na deser polecamy fotografię Zetora w rowie. Warto!
Gwoli kronikarskiej dokładności dodamy tylko, że sprawcy obydwu mrożących krew w żyłach rajdów znaleźli się w rekach policji.
Na deser polecamy fotografię Zetora w rowie. Warto!
piątek, 24 września 2010
Nożyczki albo życie
Czasami aż człowiekowi ręce opadają i nie wie, co powiedzieć. Tak było i tym razem. 21 września na Pradze Południe dokonano napadu na salon fryzjerski. Dwóch napastników sterroryzowało fryzjera. Z zakładu pobrali maszynkę do strzyżenia, trochę pieniędzy i kluczyki od samochodu mistrza nożyc. Robert T. i Marcin J. chcieli oddalić się z miejsca zdarzenia. Na przeszkodzie stanęła im policja oraz dwa promile we krwi kierowcy-napastnika.
Nie wierzysz?
Nie wierzysz?
czwartek, 23 września 2010
Tajemniczy hotel
czwartek, 8 lipca 2010
...ale nam chodziło o konia!
Interesujące informacje dotarły do nas z Ostrzeszowa. 3 lipca późnym wieczorem po tej miejscowości poruszał się mężczyzna. Używał do tego celu czteronożnego pojazdu pochodzenia naturalnego czyli konia. Splot okoliczności był jednak tak nieszczęśliwy, że domorosły kowboj spadł ze swego wierzchowca, dzięki czemu miejscowy szpital nie musiał spędzać bezczynnie letniej nocy.
Nie pisalibyśmy o tym wydarzeniu gdyby nie to, że ostrzeszowski Bruno O'ya (patrz film "Wilcze echa") miał w organizmie 1,05 mg/l alkoholu we krwi.
Osobom mającym problemy z działaniami matematycznymi zdradzamy, ze były to mniej więcej 2 promile alkoholu.
Nie pisalibyśmy o tym wydarzeniu gdyby nie to, że ostrzeszowski Bruno O'ya (patrz film "Wilcze echa") miał w organizmie 1,05 mg/l alkoholu we krwi.
Osobom mającym problemy z działaniami matematycznymi zdradzamy, ze były to mniej więcej 2 promile alkoholu.
środa, 7 lipca 2010
Po wódce - na złom!
Pod koniec czerwca kilku panów z miejscowości Wambierzyce urządziło sobie imprezę, zakrapianą alkoholem. Jeden z nich postanowił wyjść wcześniej, ale nie z pustymi rekami. Pobrał więc bez wiedzy gospodarza kluczyki do wozu marki Fiat 126p i udał się do najbliższego skupu złomu, gdzie oddał samochód w zamian za bilety Narodowego Banku Polskiego.
O tym, jak bardzo zakrapiane było spotkanie może świadczyć fakt, że właściciel zgłosił policji stratę dopiero 2 lipca. Mimo tego, policjanci szybko odnaleźli skradziony pojazd na terenie złomowiska. Niestety, z wozu pozostała tylko sterta pogiętych blach, bo pracownicy zakładu od razu zapakowali malucha do zgniatarki.
O tym, jak bardzo zakrapiane było spotkanie może świadczyć fakt, że właściciel zgłosił policji stratę dopiero 2 lipca. Mimo tego, policjanci szybko odnaleźli skradziony pojazd na terenie złomowiska. Niestety, z wozu pozostała tylko sterta pogiętych blach, bo pracownicy zakładu od razu zapakowali malucha do zgniatarki.
wtorek, 6 lipca 2010
Alkogolf
Kiedy czytamy doniesienia o różnych dramatycznych wydarzeniach, jakie mają miejsce na terenie naszego kraju, przychodzą nam do głowy pomysły na lapidarne określenie pewnych sytuacji.
Zastanawiamy się właśnie jak jednym nowoutworzonym słowem można podsumować nieobcą Drogim Czytelnikom sytuację, której jeden z wariantów miał miejsce 4 lipca nad ranem w gminie Tyszowce. Po tamtejszych drogach samochodem marki Golf poruszał się 17-latek, który tradycyjnie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami, ale za to miał w sobie 0,34 promila alkoholu.
Małolata próbował zatrzymać policyjny patrol, lecz kierowca Golfa wiedziony doświadczeniem szoferskim, które nabył oglądając filmowe hity typu "Mistrz kierownicy ucieka" tudzież "Blues Brothers", starał się zepchnąć radiowóz do rowu. I to mu się udało. Niestety, jego triumf nie trwał długo, bowiem został niebawem zatrzymany przez inny radiowóz.
Przyszło nam do głowy, że tę popularną niestety na polskich drogach sytuację można określić na przykład (w zależności od modelu pojazdu) jako: Golfmil, Alkogolf albo Alkomega, Vectramil, albo podobnie.
Zastanawiamy się właśnie jak jednym nowoutworzonym słowem można podsumować nieobcą Drogim Czytelnikom sytuację, której jeden z wariantów miał miejsce 4 lipca nad ranem w gminie Tyszowce. Po tamtejszych drogach samochodem marki Golf poruszał się 17-latek, który tradycyjnie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami, ale za to miał w sobie 0,34 promila alkoholu.
Małolata próbował zatrzymać policyjny patrol, lecz kierowca Golfa wiedziony doświadczeniem szoferskim, które nabył oglądając filmowe hity typu "Mistrz kierownicy ucieka" tudzież "Blues Brothers", starał się zepchnąć radiowóz do rowu. I to mu się udało. Niestety, jego triumf nie trwał długo, bowiem został niebawem zatrzymany przez inny radiowóz.
Przyszło nam do głowy, że tę popularną niestety na polskich drogach sytuację można określić na przykład (w zależności od modelu pojazdu) jako: Golfmil, Alkogolf albo Alkomega, Vectramil, albo podobnie.
poniedziałek, 5 lipca 2010
Zajarać przy piwku...
Wraz z początkiem wakacji zwalniamy obroty. Nawet jeśli nie wybieramy się na urlop, to czas zaczyna płynąć nieco bardziej leniwie. To dobry moment, aby po pracy, przy dymku z papierosa wypić kilka piw.
Właśnie tak chciał zrobić wieczorem 1 lipca pewien 46-letni mieszkaniec Kolonii Słucz. Piwko i papierosy niósł ze sobą, idąc drogą w gminie Radziłów. To nie spodobało się dwóm młodym ludziom, którzy również pragnęli poczuć smak piwa, wzbogacony aromatem papierosów.
Niewiele myśląc, pobili 46-latka i zabrali mu siedem piw oraz paczkę papierosów. Poszkodowany zwrócił się o pomoc do organów ścigania, które błyskawicznie zatrzymały dwóch 16-latków, którzy połakomili się na szlugi i browary.
O tym zdarzeniu donosi podlaska policja.
Właśnie tak chciał zrobić wieczorem 1 lipca pewien 46-letni mieszkaniec Kolonii Słucz. Piwko i papierosy niósł ze sobą, idąc drogą w gminie Radziłów. To nie spodobało się dwóm młodym ludziom, którzy również pragnęli poczuć smak piwa, wzbogacony aromatem papierosów.
Niewiele myśląc, pobili 46-latka i zabrali mu siedem piw oraz paczkę papierosów. Poszkodowany zwrócił się o pomoc do organów ścigania, które błyskawicznie zatrzymały dwóch 16-latków, którzy połakomili się na szlugi i browary.
O tym zdarzeniu donosi podlaska policja.
środa, 23 czerwca 2010
Za wszelka cenę
Niektórzy potrafią wiele zrobić, aby posłuchać i popatrzeć na swoje ulubione gwiazdy. W myśl zasady mówiącej, że cel uświęca środki, pewien 22-latek był zdecydowany zrobić wiele, aby dostać się na imprezę z okazji Dni Kwidzyna, która odbywała się 19 czerwca. W tym celu ukradł fiata cinquecento i z fasonem zajechał do miasta. Po imprezie porzucił wóz w pobliskim Ryjewie.
Policjanci zawiadomieni przez właściciela o kradzieży raz-dwa zatrzymali sprawcę zaboru mienia. Obecnie młody człowiek przebywa w areszcie.
Nas zaciekawiło, co takiego działo się w sobotę podczas Dni Kwidzyna, że należało tam być koniecznie. Poniżej przedstawiamy plan imprezy:
15.00-16.10 - koncert Ireny Jarockiej
16.30-19.00 - Wybory Miss Kwidzyna
19.30-21.00 - koncert Afromental
22.00-23.00 - Katerine
23.00-24.00 - Fractal tree, Krata Eon
Teraz już wiemy, co straciliśmy i ocierając z bezsilności łzy żałujemy, że nas tam nie było. Na wszelki wypadek, gdyby gdzieś w Polsce miały się odbyć równie atrakcyjne imprezy, mamy oko na Trabanta sąsiada.
Policjanci zawiadomieni przez właściciela o kradzieży raz-dwa zatrzymali sprawcę zaboru mienia. Obecnie młody człowiek przebywa w areszcie.
Nas zaciekawiło, co takiego działo się w sobotę podczas Dni Kwidzyna, że należało tam być koniecznie. Poniżej przedstawiamy plan imprezy:
15.00-16.10 - koncert Ireny Jarockiej
16.30-19.00 - Wybory Miss Kwidzyna
19.30-21.00 - koncert Afromental
22.00-23.00 - Katerine
23.00-24.00 - Fractal tree, Krata Eon
Teraz już wiemy, co straciliśmy i ocierając z bezsilności łzy żałujemy, że nas tam nie było. Na wszelki wypadek, gdyby gdzieś w Polsce miały się odbyć równie atrakcyjne imprezy, mamy oko na Trabanta sąsiada.
wtorek, 22 czerwca 2010
Niespodzianka! Włamanie!
Gdzie te wspaniałe czasy, kiedy Arsen Lupin dyskretnie i z kulturą pozbawiał właścicieli cennych precjozów i gotówki? Obawiamy się, że ten okres minął bezpowrotnie. Chociaż, być może, w Świebodzinie nikt po prostu nie słyszał o włamywaczu-dżentelmenie. Albo, co wydaje się bardziej prawdopodobne, w miasteczku tym nikt nie posiada atrakcyjnych i drogich dóbr materialnych.
W okolicznych sklepach nie brakuje natomiast innego pożądanego towaru. 17 czerwca nad ranem policja otrzymała zgłoszenie o włamaniu do sklepu spożywczego. Zaledwie kilka godzin później włamywacz, 28-letni mieszkaniec gminy Świebodzin, znalazł się w przytulnym lokalnym areszcie. Jak się niebawem okazało, jego łupem padło 11 jajek-niespodzianek, 12 piw, 10 batoników i kilkanaście paczek papierosów.
Nie podejmujemy się komentować stanu umysłowego pomysłowego włamywacza. Wiemy jednak, że za kradzież z włamaniem szykują mu się wakacje, które mogą potrwać dłużej niż uczniowskie dwa miesiące. W państwowym ośrodku wypoczynkowym może spędzić do 10 lat.
W okolicznych sklepach nie brakuje natomiast innego pożądanego towaru. 17 czerwca nad ranem policja otrzymała zgłoszenie o włamaniu do sklepu spożywczego. Zaledwie kilka godzin później włamywacz, 28-letni mieszkaniec gminy Świebodzin, znalazł się w przytulnym lokalnym areszcie. Jak się niebawem okazało, jego łupem padło 11 jajek-niespodzianek, 12 piw, 10 batoników i kilkanaście paczek papierosów.
Nie podejmujemy się komentować stanu umysłowego pomysłowego włamywacza. Wiemy jednak, że za kradzież z włamaniem szykują mu się wakacje, które mogą potrwać dłużej niż uczniowskie dwa miesiące. W państwowym ośrodku wypoczynkowym może spędzić do 10 lat.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Tulipan z Tłuszcza
Zawsze należy czerpać z dobrych wzorców. Tak postąpił pewien 24-latek, który pozostawał pod permanentnym wpływem tytułowego bohatera znakomitego serialu "Tulipan". Swoją upragnioną ofiarę, 28-letnią dziewczynę, zapoznał w pracy, w jednym z marketów w Tłuszczu. Pamiętacie, drodzy Czytelnicy, jak to było w filmie? Najpierw zaczął się spotykać z wybranką swego portfela, roztaczając wizję biednego misia z domu dziecka i niedobrych rodzicach, którzy go porzucili, i w ogóle. Kiedy miłość zaślepiła sprzedawczynię, szybko okazało się, że za żadne skarby nie mogła znaleźć ani wartej 10 tysięcy złotych biżuterii, która jeszcze niedawno leżała w bieliźniarce, ani odtwarzacza mp4, ani nawet kilkuset złotych, które miały być w szufladzie.
Nie warto nawet wspominać o dwóch kredytach na sumę ponad 7000 złotych, które zaciągnęła na prośbę ukochanego i o dwóch telefonach komórkowych wartych ponad 2 tysiące złotych.
Ponieważ każde zakochanie kiedyś mija, kiedy sprzedawczyni odzyskała władzę na swoimi zmysłami, swoje pierwsze kroki skierowała do najbliższego komisariatu Policji. Stróże prawa nie mieli kłopotów z zatrzymaniem więdnącego tulipana.
Jestescie ciekawi jak wygląda Tulipan z Tłuszcza?
Nie warto nawet wspominać o dwóch kredytach na sumę ponad 7000 złotych, które zaciągnęła na prośbę ukochanego i o dwóch telefonach komórkowych wartych ponad 2 tysiące złotych.
Ponieważ każde zakochanie kiedyś mija, kiedy sprzedawczyni odzyskała władzę na swoimi zmysłami, swoje pierwsze kroki skierowała do najbliższego komisariatu Policji. Stróże prawa nie mieli kłopotów z zatrzymaniem więdnącego tulipana.
Jestescie ciekawi jak wygląda Tulipan z Tłuszcza?
Sam na sam
Różne rzeczy mogą się wydarzyć, kiedy młody człowiek zostaje sam na sam z dziewczyną. Na ten przykład 20 czerwca w Parczewie może wpasć do pokoju kilku młodzieńców, którzy zaczną okładać pięsciami i kopać chłopaka spragnionego słodkich chwil samotnosci ze znajomą.
Policjanci z Parczewa i Radzynia Podlaskiego błyskawicznie dowiedzieli się, kim byli napastnicy. Już po kilku godzinach znaleźli się w miejscowym areszcie. Chyba nie ma sensu dodawać, że trzej napastnicy wylegitymowali się po 1,5 promila alkoholu na głowę.
Policjanci z Parczewa i Radzynia Podlaskiego błyskawicznie dowiedzieli się, kim byli napastnicy. Już po kilku godzinach znaleźli się w miejscowym areszcie. Chyba nie ma sensu dodawać, że trzej napastnicy wylegitymowali się po 1,5 promila alkoholu na głowę.
Wieczór wyborczy
Nie da się ukryć, że wyborcze emocje zawładnęły 20 czerwca obywatelami naszego kraju. Nie inaczej było w Łomży, gdzie tamtejsi policjanci zatrzymali 50-letniego kierowcę, który najwidocznej przeżywał w jedyny znany sobie sposób ten decydujący o losach kraju dzień. Aby uspokoić skołatane nerwy, wybrał się na przejażdżkę daewoo, uprzednio zaaplikowawszy sobie do krwiobiegu 3,4 promila alkoholu.
środa, 9 czerwca 2010
Niskie instynkty
Pamiętacie wiejskie imprezy w rodzaju wesel i tańców w remizie, które kończyły sie bitwą na sztachety? Otóz tradycja ta nie zaginęła w narodzie umęczonym powodzią. W okolicach Niska stan wody jest niski, więc mieszkańcy tego regionu bez problemów oddają się ulubionym zajęciom.
Oddawali się również 6 czerwca w miejscowosci Harasiuki. Mieli niezwykle napięty plan zajęć. Najpierw wybili szybę w samochodzie przejeżdżającym przez Harasiuki. Kiedy na miejsce dotarła policja, udała sie w celach wywiadowczych do miejscowego baru. Tam funkcjonariusze napotkali szczególnie ożywionego obywatela, który utrudniał pracę policjantom i nie chciał podać swoich danych. Doszło do przepychanki, a w końcu do tradycyjnej na polskich i azjatyckich ziemiach bójki z policją. Przedstawiciele władzy użyli gazu, a wtedy jeden z obywateli próbował przedstawić swoje racje za pomocą sztachety. Z gwoździami oczywiscie. Sytuację opanował dopiero strzał ostrzegawczy oddany przez jednego z policjantów.
W ten sposób pracownicy wymiaru sprawiedliwosci mają zapewnioną pracę conajmniej na najbliższe kilka tygodni.
Oddawali się również 6 czerwca w miejscowosci Harasiuki. Mieli niezwykle napięty plan zajęć. Najpierw wybili szybę w samochodzie przejeżdżającym przez Harasiuki. Kiedy na miejsce dotarła policja, udała sie w celach wywiadowczych do miejscowego baru. Tam funkcjonariusze napotkali szczególnie ożywionego obywatela, który utrudniał pracę policjantom i nie chciał podać swoich danych. Doszło do przepychanki, a w końcu do tradycyjnej na polskich i azjatyckich ziemiach bójki z policją. Przedstawiciele władzy użyli gazu, a wtedy jeden z obywateli próbował przedstawić swoje racje za pomocą sztachety. Z gwoździami oczywiscie. Sytuację opanował dopiero strzał ostrzegawczy oddany przez jednego z policjantów.
W ten sposób pracownicy wymiaru sprawiedliwosci mają zapewnioną pracę conajmniej na najbliższe kilka tygodni.
Born to be drunk
Nie ukrywamy, iż z utęsknieniem czekalismy na informacje z regionu Radomszczyzny. Tradycyjnie, nie zawiedlismy się. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy dowiedzielismy się, że 8 czerwca policja otrzymała informację, że po jednym z radomskich osiedli porusza się ogromny tir, którego sposób jazdy zadaje kłam ogólnie przyjętym zasadom ruchu drogowego.
Ciężarówka na rogu ulic Rodziny Winczewskich i Brandta w udany sposób uderzyła w ogrodzenie i znak drogowy. Policjanci na miejscu zdarzenia wdrapali się do szoferki, aby powstrzymać kierowcę przed dalszymi sukcesami. Po otwarciu drzwi usłyszeli propozycję wspólnego spożycia alkoholu podczas przymusowej przerwy w jeździe. Potem jednak kierowca zamilkł, utrudzony męczącą jazdą.
Badanie wykazało u kierowcy ciężarówki 4 promile alkoholu w organizmie, a przy okazji we wnętrzu pojazdu znaleziono poszlaki w postaci pustych puszek po piwie i flaszkę. Na pace samochodu znajdowało się 11 ton wody mineralnej, którymi zatrzymany szofer bedzie mógł gasić pragnienie kiedy wytrzeźwieje.
Tak było
Ciężarówka na rogu ulic Rodziny Winczewskich i Brandta w udany sposób uderzyła w ogrodzenie i znak drogowy. Policjanci na miejscu zdarzenia wdrapali się do szoferki, aby powstrzymać kierowcę przed dalszymi sukcesami. Po otwarciu drzwi usłyszeli propozycję wspólnego spożycia alkoholu podczas przymusowej przerwy w jeździe. Potem jednak kierowca zamilkł, utrudzony męczącą jazdą.
Badanie wykazało u kierowcy ciężarówki 4 promile alkoholu w organizmie, a przy okazji we wnętrzu pojazdu znaleziono poszlaki w postaci pustych puszek po piwie i flaszkę. Na pace samochodu znajdowało się 11 ton wody mineralnej, którymi zatrzymany szofer bedzie mógł gasić pragnienie kiedy wytrzeźwieje.
Tak było
Herbarz polski
Herb to ważna rzecz. Znajduja się na nim bowiem elementy, które nawiązują do historii miasta i regionu. Jest powodem do dumy mieszkańców. Niektórzy aż za bardzo są przywiązani do symboliki swego miasta.
Potwierdzili to 9 czerwca dwaj panowie w wieku 20. i 26. lat. Około trzeciej w nocy z gmachu Urzędu Miejskiego w Sulechowie zdjęli herb miasta z postanowieniem, że teraz oni będą włodarzami miejscowosci. Niestety, policjanci mieli inne zdanie na ten temat i zatrzymali obu panów, którzy przy okazji wylegitymowali się 0,5 i 1 promilem alkoholu we krwi.
Dzięki temu nawet przez najbliższe pięć lat państwowy osrodek wypoczynkowy będzie miał komu zapewnić wikt i opierunek.
Potwierdzili to 9 czerwca dwaj panowie w wieku 20. i 26. lat. Około trzeciej w nocy z gmachu Urzędu Miejskiego w Sulechowie zdjęli herb miasta z postanowieniem, że teraz oni będą włodarzami miejscowosci. Niestety, policjanci mieli inne zdanie na ten temat i zatrzymali obu panów, którzy przy okazji wylegitymowali się 0,5 i 1 promilem alkoholu we krwi.
Dzięki temu nawet przez najbliższe pięć lat państwowy osrodek wypoczynkowy będzie miał komu zapewnić wikt i opierunek.
Kolej na śruby
12 czerwca w sobotę mają odbyć się w Hajnówce Dni Techniki Kolejowej. Jedną z atrakcji tego wydarzenia ma być przejazd autobusem szynowym na trasie nieczynnej linii kolejowej Hajnówka-Białowieża. Nie wiadomo jednak czy ten punkt programu dojdzie do skutku.
Tydzień wcześniej - 5 czerwca na trasę przejazdu wybrał się patrol policji, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Stróże prawa zauważyli przy torach dwóch młodych mężczyzn, który nie sprawiali wrażenia, jakby już tydzień przed imprezą zajęli dobre miejsca przy trasie przejazdu szynobusu.
Szybko okazało się, że 22- i 24-latek, którzy popijali piwo i słuchali muzyki nie należeli do miłośników kolejnictwa w potocznym rozumieniu. Przy muzyce rozkręcali tory kolejowe i pobierali śruby oraz specjalne podkładki mocujące szyny. Do momentu przyjazdu policjantów zdążyli odkręcić już kilkanaście podkładek. Dzięki temu szynobus, którym mieli jechać uczestnicy Dni Techniki Kolejowej, mógłby bez problemu wykoleić się.
W ten sposób młodzi ludzie pierwsze wakacyjne tygodnie spędzą na rozprawach sądowych.
Sama prawda
Tydzień wcześniej - 5 czerwca na trasę przejazdu wybrał się patrol policji, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Stróże prawa zauważyli przy torach dwóch młodych mężczyzn, który nie sprawiali wrażenia, jakby już tydzień przed imprezą zajęli dobre miejsca przy trasie przejazdu szynobusu.
Szybko okazało się, że 22- i 24-latek, którzy popijali piwo i słuchali muzyki nie należeli do miłośników kolejnictwa w potocznym rozumieniu. Przy muzyce rozkręcali tory kolejowe i pobierali śruby oraz specjalne podkładki mocujące szyny. Do momentu przyjazdu policjantów zdążyli odkręcić już kilkanaście podkładek. Dzięki temu szynobus, którym mieli jechać uczestnicy Dni Techniki Kolejowej, mógłby bez problemu wykoleić się.
W ten sposób młodzi ludzie pierwsze wakacyjne tygodnie spędzą na rozprawach sądowych.
Sama prawda
poniedziałek, 24 maja 2010
Wieczny student
Tym razem nietypowa, jak na naszego bloga, informacja. Jest jednak na tyle ciekawa, że zdecydowaliśmy się ją zamieścić.
Studenci wielu uczelni opowiadają sobie historie o wiecznych studentach, którzy pobierają nauki przez kilka, kilkanaście lat. Nikt dokładnie nie wie, kim oni są, ale zawsze ktoś, coś, gdzieś słyszał.
I wreszcie udało się taką osobę namierzyć! Pikanterii sprawie dodaje fakt, że jeden z tych mitycznych wiecznych studentów jest Japończykiem. Trafił do Polski w 1970 roku, kiedy miał 19 lat. Rozpoczął studia ekonomiczne w Krakowie. Tak mu się spodobała ta ekonomia, że zgłębiał tę naukę przez 23 lata.
Nie potrafił jednak jej zasad zastosować w praktyce i został kloszardem. Co prawda kilka razy odwiedzał swoją ojczyznę, ale nad nią przedkładał rodzinny kraj Fryderyka Chopina. Ostatni raz był w Japonii w 2004 roku. W ciągu sześciu lat jego paszport stracił ważność. Obywatel Kraju Kwitnącej Wiśni mieszkał w wynajmowanej obskurnej klitce, a jego źródłem utrzymania były lekcje japońskiego, których udzielał przygodnie poznanym osobom.
Niestety, został zatrzymany przez Straż Graniczną, która nakazała mu opuszczenie kraju w ciągu kilku dni.
Studenci wielu uczelni opowiadają sobie historie o wiecznych studentach, którzy pobierają nauki przez kilka, kilkanaście lat. Nikt dokładnie nie wie, kim oni są, ale zawsze ktoś, coś, gdzieś słyszał.
I wreszcie udało się taką osobę namierzyć! Pikanterii sprawie dodaje fakt, że jeden z tych mitycznych wiecznych studentów jest Japończykiem. Trafił do Polski w 1970 roku, kiedy miał 19 lat. Rozpoczął studia ekonomiczne w Krakowie. Tak mu się spodobała ta ekonomia, że zgłębiał tę naukę przez 23 lata.
Nie potrafił jednak jej zasad zastosować w praktyce i został kloszardem. Co prawda kilka razy odwiedzał swoją ojczyznę, ale nad nią przedkładał rodzinny kraj Fryderyka Chopina. Ostatni raz był w Japonii w 2004 roku. W ciągu sześciu lat jego paszport stracił ważność. Obywatel Kraju Kwitnącej Wiśni mieszkał w wynajmowanej obskurnej klitce, a jego źródłem utrzymania były lekcje japońskiego, których udzielał przygodnie poznanym osobom.
Niestety, został zatrzymany przez Straż Graniczną, która nakazała mu opuszczenie kraju w ciągu kilku dni.
Oraczu!
Tak chciałoby się zakrzyknąć na widok tego, co zrobił pewien rolnik. W miejscowosci Glinny Stok (7 km na zachód od Parczewa) tak zapamiętale orał swoje pole, że wyjeżdżając na szosę zapomniał podnieść pług. W ten prosty sposób udało mu się zaorać 40 metrów drogi asfaltowej.
Policjanci szybko rozwikłali zagadkę. Po rutynowym przebadaniu alkomatem, okazało się że rolnik posiadał niemal trzy promile alkoholu we krwi.
Policjanci szybko rozwikłali zagadkę. Po rutynowym przebadaniu alkomatem, okazało się że rolnik posiadał niemal trzy promile alkoholu we krwi.
piątek, 21 maja 2010
Gruppenfuhrer Wolf

(Informacja własna)
Na załączonych fotografiach możemy obejrzeć pojazd w stylu custom. Właściciel, pochodzący z jednej z mazowieckich miejscowości, postanowił, że jego VW Golf nie będzie Golfem. Co racja, to racja. Jest to tak nudny i beznadziejny samochód, że trzeba coś z tym zrobić. A ponieważ w dzieciństwie posiadł naukę czytania, to jego jedyną lekturą była seria komiksów o dzielnym Hansie Klossie czyli agencie J-23. Szczególnie spodobał mu się odcinek o gruppenfuhrerze Wolfie. To postać, która była, ale tak naprawdę jej nie było. Tak samo postanowił zrobić ze swoim niemieckim samochodem. Oczywiście z gazem.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Takie jest życie. I alkohol
Zbliża się czas majówkowo-wakacyjnej włóczęgi. Warto zatem przypomnieć sobie o Warmii i Mazurach. W Suszu znajduje się sklep. Zapewne ma on typowy asortyment typu "spoż.-przem." Wiemy, że na pewno można tam zakupić chodniki dywanowe oraz popielniczki, chociaż nigdy tam nie byliśmy.
Zdobyliśmy te cenne informacje dzięki postępowaniu 24-letniego Mariana W., który z owego sklepu bez wiedzy i zgody sprzedawcy pobrał wspomniane chodniki w ilości sztuk trzech oraz popielniczkę.
Szybko dokonał zamiany tych towarów na bilety Narodowego Banku Polskiego w ilości 300 złotych. Został jednak zatrzymany przez policję. Swój czyn umotywował tym, że potrzebował pieniędzy na alkohol i życie.
Pięć najbliższych okresów wakacyjnych może mu zafundować państwo. Wszak z Susza do Iławy, gdzie znajduje się najbliższy państwowy ośrodek wypoczynkowy, jest rzut beretem.
Zdobyliśmy te cenne informacje dzięki postępowaniu 24-letniego Mariana W., który z owego sklepu bez wiedzy i zgody sprzedawcy pobrał wspomniane chodniki w ilości sztuk trzech oraz popielniczkę.
Szybko dokonał zamiany tych towarów na bilety Narodowego Banku Polskiego w ilości 300 złotych. Został jednak zatrzymany przez policję. Swój czyn umotywował tym, że potrzebował pieniędzy na alkohol i życie.
Pięć najbliższych okresów wakacyjnych może mu zafundować państwo. Wszak z Susza do Iławy, gdzie znajduje się najbliższy państwowy ośrodek wypoczynkowy, jest rzut beretem.
Przeciąganie liny
Wpisy na naszym blogu często obalają stereotypy istniejące w głowach naszych obywateli. Tym razem pragniemy poinformować o tym, do czego służy miejscowość o nazwie Szklarska Poręba.
Wbrew utartym opiniom i schematom nie służy ona do tego, aby w sezonie zimowym przebywać w niej i jeździć na nartach. Miejscowość ta stanowi źródło, z którego można pozyskać 100 metrów stalowej liny.
Udowodnili to 28 kwietnia dwaj mieszkańcy tej miejscowości. Właścicieli jednego z wyciągów narciarskich w dyskretny sposób starali się pozbawić wyżej wymienionego przedmiotu. Niestety, policji udało się odzyskać linę, która wróciła do właściciela.
Przy okazji obalamy jeszcze jeden stereotyp: złodzieje wcale nie chcieli sprzedać jej na złomie. Planowali zastosować ją do usprawnienia wycinki drzew.
Wbrew utartym opiniom i schematom nie służy ona do tego, aby w sezonie zimowym przebywać w niej i jeździć na nartach. Miejscowość ta stanowi źródło, z którego można pozyskać 100 metrów stalowej liny.
Udowodnili to 28 kwietnia dwaj mieszkańcy tej miejscowości. Właścicieli jednego z wyciągów narciarskich w dyskretny sposób starali się pozbawić wyżej wymienionego przedmiotu. Niestety, policji udało się odzyskać linę, która wróciła do właściciela.
Przy okazji obalamy jeszcze jeden stereotyp: złodzieje wcale nie chcieli sprzedać jej na złomie. Planowali zastosować ją do usprawnienia wycinki drzew.
A może furia?
Jak się okazuje, Polacy uwielbiają wytwory amerykańskiej motoryzacji. Ich wzrok zawsze pożądliwie ślizga się po starannie zaprojektowanych liniach nadwozi zza oceanu. Z radością i podziwem wsiadają za kierownice ogromnych krążowników szos. Być może uczucie, jakim darzą te samochody, zazwyczaj większych niż normalne rozmiarów, wynika z podświadomych snów o mocarstwowej Polsce od morza do morza. Ale są tacy, którzy kochają amerykańskie wozy jeszcze bardziej niż inni.
Zaliczyć można do nich 64-letniego mieszkańca Stalowej Woli, który tak bardzo ukochał swojego Plymoutha, że bał się nim jeździć na trzeźwo. Dlatego 27 kwietnia przyjechał na jedną ze stalowowolskich stacji benzynowych, podjechał pod myjnię i zasnął za kierownicą. Kiedy skończył drzemkę, udał się do sklepu. Tam pracownicy stacji benzynowej nabrali pewnych podejrzeń, które skrystalizowały się po wezwaniu policji. Uczynni funkcjonariusze nie tylko sprawdzili, że kierowca Plymoutha ma we krwi 2,85 promila alkoholu, zaoferowali mu również przechowanie prawa jazdy i zarezerwowali miejsce na policyjnym parkingu dla wspaniałego auta.
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy inkryminowanym pojazdem nie był przypadkiem Plymouth Fury (czyli furia, wsciekłość)
Zaliczyć można do nich 64-letniego mieszkańca Stalowej Woli, który tak bardzo ukochał swojego Plymoutha, że bał się nim jeździć na trzeźwo. Dlatego 27 kwietnia przyjechał na jedną ze stalowowolskich stacji benzynowych, podjechał pod myjnię i zasnął za kierownicą. Kiedy skończył drzemkę, udał się do sklepu. Tam pracownicy stacji benzynowej nabrali pewnych podejrzeń, które skrystalizowały się po wezwaniu policji. Uczynni funkcjonariusze nie tylko sprawdzili, że kierowca Plymoutha ma we krwi 2,85 promila alkoholu, zaoferowali mu również przechowanie prawa jazdy i zarezerwowali miejsce na policyjnym parkingu dla wspaniałego auta.
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy inkryminowanym pojazdem nie był przypadkiem Plymouth Fury (czyli furia, wsciekłość)
Zły transit
Tak się jakoś składa, że samochody nie zawsze chcą słuchać swoich kierowców. Złośliwie i podstępnie wybierają czasami własną drogę, nie zawsze słuszną. Tak zrobił 28 kwietnia pewien ford transit w miejscowości Maryniów (około 10 km na zachód od Woli Korybutowej Pierwszej).
Podstępnie i złośliwie nie poddawał się manewrom 61-letniego kierowcy, który postanowił ukarać niesforny wóz. W tym celu wjechał w ogrodzenie, a potem poprawił jeszcze, uderzając w drzewo.
Należy przy tym zaznaczyć, że kierowca, który tak dotkliwie ukarał swój samochód tradycyjnie posiadał w krwiobiegu 2,3 promila alkoholu. W zamian za to nie posiadał ani dowodu rejestracyjnego, ani nawet ubezpieczenia OC niegrzecznego transita.
Podstępnie i złośliwie nie poddawał się manewrom 61-letniego kierowcy, który postanowił ukarać niesforny wóz. W tym celu wjechał w ogrodzenie, a potem poprawił jeszcze, uderzając w drzewo.
Należy przy tym zaznaczyć, że kierowca, który tak dotkliwie ukarał swój samochód tradycyjnie posiadał w krwiobiegu 2,3 promila alkoholu. W zamian za to nie posiadał ani dowodu rejestracyjnego, ani nawet ubezpieczenia OC niegrzecznego transita.
piątek, 16 kwietnia 2010
Zła kroplówka
Niektórzy nie lubią szpitali. Kojarzą im się z bolesnymi zabiegami, które mogą unieruchomić człowieka na długie dni w szpitalnym łóżku. Niektórzy lubią też spożywać alkohol w dużych ilosciach.
11 kwietnia do szpitala w Nisku, na odtruwanie trafił 45-letni mężczyzna. Podano mu kroplówkę, ale gdy dowiedział, ze nie zawiera ona żadnych promili, postanowił interweniować.
Poegało to na tym, że najpierw rzucał różnymi przedmiotami w innych pacjentów, a kiedy jego interpelacje nie odniosły skutku, pobił pielęgniarkę.
11 kwietnia do szpitala w Nisku, na odtruwanie trafił 45-letni mężczyzna. Podano mu kroplówkę, ale gdy dowiedział, ze nie zawiera ona żadnych promili, postanowił interweniować.
Poegało to na tym, że najpierw rzucał różnymi przedmiotami w innych pacjentów, a kiedy jego interpelacje nie odniosły skutku, pobił pielęgniarkę.
To był napad
Jak wiadomo, okolice Grójca słyną z wielkich hodowli sadowniczych. Tam w trudzie i znoju sadownicy uprawiają cortladny i kosztele. Owoce swojej pracy oddają do skupu, aby mieć pieniądze.
Ale tylko teoretycznie. Czasami składa się tak, że nie mogą odzyskać należnych im kwot. Takie zdarzenie miało miejsce 10 kwietnia w Zalesiu. Czterech mieszkańców okolicznych miejscowości przybyło z niespodziewaną i mało oficjalną wizytą do jednego z lokalnych skupów owoców. Sterroryzowali właściciela firmy za pomocą broni i zażądali wydania należnych im pieniędzy.
Pracownicy skupu wezwali policję, która zajęła się napastnikami.
Ale tylko teoretycznie. Czasami składa się tak, że nie mogą odzyskać należnych im kwot. Takie zdarzenie miało miejsce 10 kwietnia w Zalesiu. Czterech mieszkańców okolicznych miejscowości przybyło z niespodziewaną i mało oficjalną wizytą do jednego z lokalnych skupów owoców. Sterroryzowali właściciela firmy za pomocą broni i zażądali wydania należnych im pieniędzy.
Pracownicy skupu wezwali policję, która zajęła się napastnikami.
Czy to jest napad?
Przebiegły plan, emocjonujący skok i radość z udanego przedsięwzięcia. Takimi obrazami karmią nas filmy sensacyjne. Co gorsza, przestępcy są pokazywani w takim świetle, że widz może nawet poczuć do niego sympatię.
Sądzimy, że to uczucie będą żywili Czytelnicy do 49-letniego mieszkańca Trzebini, który wybrał się na gościnne występy do Warki. Bladym świtem, 15 kwietnia, około godziny siódmej rano wszedł to tamtejszego Banku Spółdzielczego i obnażył ostrze noża, które skierował przeciw pracownikom banku.
Poinformował wszystkich zebranych, że to jest napad i należy zadzwonić na policję. Pracownicy placówki uruchomili alarm, który ściągnął na miejsce ochroniarzy. Ci nie wahali się wyciągnąć broni. Na takie dictum przestępca położył się na ziemi.
Taką właśnie scenę zastali policjanci, którzy niebawem znaleźli się na miejscu. Warto dodać, że 49-latek już wcześniej organizował podobne przedsięwzięcia. Było to na przełomie lat 80. i 90.
Sama prawda.
Sądzimy, że to uczucie będą żywili Czytelnicy do 49-letniego mieszkańca Trzebini, który wybrał się na gościnne występy do Warki. Bladym świtem, 15 kwietnia, około godziny siódmej rano wszedł to tamtejszego Banku Spółdzielczego i obnażył ostrze noża, które skierował przeciw pracownikom banku.
Poinformował wszystkich zebranych, że to jest napad i należy zadzwonić na policję. Pracownicy placówki uruchomili alarm, który ściągnął na miejsce ochroniarzy. Ci nie wahali się wyciągnąć broni. Na takie dictum przestępca położył się na ziemi.
Taką właśnie scenę zastali policjanci, którzy niebawem znaleźli się na miejscu. Warto dodać, że 49-latek już wcześniej organizował podobne przedsięwzięcia. Było to na przełomie lat 80. i 90.
Sama prawda.
czwartek, 15 kwietnia 2010
Poloneza zacząć czas
Nie będziemy wdawali sie w czcze dywagacje na temat tego, czy posiadanie Poloneza przynosi ujmę na honorze. Taki wniosek można jednak wysnuć ze zdarzenia, które miało miejsce 13 kwietnia w Zalasowej (10 km na wschód od Łękawki).
Po tamtejszej drodze poruszał się Polonez, kierowany przez 43-letniego mieszkańca tej miejscowosci. Najwyraźniej było mu bardzo smutno, że ma tak niereprezentacyjny samochód, albowiem miał we krwi 2 promile alkoholu.
Należy zaznaczyć, że wczesniej również towarzyszyło mu uczucie smutku, bo miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Po tamtejszej drodze poruszał się Polonez, kierowany przez 43-letniego mieszkańca tej miejscowosci. Najwyraźniej było mu bardzo smutno, że ma tak niereprezentacyjny samochód, albowiem miał we krwi 2 promile alkoholu.
Należy zaznaczyć, że wczesniej również towarzyszyło mu uczucie smutku, bo miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Pukający maluch
Nie ma jak dobra rozrywka. Do takiego, dość oczywistego, wniosku doszedł 17-latek z miejscowości Piece w okolicach Starogardu Gdańskiego. Rzecz wydarzyła się 11 kwietnia około godziny drugiej w nocy.
Młody człowiek wsiadł za kierownicę malucha i ruszył w drogę. Niestety, już na samym początku wycieczki udało mu się sprawnie uderzyć w zaparkowanego vw passata. Ponieważ 17-latek nie wykazał chęci spisania oświadczenia, a co więcej, próbował niepostrzeżenie oddalić się z miejsca kolizji, został zatrzymany przez kierowcę niemieckiego samochodu.
Przybyła na miejsce zdarzenia policja bez trudu ustaliła, że 17-letni kierowca miał we krwi 1,5 promila alkoholu, nie miał za to prawa jazdy.
Młody człowiek wsiadł za kierownicę malucha i ruszył w drogę. Niestety, już na samym początku wycieczki udało mu się sprawnie uderzyć w zaparkowanego vw passata. Ponieważ 17-latek nie wykazał chęci spisania oświadczenia, a co więcej, próbował niepostrzeżenie oddalić się z miejsca kolizji, został zatrzymany przez kierowcę niemieckiego samochodu.
Przybyła na miejsce zdarzenia policja bez trudu ustaliła, że 17-letni kierowca miał we krwi 1,5 promila alkoholu, nie miał za to prawa jazdy.
Steven Bruce Lee Seagal
Nie ma jak wiosenny spacer po parku. Spacerowicze w jednym z wrocławskich parków mogli 13 kwietnia spotkać niespodziewaną atrakcję, oprócz kwilących ptasząt i kwitnących przylaszczek.
Dodatkowa atrakcja składała się z trzech dżentelmenów, którzy czerpiąc z doskonałych wzorców, prezentowanych w filmach akcji klasy "Ć", wykonywali ćwiczenia gimnastyczno-sportowe, polegające na rzucaniu nożem i siekierą w okoliczne drzewa i ławki.
Steven Lee, Bruce Seagal i jeszcze jeden bohater zostali zatrzymani przez policję. Nie będziemy ukrywać, że mistrzowie siekiery i noża osiągnęli wcześniej stan, który miał prawdopodobnie ułatwić im celowanie. Stan ten bywa nazywany również upojeniem alkoholowym.
Dodatkowa atrakcja składała się z trzech dżentelmenów, którzy czerpiąc z doskonałych wzorców, prezentowanych w filmach akcji klasy "Ć", wykonywali ćwiczenia gimnastyczno-sportowe, polegające na rzucaniu nożem i siekierą w okoliczne drzewa i ławki.
Steven Lee, Bruce Seagal i jeszcze jeden bohater zostali zatrzymani przez policję. Nie będziemy ukrywać, że mistrzowie siekiery i noża osiągnęli wcześniej stan, który miał prawdopodobnie ułatwić im celowanie. Stan ten bywa nazywany również upojeniem alkoholowym.
5 za okna
Czasami o różnych rzeczach mówi się "okno na świat". Szanownym Czytelnikom nie trzeba chyba tłumaczyć znaczenia tego związku frazeologicznego. Nowe znaczenie nadali mu 11 kwietnia wieczorem dwaj mieszkańcy Żar: Robert L. i Zenon B.
Z jednej z tamtejszych klatek schodowych pobrali wystawione okna. Wnikliwemu Czytelnikowi natychmiast ciśnie się na usta pytanie: po co? Odpowiedź jest trywialna: po to, żeby okna zamontować w mieszkaniu jednego ze sprawców.
Odkrywając kulisy tej sprawy, musimy dodać, że obaj panowie wykazywali się stanem nietrzeźwości. Policyjny komunikat miłosiernie przemilczał promilaż.
Za pobranie okien mogą spędzić nawet 5 lat państwowego urlopu.
Tak było.
Z jednej z tamtejszych klatek schodowych pobrali wystawione okna. Wnikliwemu Czytelnikowi natychmiast ciśnie się na usta pytanie: po co? Odpowiedź jest trywialna: po to, żeby okna zamontować w mieszkaniu jednego ze sprawców.
Odkrywając kulisy tej sprawy, musimy dodać, że obaj panowie wykazywali się stanem nietrzeźwości. Policyjny komunikat miłosiernie przemilczał promilaż.
Za pobranie okien mogą spędzić nawet 5 lat państwowego urlopu.
Tak było.
Wódeczka i zagrycha
Policjant musi mieć specyficzny charakter. Powinien być przygotowany na różne zdarzenia, gdy pełni obowiązki służbowe. Powiedzcie sami, Drodzy Czytelnicy, jak ma zareagować stróż prawa, kiedy ma do czynienia wydarzeniami, które rozegrały się 14 kwietnia w Wielichowie przy ulicy Łąkowej?
Miało tam miejsce włamanie, którego dokonał 27-letni mężczyzna. Z domu ukradł, jak skrupulatnie zapisali policjanci: dwa kilogramy kiełbasy, udka kurczaka, 1 litr mleka i "małpkę", czyli buteleczkę z 200 gramami wódki żołądkowej gorzkiej. Co ciekawe, złodziej nie wykazał żadnego zainteresowania znacznie cenniejszymi przedmiotami, które znajdowały się w okradanym domu.
Po zatrzymaniu sprawcy, udało się odzyskać tylko niektóre ze skradzionych przedmiotów. Inne trafiły do przewodu pokarmowego sprawcy.
Jak wykazało energiczne śledztwo, 27-latek w styczniu tego roku stał się właścicielem akumulatorowej wkrętarki. W jej posiadanie wszedł w opisany wyżej sposób.
Państwowy ośrodek wypoczynkowy oczekuje na niego z otwartymi rękami, a raczej wrotami. Zamkną się z hukiem nawet na 10 lat, kiedy tylko przekroczy jego gościnne progi.
Nie możesz uwierzyć?
Miało tam miejsce włamanie, którego dokonał 27-letni mężczyzna. Z domu ukradł, jak skrupulatnie zapisali policjanci: dwa kilogramy kiełbasy, udka kurczaka, 1 litr mleka i "małpkę", czyli buteleczkę z 200 gramami wódki żołądkowej gorzkiej. Co ciekawe, złodziej nie wykazał żadnego zainteresowania znacznie cenniejszymi przedmiotami, które znajdowały się w okradanym domu.
Po zatrzymaniu sprawcy, udało się odzyskać tylko niektóre ze skradzionych przedmiotów. Inne trafiły do przewodu pokarmowego sprawcy.
Jak wykazało energiczne śledztwo, 27-latek w styczniu tego roku stał się właścicielem akumulatorowej wkrętarki. W jej posiadanie wszedł w opisany wyżej sposób.
Państwowy ośrodek wypoczynkowy oczekuje na niego z otwartymi rękami, a raczej wrotami. Zamkną się z hukiem nawet na 10 lat, kiedy tylko przekroczy jego gościnne progi.
Nie możesz uwierzyć?
Prowadził go traktor
Różne osoby różnie przeżywają wiekopomne wydarzenia, o których będą się uczyć dzieci z książek do historii. Jako przykład możemy podać pewnego 40-letniego rolnika z okolic Opola Lubelskiego. 12 kwietnia prowadził on traktor (niestety, nie podano marki), uprzednio wprowadzając do swego organizmu pewne płyny eksploatacyjne o popularnym wzorze chemicznym C2H5OH, które osiągnęły stężenie wynoszące 3,2 promila.
środa, 7 kwietnia 2010
W imię dziecka
Kiedy ludzie dowiadują się, że będą mieli dziecko - przynajmniej niektórzy - zaczynają odczuwać dziwny rodzaj gorączki. Wszelkimi sposobami starają się zapewnić wygodne i dostatnie życie przyszłemu członkowi społeczeństwa. Czy można kogokolwiek za to winić?
Pozostawiając to pytanie bez odpowiedzi, przytaczamy historię pewnego 30-latka z Ząbkowic Sląskich (dawniej: Frankenstein), który postanowił zapewnić swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku wózek. W tym celu dostał się na klatkę schodową jednego z ząbkowickich budynków i pobrał wyżej wspomniany przedmiot bez wiedzy i zgody właściciela. Traf chciał, że budynek wyposażony był w monitoring. Dzięki temu policjantom szybko udało się ustalić nowego właściciela wózka dziecięcego.
Za wejście w posiadanie wózka o wartości około 1000 złotych w opisany sposób, obywatela może czekać nawet pięcioletni urlop. Kiedy znowu zobaczy swoje dziecko, wózek nie będzie już potrzebny.
Pozostawiając to pytanie bez odpowiedzi, przytaczamy historię pewnego 30-latka z Ząbkowic Sląskich (dawniej: Frankenstein), który postanowił zapewnić swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku wózek. W tym celu dostał się na klatkę schodową jednego z ząbkowickich budynków i pobrał wyżej wspomniany przedmiot bez wiedzy i zgody właściciela. Traf chciał, że budynek wyposażony był w monitoring. Dzięki temu policjantom szybko udało się ustalić nowego właściciela wózka dziecięcego.
Za wejście w posiadanie wózka o wartości około 1000 złotych w opisany sposób, obywatela może czekać nawet pięcioletni urlop. Kiedy znowu zobaczy swoje dziecko, wózek nie będzie już potrzebny.
Darmowy Armani
Na ulicach naszych miast od wielu, wielu lat stoją kontenery na używaną odzież, która jest wysyłana i sprzedawana do Ugandy, Zimbabwe i Togo. Jeśli, Drogi Czytelniku, masz niepotrzebne dżinsy typu piramidy albo łososiową dwurzędową marynarkę z lat 90. i nie chcesz już w niej chodzić, możesz tę odzież zutylizować w takim kontenerze i pośrednio umożliwić niezamożnemu czarnoskóremu obywatelowi państwa afrykańskiego poczuć się jak Tadeusz Drozda w czasach, kiedy prowadził znakomity i przezabawny program telewizyjny "Śmiechu warte".
Niektórzy jednak uważają, że wrzucana tam odzież to same designerskie rarytasy. Tak jak pewien mieszkaniec Strzelec Opolskich. Wiedziony tą myślą, wlazł 5 kwietnia do jednego z takich kontenerów, aby nieodpłatnie pobrać szereg egzemplarzy atrakcyjnej w jego mniemaniu odzieży. Mógłby wtedy brylować na salonach odziany w luksusowe ciuchy.
Plan ten powiódł jedynie połowicznie. W tym przypadku zawiodło powiedzenie, że "jak wejdzie, to i wyjdzie". 18-latek utknął w metalowym pudle i nie mógł wychynąć na światło dzienne. Zaklinowanego młodzieńca zauważył patrol policyjny, który musiał wezwać strażaków, którzy uwolnili amatora eleganckiej odzieży z kontenera.
Jest nawet zdjęcie.
Niektórzy jednak uważają, że wrzucana tam odzież to same designerskie rarytasy. Tak jak pewien mieszkaniec Strzelec Opolskich. Wiedziony tą myślą, wlazł 5 kwietnia do jednego z takich kontenerów, aby nieodpłatnie pobrać szereg egzemplarzy atrakcyjnej w jego mniemaniu odzieży. Mógłby wtedy brylować na salonach odziany w luksusowe ciuchy.
Plan ten powiódł jedynie połowicznie. W tym przypadku zawiodło powiedzenie, że "jak wejdzie, to i wyjdzie". 18-latek utknął w metalowym pudle i nie mógł wychynąć na światło dzienne. Zaklinowanego młodzieńca zauważył patrol policyjny, który musiał wezwać strażaków, którzy uwolnili amatora eleganckiej odzieży z kontenera.
Jest nawet zdjęcie.
Przerwa na reklamę

Dawno nie zaglądalismy do Radomia. Trzeba przyznać, że to miasto nas nie zawodzi. Niedawno na cmentarzu na Firleju pojawiły się ulotki reklamowe wtykane pod znicze. Nie, Drodzy Czytelnicy, nie były to karteczki z roznegliżowanymi dziewczętami, które można zobaczyć za wycieraczkami samochodów na przykład w Warszawie. Na ulotkach znajdowała się reklama zakładu kamieniarskiego.
Wokół tego postępku rozpętała się burza. Wiele osób wskazuje niestosownosć takiego działania. My oczywiscie nie komentujemy. Wiemy jedno: Himilsbach by nigdy tego nie zrobił.
Kosze won!
Tym razem postanowiliśmy poruszyć tematykę społeczną. Olsztyn, stolica dużego województwa, powinien kojarzyć się z rozsądnym zarządzaniem. Jest w tym mieście ulica Wawrzyczka, a przy niej boisko do kosza.
Niestety, boisko jest niedobre. Przeszkadza okolicznym mieszkańcom. Wnieśli do sądu sprawę o usunięcie koszy. Argumentują to w ten sposób, że plan zagospodarowania osiedla nie przewidywał boiska, a poza tym boisko pozbawia komfortu mieszkańców, w tak w ogóle to ich nieruchomości tracą na wartości.
Zaperzeni mieszkańcy dodają, że w czasie świąt wielkanocnych dobiegały stamtąd hałasy i krzyki. Jaka może być pierwsza myśl P.T. Czytelników naszego bloga? Pewno małolaty piły tam browary i zajadały narkotyki. Niekoniecznie. Otóż od 2008 roku nie zanotowano żadnych wezwań stróżów porządku do tego miejsca.
Mimo tego, sprawa w sądzie zakończyła się tak, że należy usunąć kosze z boiska. W ten sposób małolaty nie będą musiały męczyć się grą w koszykówkę i w spokoju oddadzą się piciu piwa i zajadaniu narkotyków.
Niestety, boisko jest niedobre. Przeszkadza okolicznym mieszkańcom. Wnieśli do sądu sprawę o usunięcie koszy. Argumentują to w ten sposób, że plan zagospodarowania osiedla nie przewidywał boiska, a poza tym boisko pozbawia komfortu mieszkańców, w tak w ogóle to ich nieruchomości tracą na wartości.
Zaperzeni mieszkańcy dodają, że w czasie świąt wielkanocnych dobiegały stamtąd hałasy i krzyki. Jaka może być pierwsza myśl P.T. Czytelników naszego bloga? Pewno małolaty piły tam browary i zajadały narkotyki. Niekoniecznie. Otóż od 2008 roku nie zanotowano żadnych wezwań stróżów porządku do tego miejsca.
Mimo tego, sprawa w sądzie zakończyła się tak, że należy usunąć kosze z boiska. W ten sposób małolaty nie będą musiały męczyć się grą w koszykówkę i w spokoju oddadzą się piciu piwa i zajadaniu narkotyków.
wtorek, 6 kwietnia 2010
Uwaga! Zabytek!
Do czego może służyć zabytkowy młyn? Może do tego, żeby sobie stał wśród zieleni? Albo żeby zrobić w nim przytulna knajpę? Nie, otóż służy on do tego, aby z niego ukraść żeliwne elementy. Takie zdarzenie miało miejsce 1 kwietnia w Niekłaniu, w gminie Stąporków.
Nie podejmujemy się dociekać, co mogło się stać z nielegalnie pobranymi elementami.
Nie podejmujemy się dociekać, co mogło się stać z nielegalnie pobranymi elementami.
Zakręty są bez sensu
Jak pokazują niezliczone przykłady, niemieckie samochody działają na kierowców, niezależnie od tego, czy mają oni jakieś promile we krwi czy nie. Na przykład w Wysokim Mazowieckim pewien 29-latek tak umiejętnie pokonywał nocą zakręt za pomocą swojego audi w miejscowości Pobikry (10 km na północ od Twarogów Lackich), że nie potrafił wcelować samochodem w asfalt. W efekcie na jego drodze, zupełnie niespodziewanie pojawił się rów, a następnie drzewo, w które nie omieszkał uderzyć. Dzięki temu trzy osoby znalazły się pod troskliwą opieką lekarzy.
Jesli nie wierzycie, to kierowca był trzeźwy.
Jesli nie wierzycie, to kierowca był trzeźwy.
Złamany sprinter
Zielona Góra wydaje się oazą spokoju. Niestety, nic bardziej mylnego. Tam również dzieją się dziwne i zabawne w sumie rzeczy. 6 kwietnia po północy pewien młody człowiek został zaatakowany przez 20-latka, który uderzył go w twarz, wybijając mu kilka zębów.
Zanim jednak Szanowni Czytelnicy się zbulwersują, niech przeczytają wpis do końca. Po napaści, 20-latek rzucił się do ucieczki. Polegała ona na tym, że przewrócił się i złamał nogę w kilku miejscach.
Napastnikowi wypada złożyć gratulacje, a Czytelnikom pokazać, że to prawda.
Zanim jednak Szanowni Czytelnicy się zbulwersują, niech przeczytają wpis do końca. Po napaści, 20-latek rzucił się do ucieczki. Polegała ona na tym, że przewrócił się i złamał nogę w kilku miejscach.
Napastnikowi wypada złożyć gratulacje, a Czytelnikom pokazać, że to prawda.
Stop VW
Właściwie nie mamy się czemu dziwić, kiedy dowiadujemy się, że gdańska policja rozbiła gang zajmujący się kradzieżami volkswagenów. Przecież tę niemiecką markę najbardziej ukochali Polacy. Zatrzymano trzy osoby, u których znaleziono urządzenia do kradzieży samochodów.
W ten sposób nieznacznie zmalał rynek używanych niemieckich samochodów oraz - niestety - można przypuszczać, że wzrosną ceny tych pojazdów. Przynajmniej na Pomorzu.
Zdjęcia zatrzymanych z buzią w błocie.
W ten sposób nieznacznie zmalał rynek używanych niemieckich samochodów oraz - niestety - można przypuszczać, że wzrosną ceny tych pojazdów. Przynajmniej na Pomorzu.
Zdjęcia zatrzymanych z buzią w błocie.
czwartek, 1 kwietnia 2010
Ciemno na Jasnej
(Informacja własna)Jak widać na powyższej fotografii, sprawdza się powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają. Uwiecznione na fotografii wydarzenie miało miejsce 28 marca około godziny drugiej w nocy na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Jasnej w Warszawie.
Jak widać na ulicy Jasnej jest najciemniej i dlatego dochodzi tam do wypadków.
środa, 31 marca 2010
Zjarał betę
27 marca w Opolu przy ulicy Budowlanych spłonęło BMW. Kierowcy nic się stało. Możemy więc z czystym sumieniem cieszyć się, że jest o jedną betę mniej. I nie da się jej wyklepać...
Tak to wyglądało.
Tak to wyglądało.
Prawdziwa sztuka - to jest to!
Zdarza się, że media nie mówią nam całej prawdy. Reportaże o tematyce społecznej kreują obraz prowincji, wmawiając nam, że młodzi ludzie z małych miasteczek i wsi nie mają perspektyw i ich jedynym zajęciem jest picie alkoholu, a co za tym idzie, wejście na przestępczą drogę.
To nieprawda. Kiedy młodzi ludzie wykażą inicjatywę i chcą działać, ich przedsięwzięcia są brutalnie tłamszone przez władze. Potwierdza to zdarzenie, które miało miejsce w Gostyninie 25 marca.
Policjanci zostali powiadomieni, ze na tamtejszych torach kolejowych dwóch młodych mężczyzna zatrzymało lokomotywę. Kiedy patrol znalazł się na miejscu, oczom funkcjonariuszy ukazał się następujący obrazek: na torach stał rozebrany młody człowiek, który blokował przejazd lokomotywie. Jego kolega fotografował starcie lokomotywy i nagiego młodzieńca.
Kiedy policjanci chcieli zatrzymać obu panów, ci odpowiedzieli, rzucając kamieniami w radiowóz. Wybili przednia szybę i zaczęli uciekać. Po pościgu, w którym wzięło udział kilka radiowozów, obydwu uciekinierów udało się zatrzymać.
Sprawcami tego swoistego happeningu było dwóch młodych ludzi w wieku 17 i 18 lat, którzy wylegitymowali się 1,5 promila alkoholu w krwi. Wykonane fotografie planowali umieścić w internecie, aby w ten sposób dołączyć do panteonu sław artystycznych.
To nieprawda. Kiedy młodzi ludzie wykażą inicjatywę i chcą działać, ich przedsięwzięcia są brutalnie tłamszone przez władze. Potwierdza to zdarzenie, które miało miejsce w Gostyninie 25 marca.
Policjanci zostali powiadomieni, ze na tamtejszych torach kolejowych dwóch młodych mężczyzna zatrzymało lokomotywę. Kiedy patrol znalazł się na miejscu, oczom funkcjonariuszy ukazał się następujący obrazek: na torach stał rozebrany młody człowiek, który blokował przejazd lokomotywie. Jego kolega fotografował starcie lokomotywy i nagiego młodzieńca.
Kiedy policjanci chcieli zatrzymać obu panów, ci odpowiedzieli, rzucając kamieniami w radiowóz. Wybili przednia szybę i zaczęli uciekać. Po pościgu, w którym wzięło udział kilka radiowozów, obydwu uciekinierów udało się zatrzymać.
Sprawcami tego swoistego happeningu było dwóch młodych ludzi w wieku 17 i 18 lat, którzy wylegitymowali się 1,5 promila alkoholu w krwi. Wykonane fotografie planowali umieścić w internecie, aby w ten sposób dołączyć do panteonu sław artystycznych.
Paka Trucka
Do czego mogą służyć pokrywy studzienek kanalizacyjnych? No przecież nie do tego, żeby zakrywały wloty do kanałów! A w ogóle, to po co one tam leżą? Tylko się marnują. Na złomie można na nich zrobić interes życia. A jeśli ktoś wpadnie do kanału bez pokrywy, to sam sobie jest winien. Po cholerę łazi po mieście, skoro może siedzieć w domu?
Od słów do czynów przeszło dwóch mieszkańców Katowic, w wieku 20. i 25. lat. Wsiedli więc do Poloneza Trucka i pojechali na gościnne występy do Sosnowca. Już mieli pokrywę w rekach, już mieli ją załadować na pakę trucka, kiedy zostali zatrzymani przez policję. Na pace leżało już sześć innych pokryw.
Na dodatek kierowca Trucka przed pracą, dokonał konsumpcji płynów technologicznych i wykazał się wynikiem wynoszącym 1,2 promila alkoholu we krwi.
Od słów do czynów przeszło dwóch mieszkańców Katowic, w wieku 20. i 25. lat. Wsiedli więc do Poloneza Trucka i pojechali na gościnne występy do Sosnowca. Już mieli pokrywę w rekach, już mieli ją załadować na pakę trucka, kiedy zostali zatrzymani przez policję. Na pace leżało już sześć innych pokryw.
Na dodatek kierowca Trucka przed pracą, dokonał konsumpcji płynów technologicznych i wykazał się wynikiem wynoszącym 1,2 promila alkoholu we krwi.
Oto nasza przyszłość
Najważniejsze to dać odpowiedni przykład dzieciom. To z domu wynosi się wzorce zachowań i osobowości. W rodzinnych czterech ścianach wyrabiają się poglądy i charaktery. Wybiera się autorytety. W ten sposób tworzy się przyszłą elitę intelektualną kraju.
Ciekawe, jaka przyszłość czeka 13-miesięczną dziewczynkę ze Świebodzina, którą 25 marca opiekowała się matka z 2,2 promilami alkoholu we krwi. W mieszkaniu przebywały trzy inne osoby, również pijane.
Ciekawe, jaka przyszłość czeka 13-miesięczną dziewczynkę ze Świebodzina, którą 25 marca opiekowała się matka z 2,2 promilami alkoholu we krwi. W mieszkaniu przebywały trzy inne osoby, również pijane.
wtorek, 30 marca 2010
To dwie ich było?
Rudki, powiat Zwoleń. Więcej nie musimy pisać. I tak Szanowni Czytelnicy już wiedzą o co chodzi: 27 marca wieczorem zderzyły się tam dwa VW Golfy. Przy wyciąganiu jednego z rannych w wypadku strażacy musieli użyć urządzenia do cięcia-gięcia blach. I bardzo dobrze. Znowu o jednego golfa mniej.
Miejmy nadzieję, że nie da się wyklepać. Nawet w Zwoleniu.
Stąd o tym wiemy.
Miejmy nadzieję, że nie da się wyklepać. Nawet w Zwoleniu.
Stąd o tym wiemy.
Nieustraszony
Nieraz pisalismy o tym, do czego może służyć niemiecki samochód. VW Golf na przykład może zostać wykorzystany do wykonywania kaskaderskich sztuczek. W zasadzie pochwalamy takie działanie, o ile nie szkodzi ono osobom postronnym. Kierowca może poczuć się jak amerykański kaskader Evil Knivel, a na dodatek zmniejszyć ilosć Golfów poruszających się po naszych drogach.
Dlatego jestesmy wdzięczni 46-latkowi, który 26 marca o godzinie 10 rano w miejscowsci Kozłówka opodal Lubartowa wyleciał z drogi, uderzył w drzewo i wydachował swój niemeicki samochód. Kaskader trafił do szpitala. Policyjne annały milczą o promilach. Możemy przypuszczać więc, że to wszystko stało się na trzeźwo.
Tutaj można obejrzeć efekty jego sztuczki. Ładne, prawda?
Dlatego jestesmy wdzięczni 46-latkowi, który 26 marca o godzinie 10 rano w miejscowsci Kozłówka opodal Lubartowa wyleciał z drogi, uderzył w drzewo i wydachował swój niemeicki samochód. Kaskader trafił do szpitala. Policyjne annały milczą o promilach. Możemy przypuszczać więc, że to wszystko stało się na trzeźwo.
Tutaj można obejrzeć efekty jego sztuczki. Ładne, prawda?
Chciał zakisić ogóra?
Każdy kraj ma takiego włamywacza, na jakiego sobie zasłużył. Francuzi na przykład mieli Arsena Lupin. Wytworny ten osobnik brylował na salonach, wypatrując damy, na których szyjach wisiały drogocenne kolie, a palce zdobiły wspaniałe pierscienie. Po rozpoznaniu, włamywał się do ich buduarów i zabierał precjoza warte grube tysiące. Niestety, była to postać fikcyjna.
Prawda jest zazwyczaj bardziej przyziemna. Potwierdziło to zdarzenie, które miało miejsce w Rybiczyźnie, noca z 17 na 18 marca. Do tamtejszej szklarni włamał się 55-letni mężczyzna i ukradł 10 kilogramów ogórków.
Intensywne działania operacyjne policji pozwoliły zatrzymać sprawcę już po tygodniu, 24 marca. Włamywaczowi nie udało się zakisić skradzionych ogórów, ponieważ próbował bezskutecznie wymienić je na alkohol.
Prawda jest zazwyczaj bardziej przyziemna. Potwierdziło to zdarzenie, które miało miejsce w Rybiczyźnie, noca z 17 na 18 marca. Do tamtejszej szklarni włamał się 55-letni mężczyzna i ukradł 10 kilogramów ogórków.
Intensywne działania operacyjne policji pozwoliły zatrzymać sprawcę już po tygodniu, 24 marca. Włamywaczowi nie udało się zakisić skradzionych ogórów, ponieważ próbował bezskutecznie wymienić je na alkohol.
poniedziałek, 29 marca 2010
Tor przeszkód
Jak by to Wam, P.T. Czytelnicy, wytłumaczyć? Przestajemy się dziwić, kiedy znajdujemy informację o tym, że na Podlasiu rozbił się VW Passat. To jest jasne jak słońce.
Gwoli kronikarskiego obowiązku podajemy kulisy sprawy. 28 marca około drugiej w nocy w okolicy Nowej Przerośli, VW Passatem jechał 18-letni kierowca. W pewnym momencie stwierdził, że nie ma co trzymać się drogi, skoro można z niej zjechać. Niestety, wybrał zły moment. Przy drodze znajdował się rów, a obok drzewo. Passatowi udało się trafić w obydwie przeszkody. Kierowcy nie udało się przeżyć.
Napisała o tym www.podlaska.policja.gov.pl
Gwoli kronikarskiego obowiązku podajemy kulisy sprawy. 28 marca około drugiej w nocy w okolicy Nowej Przerośli, VW Passatem jechał 18-letni kierowca. W pewnym momencie stwierdził, że nie ma co trzymać się drogi, skoro można z niej zjechać. Niestety, wybrał zły moment. Przy drodze znajdował się rów, a obok drzewo. Passatowi udało się trafić w obydwie przeszkody. Kierowcy nie udało się przeżyć.
Napisała o tym www.podlaska.policja.gov.pl
Ułan w Astrze
Z kolei w Lipsku, 26 marca pewien 32-letni mężczyzna, choć wątpimy czy można mu sprawić taki komplement, jechał oplem astrą drogą pomiędzy Lipskiem a Ciepelowem po ułańsku, czyli od brzegu do brzegu. Zaniepokojeni inni kierowcy wezwali policję, której udało się zatrzymać wytwór motoryzacji niemieckiej.
Biologiczny wytwór, który siedział za kierownicą miał 3,3 promila alkoholu we krwi, a trzy lata temu stracił prawo jazdy.
Biologiczny wytwór, który siedział za kierownicą miał 3,3 promila alkoholu we krwi, a trzy lata temu stracił prawo jazdy.
Stek bzdur
Jak mogliśmy się wielokrotnie przekonać, przepisy mówiące o tym, że kierowca powinien być trzeźwy, mieć prawo jazdy i ubezpieczony pojazd, są bzdurą. Przekonał się o tym, kierowca który 24 marca w Niegłowicach kierował Fiatem Ulysse. Doszło kolizji, która przebiegła następująco: Ulysse jechał drogą, kiedy niespodziewanie przed niego wyjechał pojazd marki SAM (podejrzewamy, że mógł to być traktorek-samoróbka z silnikiem od Syreny 102 albo ciągnika radzieckiej marki Władimiriec). Kierowca Ulyssa nie zdążył zahamować.Policjanci, którzy przybyli na miejsce wypadku, raz-dwa poczuli od 26-letniego kierowcy SAMa dziwną woń. Badanie alkomatem potwierdziło, że tajemniczy zapach powodowało 2,5 promila alkoholu. Kierowca SAMa stracił prawo jazdy w 2006 roku. Być może dlatego stwierdził też, ze nie musi ubezpieczać swojego traktorka.
Teraz Polska!
Mielec to potęga. Bezwarunkowo. Skąd to wiemy, skoro autorzy tego bloga nigdy tam nie byli. Na szczęście czytają regularne doniesienia prasowe. Zaciekawiło nas jedno z nich.
W Mielcu istnieją trzy tzw. szalety publiczne. To cenna inicjatywa. Sami niejednokrotnie przekonaliśmy się, jak ciężko znaleźć cywilizowane miejsce, w którym można ulżyć trzewiom. Aby skorzystać z mieleckich toalet, należy wrzucić tam monetę, a wtedy mechanizm odblokowuje drzwi. O tym, co zazwyczaj robi się w toalecie nie musimy pisać, bo jest to więcej niż oczywiste.
Ale nie w Mielcu. Tam toaleta publiczna służy do tego, aby za pomocą łomu włamywać się do kasetek z pieniędzmi, a wszystko inne można ukraść albo rozbić. Jednocześnie przypominamy, że od 2009 roku Mielec posiada prestiżowe ponoć godło "Teraz Polska". Gratulujemy!
W Mielcu istnieją trzy tzw. szalety publiczne. To cenna inicjatywa. Sami niejednokrotnie przekonaliśmy się, jak ciężko znaleźć cywilizowane miejsce, w którym można ulżyć trzewiom. Aby skorzystać z mieleckich toalet, należy wrzucić tam monetę, a wtedy mechanizm odblokowuje drzwi. O tym, co zazwyczaj robi się w toalecie nie musimy pisać, bo jest to więcej niż oczywiste.
Ale nie w Mielcu. Tam toaleta publiczna służy do tego, aby za pomocą łomu włamywać się do kasetek z pieniędzmi, a wszystko inne można ukraść albo rozbić. Jednocześnie przypominamy, że od 2009 roku Mielec posiada prestiżowe ponoć godło "Teraz Polska". Gratulujemy!
Latające talerze w Radomiu
A jeśli nie wierzycie, że Radom jest stolicą wybornych wydarzeń, przytaczamy kolejne. 27 marca, porywisty wiatr zerwał z elewacji bloku przy ulicy Sandomierskiej 12 talerz anteny satelitarnej, który spadł obok matki z dzieckiem.
Nie wierzysz?
Nie wierzysz?
niedziela, 28 marca 2010
Nie ma jak poldon
Co prawda, opisane niżej wydarzenia miały miejsce dość dawno, bo 22 marca, ale uważamy, że warto je opisać. Kilka minut po pierwszej w nocy ulicą Głowaczowską w Kozienicach sunął powoli polonez. Jego "powolność" przykuła uwagę policyjnego patrolu.Niestety, kierowca poldona nie zatrzymał się do kontroli, a co więcej - zaczął uciekać. I to pod prąd. Mistrz poldona został w końcu zatrzymany. Miał 1,7 promila alkoholu we krwi.
Nasenna Calibra
Grójec. To powinno mówić samo za siebie. Jeśli wciąż nie wierzycie, to możemy to uzasadnić. 24 marca na krajowej "pięćdziesiątce" doszło do wypadku na wysokości Pniew. Podczas wyprzedzania ciężarowego Renault, kierowca Opla Calibry uderzył ją w bok.
Kiedy na miejsce wypadku dotarł policyjny patrol, kierowca Calibry ucinał sobie drzemkę. Nie był to wynik stresującej sytuacji, ale prawie 1,5 promila alkoholu. Kierowcy gratulujemy!
Kiedy na miejsce wypadku dotarł policyjny patrol, kierowca Calibry ucinał sobie drzemkę. Nie był to wynik stresującej sytuacji, ale prawie 1,5 promila alkoholu. Kierowcy gratulujemy!
Golfem łup prosto w słup
Hehe, a nie mówiliśmy? Niemieckie samochody przyciągają promile. Zwłaszcza w Grójcu, na temat którego mamy własną teorię.
Prasa co chwila przynosi potwierdzenie naszej teorii. 25 marca około 2 w nocy na ulicy Niepodległości, oczywiście w Grójcu, VW Golf kierowany wprawną, bo pijaną ręką kierowcy, bez najmniejszych kłopotów uderzył w słup. Pasażer trafił do szpitala a kierowca wykazał się 1,8 promila alkoholu we krwi.
Szczera prawda
Prasa co chwila przynosi potwierdzenie naszej teorii. 25 marca około 2 w nocy na ulicy Niepodległości, oczywiście w Grójcu, VW Golf kierowany wprawną, bo pijaną ręką kierowcy, bez najmniejszych kłopotów uderzył w słup. Pasażer trafił do szpitala a kierowca wykazał się 1,8 promila alkoholu we krwi.
Szczera prawda
Pozdrowienia z Radomia!
Bez kłopotów moglibyśmy uruchomić osobnego bloga o nazwie "Radomskie mocarstwo". Przyznamy się szczerze, że zignorowaliśmy kilka poprzednich doniesień z tego miasta. Teraz tego żałujemy i obiecujemy poprawę. Radom na stałe zagości na naszym skromnym blogu.
Radom jest stolicą wielu (choć powinniśmy napisać raczej "szeregu") wydarzeń, których nie podejmujemy się komentować. Pozostawiamy to P.T. Czytelnikom.
Ad rem: Dobrze dać dobry przykład. Tak jak 40-letni kierowca forda (pogrubiliśmy, bo jesteśmy pewni, że ani chybi był to ford z Niemiec), który 26 marca około osiemnastej jechał ulicą Kelles-Krauza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale mężczyzna ów miał przy okazji 2,7 promila alkoholu we krwi.
Radom jest stolicą wielu (choć powinniśmy napisać raczej "szeregu") wydarzeń, których nie podejmujemy się komentować. Pozostawiamy to P.T. Czytelnikom.
Ad rem: Dobrze dać dobry przykład. Tak jak 40-letni kierowca forda (pogrubiliśmy, bo jesteśmy pewni, że ani chybi był to ford z Niemiec), który 26 marca około osiemnastej jechał ulicą Kelles-Krauza. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale mężczyzna ów miał przy okazji 2,7 promila alkoholu we krwi.
Bawimy się, k... mać!
I to nieźle. Młodzież czerpie wzorce zachowań z wielu źródeł. Mamy wiele kanałów telewizyjnych, które pokazują, jak można zyć. Hucznie, z adrenaliną, nie przejmując się kolejnym dniem.
Najwyraźniej takim credo kierowała się banda małolatów, która 24 marca około godziny 14 szarżowała maluchem po ulicach Kroscienka Wyżnego. Pięcioro młodych ludzi płci obojga w wieku 14-18 lat wybrało się na przejażdżkę po spozyciu napojów ogólnie uznawanych za wyskokowe. Jak wiadomo, do malucha pięc osób raczej nie wejdzie, więc jeden z małolatów usiadł na dachu. Jadza była taka, że z tej radosci wóz na zakręcie przewrócił się, a głowa pasażera jadącego na dachu została przygnieciona kołem samochodu. Rozbawiony 17-latek zmarł w szpitalu. Przy okazji wyszło na jaw, że kierujacy autem 16-latek miał 1,1 promila.
W ten sposób młodym ludziom nieswiadomie udało się zapobiec ewentualnemu rozprzestrzenieniu wadliwych genów na kolejne pokolenia. Policjantom, którzy jak wiadomo nie mają nic lepszego do roboty, dostarczyli pracy na długie tygodnie.
Tutaj zdjęcie wozu po wypadku.
Najwyraźniej takim credo kierowała się banda małolatów, która 24 marca około godziny 14 szarżowała maluchem po ulicach Kroscienka Wyżnego. Pięcioro młodych ludzi płci obojga w wieku 14-18 lat wybrało się na przejażdżkę po spozyciu napojów ogólnie uznawanych za wyskokowe. Jak wiadomo, do malucha pięc osób raczej nie wejdzie, więc jeden z małolatów usiadł na dachu. Jadza była taka, że z tej radosci wóz na zakręcie przewrócił się, a głowa pasażera jadącego na dachu została przygnieciona kołem samochodu. Rozbawiony 17-latek zmarł w szpitalu. Przy okazji wyszło na jaw, że kierujacy autem 16-latek miał 1,1 promila.
W ten sposób młodym ludziom nieswiadomie udało się zapobiec ewentualnemu rozprzestrzenieniu wadliwych genów na kolejne pokolenia. Policjantom, którzy jak wiadomo nie mają nic lepszego do roboty, dostarczyli pracy na długie tygodnie.
Tutaj zdjęcie wozu po wypadku.
Cztery koła, cztery promile
Ci sposród czytelników naszego bloga, którzy pamietają, że oprócz Tunezji i Wysp Kanaryjskich mamy też inne miejsca, w które mozna pojechać na wakacje, wiedzą, że Dolny Sląsk może wiele zaoferować turyscie.
Zamki, pałace, kamienice, budowle inżynieryjne i tym podobne ciekawostki. Do tej bogatej listy należy też dołączyć 29-letniego mieszkańca okolic Siekierczyna, który 25 marca prowadził zabytkowy już pojazd marki Polski Fiat 126p. Przewoził równiez trzech pasażerów, którzy nie przejmowali się, że kierowca ma we krwi 4,17 promila alkoholu. Oczywiscie ustaliła to policja, która zatrzymała szofera.
Zamki, pałace, kamienice, budowle inżynieryjne i tym podobne ciekawostki. Do tej bogatej listy należy też dołączyć 29-letniego mieszkańca okolic Siekierczyna, który 25 marca prowadził zabytkowy już pojazd marki Polski Fiat 126p. Przewoził równiez trzech pasażerów, którzy nie przejmowali się, że kierowca ma we krwi 4,17 promila alkoholu. Oczywiscie ustaliła to policja, która zatrzymała szofera.
sobota, 27 marca 2010
Nie będzie pite
Niestety, to smutna wiadomosć dla fanów regionalnych trunków. 24 marca w jednej ze wsi w gminie Sztabin, policjanci na gorącym uczynku złapali pewnego domorosłego przedsiębiorcę, który nie postarał się o certyfikat produktu regionalnego. Bezceremonialnie zamknęli i zlikwidowali bimbrownię, a wytwórca będzie miał kłopoty.
Troche żałujemy, bo znamy pewnego emerytowanego milicjanta, który produkuje doskonały trunek regionalny, również bez wymaganych certyfikatów. Na szczęscie jemu nie grozi wpadka.
Troche żałujemy, bo znamy pewnego emerytowanego milicjanta, który produkuje doskonały trunek regionalny, również bez wymaganych certyfikatów. Na szczęscie jemu nie grozi wpadka.
piątek, 26 marca 2010
Po kolei
Sciana wschodnia nieustannie dostarcza nam rozrywek. Z przykroscią jednak musimy poinformować, że nie chodzi o ciekawostki natury przyrodniczej, w które obfituje ów region, ale o ciekawostki zupełnie inne.24 marca, 26-letni suwałczanin tak męczył się prowadząc swojego opla, że w miejscowosci Bród Stary kolejno: zjechał z drogi, wpadł do rowu, uderzył w drzewo i dachował. Kierowca i pasażerka trafili do szpitala. Nie musimy chyba dodawać, że młody człowiek, jak na kierowcę niemieckiego samochodu przystało, miał ponad półtora promila.
Informacji dostarczyła www.podlaska.policja.gov.pl
poniedziałek, 22 marca 2010
Powód: butelka
Wszyscy wiedzą, że butelka powoduje wypadki. Trąbią o tym wszem i wobec w każdych możliwych mediach. Najwyraźniej nie wziął tego do siebie kierowca z Poznania, który 19 marca jechał wraz z rodziną citroenem Zakopianką w Chabówce.
Zmogło go pragnienie i sięgnął po butelkę z napojem wcale nie alkoholowym. Zamiast trzymać wzrok na drodze, gamoń zaczął poszukiwać butelki. Tak się w tym zapamiętał, że nie zauważył zakrętu. Dzięki temu wóz zleciał ze skarpy, a rodzina najadła się strachu.
Zmogło go pragnienie i sięgnął po butelkę z napojem wcale nie alkoholowym. Zamiast trzymać wzrok na drodze, gamoń zaczął poszukiwać butelki. Tak się w tym zapamiętał, że nie zauważył zakrętu. Dzięki temu wóz zleciał ze skarpy, a rodzina najadła się strachu.
Dwa koła, trzy promile
Ciężko jest. Nie dość, że trzeba jeździć na skuterze, to jeszcze trzeba pić. Taki problem miał 21 marca 25-latek z Sędziszowa. Wprowadził w siebie alkohol o wartości trzech promili, a następnie raźno ruszył przed siebie. Jednak, zupełni inaczej niż zawsze, droga wydawała się skutermenowi za wąska. Zupełnie jakby uciekała przed kołami jednośladu.
W końcu stało się nieuniknione - skuter nie zmieścił się na jezdni i uderzył w przydrożny przepust.
W końcu stało się nieuniknione - skuter nie zmieścił się na jezdni i uderzył w przydrożny przepust.
Kradnący panowie dwaj
Fajnie jest mieć plan. Na życie, na najbliższy tydzień, na kolejny kwadrans. O tym, jakie ważne jest planowanie, pokazał wszystkim 39-letni mieszkaniec Trzebnicy. Realizowanie swojego zamysłu rozpoczął 12 marca. Podpalił wtedy domek jednorodzinny, który wynajmował. W ten sposób narobił szkód na 30 000 złotych. Wtedy dostał tylko dozór policyjny.
Ale już tydzień później, 18 marca, konsekwentnie przystąpił do działania. Dobrał sobie ziomala, z którym włamał się do tego domu, który podpalił. Wydawać by się mogło, że z pogorzeliska trudno cokolwiek ukraść. Otóż spieszymy z wyjaśnieniem, iż kradnący panowie dwaj pobrali aluminiowe grzejniki i drabiny o wartości czterech tysięcy złotych.
Złodziei, uciekających fiatem palio, zatrzymała policja z wydziału kryminalnego oraz drogówki po bezpośrednim pościgu. W ten sposób dwaj koledzy mają zapewnioną przyszłość nawet na 10 lat.
Ale już tydzień później, 18 marca, konsekwentnie przystąpił do działania. Dobrał sobie ziomala, z którym włamał się do tego domu, który podpalił. Wydawać by się mogło, że z pogorzeliska trudno cokolwiek ukraść. Otóż spieszymy z wyjaśnieniem, iż kradnący panowie dwaj pobrali aluminiowe grzejniki i drabiny o wartości czterech tysięcy złotych.
Złodziei, uciekających fiatem palio, zatrzymała policja z wydziału kryminalnego oraz drogówki po bezpośrednim pościgu. W ten sposób dwaj koledzy mają zapewnioną przyszłość nawet na 10 lat.
Złośliwe znaki
O sposobach i zwyczajach witania wiosny pisarze i naukowcy napisali już niejeden tom. Nasza skromna rola sprowadza się jedynie do odnotowania wydarzeń, które świadczą o wartości i sile obywateli naszego kraju.
Jeden z tych obywateli, mieszkaniec Jasła, prowadził 20 marca wieczorem fiata cinquecento. Jakoś tak się zdarzyło, że wjechał na wysepkę na środku jezdni i skosił znaki drogowe, które wcale nie chciały mu ustąpić z drogi.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, która rutynowo przebadała 42-letniego kierowcę za pomocą alkomatu. Jak się okazało, wydmuchał prawie cztery promile.
Jeden z tych obywateli, mieszkaniec Jasła, prowadził 20 marca wieczorem fiata cinquecento. Jakoś tak się zdarzyło, że wjechał na wysepkę na środku jezdni i skosił znaki drogowe, które wcale nie chciały mu ustąpić z drogi.
Na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, która rutynowo przebadała 42-letniego kierowcę za pomocą alkomatu. Jak się okazało, wydmuchał prawie cztery promile.
niedziela, 21 marca 2010
Szczał w Marzannę
W wigilię pierwszego dnia wiosny, grupa pięciu młodzieńców z Bielska Podlaskiego postanowiła uczcić koniec zimy. 20 marca po południu najpierw spożyli alkohol, a potem rozochoceni pierwszymi ciepłymi dniami wzięli w ręce wiatrówkę. Zaczęli strzelać trochę na oślep, trochę celując. Udało im się rozbić szybę w jednym samochodzie, a następnie skryli się z zaciszu piwnicy.
Tam odnalazła ich policja zawiadomiona przez pewnego obywatela. Stróże prawa odnaleźli przy młodzieży pistolet-wiatrówkę z celownikiem laserowym oraz od 0,2 do 0,8 promila alkoholu we krwi.
Tu napisali
Tam odnalazła ich policja zawiadomiona przez pewnego obywatela. Stróże prawa odnaleźli przy młodzieży pistolet-wiatrówkę z celownikiem laserowym oraz od 0,2 do 0,8 promila alkoholu we krwi.
Tu napisali
czwartek, 18 marca 2010
Nie ma jak rodzina z wąsami
I tak wiadomo, ze polska kolej ledwo dyszy. Na dodatek, nie zanosi się na rychłą modernizację. Jesli tak, to PKP mają sporo niepotrzebnych urządzeń, którymi można się zaopiekować.
Z takiego założenia wyszło dwóch wąsatych braci (tak to wygląda na policyjnych zdjęciach operacyjnych) w wieku 29. i 35. lat, zamieszkałych w powiecie kłobuckim. Wieczorem, 13 marca zostali zatrzymani w Słowikowie, kiedy fiatem seicento przewozili miedziane przewody, dziwnie podobne do tych, jakie niedawno zginęły z linii kolejowej w okolicach Janinowa. Na dodatek mieli też w wozie narzędzia, które mogły służyć do dokonania kradzieży.
Tak zwane czynnosci służbowe, przeprowadzone przez policję, wykazały, że wąsaci bracia mają za sobą o wiele bardziej burzliwą przeszłosć. Na przełomie 2009 i 2010 roku obiecywali też różnym okolicznym mieszkańcom podpalenie ich domów, jesli nie uiszczą dobrowolnej składki w wysokosci 10 tysięcy złotych.
Oprócz tego, wolny czas spędzali też na rzucaniu na drogi lokalne rozmaitych przeszkód, powodując zatrzymanie przejeżdżających samochodów, a następnie okradając ich kierowców.
Policjanci zgodnie twierdzą, że sprawa jest rozwojowa, a za sam demontaż urządzeń kolejowych grozi wąsatym do 8 lat wakacji na koszt państwa.
Nie wierzysz, że obaj maja wąsy?
Z takiego założenia wyszło dwóch wąsatych braci (tak to wygląda na policyjnych zdjęciach operacyjnych) w wieku 29. i 35. lat, zamieszkałych w powiecie kłobuckim. Wieczorem, 13 marca zostali zatrzymani w Słowikowie, kiedy fiatem seicento przewozili miedziane przewody, dziwnie podobne do tych, jakie niedawno zginęły z linii kolejowej w okolicach Janinowa. Na dodatek mieli też w wozie narzędzia, które mogły służyć do dokonania kradzieży.
Tak zwane czynnosci służbowe, przeprowadzone przez policję, wykazały, że wąsaci bracia mają za sobą o wiele bardziej burzliwą przeszłosć. Na przełomie 2009 i 2010 roku obiecywali też różnym okolicznym mieszkańcom podpalenie ich domów, jesli nie uiszczą dobrowolnej składki w wysokosci 10 tysięcy złotych.
Oprócz tego, wolny czas spędzali też na rzucaniu na drogi lokalne rozmaitych przeszkód, powodując zatrzymanie przejeżdżających samochodów, a następnie okradając ich kierowców.
Policjanci zgodnie twierdzą, że sprawa jest rozwojowa, a za sam demontaż urządzeń kolejowych grozi wąsatym do 8 lat wakacji na koszt państwa.
Nie wierzysz, że obaj maja wąsy?
Polonez Truck jest zawsze podejrzany!
Niektórzy czytelnicy naszego bloga zapewne znają tajniki polskiej motoryzacji. Obudzeni w srodku nocy, na rzucone hasło "Polonez Truck", odpowiedzą bez wahania: "Każdy musi się złamać." To prawda. Nie każdy jednak wie, że Polonez Truck może się złamać na kilka sposobów. Nie chodzi nam w tym przypadku o łamiącą się ramę pojazdu.
17 marca rano, około godziny 7:30 patrol Policji i kontroli skarbowej zatrzymał do kontroli w Bogucinie wspomniany wyżej samochód Polonez Truck. Podróżowało nim dwóch dwudziestokilkuletnich panów. Jeden z Kamiennej Góry, drugi z Chełma.
Przewozili Truckiem maszyny i narzędzia budowlane. Nie było w tym nic zaskakującego, wszak w całej Polsce do tego własnie służą takie samochody. Jednak samochód miał pewien element konstrukcyjny, który wzbudził ciekawosć kontrolujacych. Okazało się, że podłoga przestrzeni bagażowej została przytwierdzona za pomocą nitów. I własciwie w tym również nie byłoby nic dziwnego, nie od dzis techologia lotnicza służy motoryzacji.
Zaciekawieni takim rozwiązaniem technicznym policjanci, postanowili sprawdzić, do czego podłoga jest przynitowana. Szybko okazało się, że pod podłogą krył się schowek, w którym znajdowało się 4200 paczek papierosów. Oczywiscie z przemytu.
Obaj panowie oraz Truck zostali zatrzymani, a stróże prawa wyliczyli skrupulatnie, że straty spowodowane używaniem pojazdu wynoszą około 45 tysięcy złotych.
17 marca rano, około godziny 7:30 patrol Policji i kontroli skarbowej zatrzymał do kontroli w Bogucinie wspomniany wyżej samochód Polonez Truck. Podróżowało nim dwóch dwudziestokilkuletnich panów. Jeden z Kamiennej Góry, drugi z Chełma.
Przewozili Truckiem maszyny i narzędzia budowlane. Nie było w tym nic zaskakującego, wszak w całej Polsce do tego własnie służą takie samochody. Jednak samochód miał pewien element konstrukcyjny, który wzbudził ciekawosć kontrolujacych. Okazało się, że podłoga przestrzeni bagażowej została przytwierdzona za pomocą nitów. I własciwie w tym również nie byłoby nic dziwnego, nie od dzis techologia lotnicza służy motoryzacji.
Zaciekawieni takim rozwiązaniem technicznym policjanci, postanowili sprawdzić, do czego podłoga jest przynitowana. Szybko okazało się, że pod podłogą krył się schowek, w którym znajdowało się 4200 paczek papierosów. Oczywiscie z przemytu.
Obaj panowie oraz Truck zostali zatrzymani, a stróże prawa wyliczyli skrupulatnie, że straty spowodowane używaniem pojazdu wynoszą około 45 tysięcy złotych.
środa, 10 marca 2010
Ludu naukowy - do roboty!
Po raz kolejny wzywamy naukowców: weźcie się do roboty! W całym kraju odnotowuje się setki, jeśli nie tysiące intrygujących wydarzeń, zachowań ludzkich i zjawisk. Z ogromną powagą apelujemy do naukowców wszelakich gałęzi nauki: badajcie!
Możemy nawet podrzucić Wam temat przyszłych badań. Jak donosi lubelska policja, 5 marca zatrzymała 19 nietrzeźwych prowadzących pojazdy. Zaintrygowała nas statystyka zawodów wykonywanych przez obywateli, którym kielich pomylił się z kierowaniem. Zapewne dlatego, że i jedni i drugie zaczyna się taką samą literą, a nawet sylabą. Widocznie kiepsko szło im w szkołach...
Wracając do tematu, wśród zatrzymanych znaleźli się:
bezrobotni - 8
renciści - 2
dekarz - 1
kierowca - 1
uczeń - 1
rolnik - 1
blacharz - 1
stolarz - 1
a nawet, o zgrozo! nauczyciel - 1
Nie udało się ustalić zawodów dwóch obywateli.
Jak się okazuje, prasa nie kłamie. Spożywanie alkoholu jest tak absorbującym zajęciem, że trzeba rzucić pracę, aby można w spokoju kolekcjonować promile. Ewentualnie można też z tej okazji wziąć rentę.
Pojawia się tylko pytanie: skąd bezrobotni mają kasę na alkohol?
Możemy nawet podrzucić Wam temat przyszłych badań. Jak donosi lubelska policja, 5 marca zatrzymała 19 nietrzeźwych prowadzących pojazdy. Zaintrygowała nas statystyka zawodów wykonywanych przez obywateli, którym kielich pomylił się z kierowaniem. Zapewne dlatego, że i jedni i drugie zaczyna się taką samą literą, a nawet sylabą. Widocznie kiepsko szło im w szkołach...
Wracając do tematu, wśród zatrzymanych znaleźli się:
bezrobotni - 8
renciści - 2
dekarz - 1
kierowca - 1
uczeń - 1
rolnik - 1
blacharz - 1
stolarz - 1
a nawet, o zgrozo! nauczyciel - 1
Nie udało się ustalić zawodów dwóch obywateli.
Jak się okazuje, prasa nie kłamie. Spożywanie alkoholu jest tak absorbującym zajęciem, że trzeba rzucić pracę, aby można w spokoju kolekcjonować promile. Ewentualnie można też z tej okazji wziąć rentę.
Pojawia się tylko pytanie: skąd bezrobotni mają kasę na alkohol?
wtorek, 9 marca 2010
Pińczów power
Gdzieś tam w biurach, urzędach i ministerstwach siedzą rzesze ludzi, którzy wymyślają różne dziwactwa. A to, że nie wolno prowadzić pojazdów pod wpływem alkoholu albo że trzeba zapinać pasy, a małe dzieci przewozić w jakichś fotelikach...
Niektórzy mają własne zdanie na przytoczone powyżej tematy. Tak jak pewien 51-latek, którego w Pińczowie próbowała zatrzymać policja. Kierujący volkswagenem nie zatrzymał się do kontroli. Po krótkim pościgu został zatrzymany. Wiózł ze sobą 50-letniego kumpla oraz 10-letnią dziewczynkę.
No i tak: dziewczynka nie była w foteliku, kierowca nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. W ogóle stwierdził, że nie potrzebuje prawa jazdy do prowadzenia samochodu, ale za to koniecznie musiał mieć 2 promile alkoholu we krwi.
Niektórzy mają własne zdanie na przytoczone powyżej tematy. Tak jak pewien 51-latek, którego w Pińczowie próbowała zatrzymać policja. Kierujący volkswagenem nie zatrzymał się do kontroli. Po krótkim pościgu został zatrzymany. Wiózł ze sobą 50-letniego kumpla oraz 10-letnią dziewczynkę.
No i tak: dziewczynka nie była w foteliku, kierowca nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. W ogóle stwierdził, że nie potrzebuje prawa jazdy do prowadzenia samochodu, ale za to koniecznie musiał mieć 2 promile alkoholu we krwi.
poniedziałek, 8 marca 2010
Szczał z okna
Mamy w kraju taki dobrobyt, że nawet wiatrówki można sobie kupić za grosze. Alkohol już od dawna kosztuje grosze, a jak mówi stare porzekadło: grosz do grosza i będzie... dziura w głowie.
28 lutego na komisariat w Oławie zgłosił się obywatel, który stwierdził, że ktoś zrobił dziurę w głowie jego dziewczynie za pomocą wiatrówki. Pokazał nawet palcem okno, z którego prawdopodobnie padł strzał.
Kiedy policjanci weszli do podejrzanego mieszkania, spotkali dwóch dżentelmenów w wieku 29. i 50. lat, którzy urządzili sobie strzelnicę w pokoju, popijając przy tym alkohol. Tak nieszczęśliwie strzelali do czego się dało, że aż trafili kobietę.
Obu panom gratulujemy celności w przewidywaniu efektów swojego postępowania.
28 lutego na komisariat w Oławie zgłosił się obywatel, który stwierdził, że ktoś zrobił dziurę w głowie jego dziewczynie za pomocą wiatrówki. Pokazał nawet palcem okno, z którego prawdopodobnie padł strzał.
Kiedy policjanci weszli do podejrzanego mieszkania, spotkali dwóch dżentelmenów w wieku 29. i 50. lat, którzy urządzili sobie strzelnicę w pokoju, popijając przy tym alkohol. Tak nieszczęśliwie strzelali do czego się dało, że aż trafili kobietę.
Obu panom gratulujemy celności w przewidywaniu efektów swojego postępowania.
Beta BMN
Wyobraź sobie, Szanowny Czytelniku, taką scenkę: bar w niedużej miejscowości na wschodzie kraju, a przed nim samochód. Jakiej może być marki?
Spokojnie, to pytanie retoryczne. Już wracamy do historii. Miejscowość nazywa się Mońki, a samochód stojący przed barem to bmw. Koło samochodu stał pijany mężczyzna. Widząc taki obrazek, miejscowi policjanci postanowili się dowiedzieć czy przypadkiem nie będzie wsiadał za kierownicę. Odparł, że nie. Miał go odwieźć trzeźwy kolega. Policjantów jakoś to nie przekonało.
Dyskretnie ruszyli za bmw. Kilka kilometrów za Mońkami pijany wsiadł za kółko. Zdążył przejechać kilkadziesiąt metrów i został zatrzymany. Wylegitymował się 1,7 promila alkoholu we krwi.
Spokojnie, to pytanie retoryczne. Już wracamy do historii. Miejscowość nazywa się Mońki, a samochód stojący przed barem to bmw. Koło samochodu stał pijany mężczyzna. Widząc taki obrazek, miejscowi policjanci postanowili się dowiedzieć czy przypadkiem nie będzie wsiadał za kierownicę. Odparł, że nie. Miał go odwieźć trzeźwy kolega. Policjantów jakoś to nie przekonało.
Dyskretnie ruszyli za bmw. Kilka kilometrów za Mońkami pijany wsiadł za kółko. Zdążył przejechać kilkadziesiąt metrów i został zatrzymany. Wylegitymował się 1,7 promila alkoholu we krwi.
W ślady Puchalskiego
Zima powoli ustępuje, przyroda zaczyna budzić się do życia. Takie okoliczności przyciągają miłośników przyrody. 3 marca jeden z takich miłośników wybrał się na rozlewiska Odry w okolicach Krosna Odrzańskiego.
Zanim jednak wybrał się na obserwację zwierząt, z jednego z domów pobrał bez wiedzy właścicieli aparat fotograficzny, którym być może chciał uwiecznić kląskające żurawie albo świergoczące w wiosennym słońcu bataliony.
Niestety, jak się okazało, człowiek ów był zupełnie nieprzygotowany na trudy wielogodzinnego przebywania w szuwarach. Spędził godzinę w zimnej wodzie, wychłodził się i o mało nie umarł. Jednak został znaleziony w ostatniej chwili przez policjantów. Niedorobionemu ornitologowi został też przedstawiony mu zarzut kradzieży z włamaniem.
Na spokojnie będzie mógł się wygrzewać nawet przez 10 lat w odpowiednim miejscu odosobnienia.
Zanim jednak wybrał się na obserwację zwierząt, z jednego z domów pobrał bez wiedzy właścicieli aparat fotograficzny, którym być może chciał uwiecznić kląskające żurawie albo świergoczące w wiosennym słońcu bataliony.
Niestety, jak się okazało, człowiek ów był zupełnie nieprzygotowany na trudy wielogodzinnego przebywania w szuwarach. Spędził godzinę w zimnej wodzie, wychłodził się i o mało nie umarł. Jednak został znaleziony w ostatniej chwili przez policjantów. Niedorobionemu ornitologowi został też przedstawiony mu zarzut kradzieży z włamaniem.
Na spokojnie będzie mógł się wygrzewać nawet przez 10 lat w odpowiednim miejscu odosobnienia.
czwartek, 25 lutego 2010
Samuraj story
Wiele mówi się o tym, że ludzie pod wpływem filmów i gier komputerowych tracą rozenanie co jest rzeczywistoscią, a co fikcją. Jak się okazuje, to niestety prawda.
21 lutego do jednej ze stołecznych piekarni, przy ulicy nomen omen Wesołej, z samego rana wtargnął klient. Nie był to zwykły obywatel, który przyszedł po chleb i bułki. Zamiast 4,58 zł wyciągnął zza pazuchy katanę, czyli miecz samurajski i zażądał: "Na niczym mi nie zależy, dawaj pieniądze i dzwoń po taksówkę!" Pobrał z piekarnianej kasy 90 złotych i oddalił się.
Pracownicy piekarni zawiadomili policję, która natychmiast przystąpiła do działań. Uciekinier przez kilka godzin ukrywał się w lasach i posród osiedlowej zieleni, przemieszczając się dynamicznie. Mimo swych wysiłków został zatrzymany przez stróżów prawa.
42-letni samuraj wpadł blisko swego miejsca zamieszkania. Policja skonfiskowała miecz oraz trzy dychy. Resztę pieniędzy zdążył przehulać.
21 lutego do jednej ze stołecznych piekarni, przy ulicy nomen omen Wesołej, z samego rana wtargnął klient. Nie był to zwykły obywatel, który przyszedł po chleb i bułki. Zamiast 4,58 zł wyciągnął zza pazuchy katanę, czyli miecz samurajski i zażądał: "Na niczym mi nie zależy, dawaj pieniądze i dzwoń po taksówkę!" Pobrał z piekarnianej kasy 90 złotych i oddalił się.
Pracownicy piekarni zawiadomili policję, która natychmiast przystąpiła do działań. Uciekinier przez kilka godzin ukrywał się w lasach i posród osiedlowej zieleni, przemieszczając się dynamicznie. Mimo swych wysiłków został zatrzymany przez stróżów prawa.
42-letni samuraj wpadł blisko swego miejsca zamieszkania. Policja skonfiskowała miecz oraz trzy dychy. Resztę pieniędzy zdążył przehulać.
środa, 24 lutego 2010
Dojść do czegoś
Jak to się kiedys mówiło, na wiesć o czyms niesamowitym: Tego jeszcze nie grali! Ale zawsze znajdzie się kto, kto zagra. Na przykład pewien 50-latek, który wmawiał kobietom, że jest onkologiem, posiadającym własną klinikę w Szwajcarii.
Jedną z nich namówił na specjalistyczną terapię. Najpierw zdiagnozował u kobiety ciężki przypadek choroby jajników, który mozna wyleczyć za pomocą drogiej i skomplikowanej operacji. Na szczęscie znał podobno alternatywną metodę leczenia, czyli specjalny stosunek płciowy. Metodę tę zastosował, a nawet pobrał za nią honorarium w wysokosci 1300 złotych.
Jak wykazało policyjne dochodzenie, mężczyzna dochodził w ten i inny sposób kilkakrotnie z innymi kobietami. Teraz jest poszukiwany przez policję, która chce aby na sali sądowej szczegółowo opisał nowatorską metodę leczenia.
Jedną z nich namówił na specjalistyczną terapię. Najpierw zdiagnozował u kobiety ciężki przypadek choroby jajników, który mozna wyleczyć za pomocą drogiej i skomplikowanej operacji. Na szczęscie znał podobno alternatywną metodę leczenia, czyli specjalny stosunek płciowy. Metodę tę zastosował, a nawet pobrał za nią honorarium w wysokosci 1300 złotych.
Jak wykazało policyjne dochodzenie, mężczyzna dochodził w ten i inny sposób kilkakrotnie z innymi kobietami. Teraz jest poszukiwany przez policję, która chce aby na sali sądowej szczegółowo opisał nowatorską metodę leczenia.
wtorek, 23 lutego 2010
Alkonarko
Kiedy tak czytamy krajowe doniesienia prasowe, nachodzi nas refleksja, że nie trzeba jechać w dalekie i egzotyczne kraje, aby zachwycać się nieznaną kulturą i tajemniczymi zwyczajami.
Wystarczy pojechać do Siemiatycz. Tam, 22 lutego około godziny 17:00 miał miejsce wypadek. Fiat zderzył się z oplem astrą. Ten niemiecki samochód, kierowany przez 19-latka, mieszkańca gminy Boćki, otarł się o nadjeżdżajacego z przeciwka punciaka.
Policjanci przebadali młodego kierowcę alkomatem, który pokazał dosć niski, jak na polskie warunki, wynik. Zaledwie 0,3 promila. Ale policjantom nadal cos nie pasowało. W ruch poszedł narkotester. Okazało się, że 19-letni przedstawiciel przyszłej elity intelektualnej kraju jest pod wpływem narkotyków.
Informację podajemy za www.podlaska.policja.gov.pl
Wystarczy pojechać do Siemiatycz. Tam, 22 lutego około godziny 17:00 miał miejsce wypadek. Fiat zderzył się z oplem astrą. Ten niemiecki samochód, kierowany przez 19-latka, mieszkańca gminy Boćki, otarł się o nadjeżdżajacego z przeciwka punciaka.
Policjanci przebadali młodego kierowcę alkomatem, który pokazał dosć niski, jak na polskie warunki, wynik. Zaledwie 0,3 promila. Ale policjantom nadal cos nie pasowało. W ruch poszedł narkotester. Okazało się, że 19-letni przedstawiciel przyszłej elity intelektualnej kraju jest pod wpływem narkotyków.
Informację podajemy za www.podlaska.policja.gov.pl
Niemieckie i japońskie
Jak się okazuje, nasze spostrzeżenia pokrywają się z wynikami badań przeprowadzonych przez portal samochodowy mobile.eu. Ich wyniki opublikował 12 lutego ogólnopolski "Dziennik Gazeta Prawna". Informacja jest już nieco przejrzała, ale z rzadka zaglądamy do dużych gazet, gdyż mamy własne, ciekawsze źródła informacji o świecie.
Wyniki nie są zaskakujące. W grudniu 2009 roku polscy internauci poszukiwali następujących marek wśród samochodów używanych:
Volkswagen - 16%
Audi - 14%
BMW - 9%
Mercedes - 7%
Opel - 6%
A teraz według modeli:
VW Passat
Audi A4
BMW 3
Audi A6
BMW 5
Zaraz za nimi znalazły się astra i vectra.
Kiedy tylko wyczerpały się możliwości niemieckich samochodów, na liście natychmiast pojawiła się Toyota, a wśród modeli - Avensis.
Jeśli chodzi o rodzaj nadwozia, to wygrywają sedany i kombi, a pod względem ilości drzwi - auta czterodrzwiowe. Mamy jedną uwagę, takie spostrzeżenie: co ci wszyscy ludzie chcą wozić i dokąd, że koniecznie muszą mieć wielodrzwiowe sedany i kombi? Czyżbyśmy byli narodem nomadów? A może musimy mieć pojemne samochody, żeby wozić setki kilogramów zakupów z marketów?
Taki ranking wiele wyjaśnia. Każdy sprowadzony niemiecki wóz należy oblać. Jak możemy z łatwością przypuszczać, oblewanie zakupionych pojazdów może trwać latami.
Szczegóły tutaj
Wyniki nie są zaskakujące. W grudniu 2009 roku polscy internauci poszukiwali następujących marek wśród samochodów używanych:
Volkswagen - 16%
Audi - 14%
BMW - 9%
Mercedes - 7%
Opel - 6%
A teraz według modeli:
VW Passat
Audi A4
BMW 3
Audi A6
BMW 5
Zaraz za nimi znalazły się astra i vectra.
Kiedy tylko wyczerpały się możliwości niemieckich samochodów, na liście natychmiast pojawiła się Toyota, a wśród modeli - Avensis.
Jeśli chodzi o rodzaj nadwozia, to wygrywają sedany i kombi, a pod względem ilości drzwi - auta czterodrzwiowe. Mamy jedną uwagę, takie spostrzeżenie: co ci wszyscy ludzie chcą wozić i dokąd, że koniecznie muszą mieć wielodrzwiowe sedany i kombi? Czyżbyśmy byli narodem nomadów? A może musimy mieć pojemne samochody, żeby wozić setki kilogramów zakupów z marketów?
Taki ranking wiele wyjaśnia. Każdy sprowadzony niemiecki wóz należy oblać. Jak możemy z łatwością przypuszczać, oblewanie zakupionych pojazdów może trwać latami.
Szczegóły tutaj
poniedziałek, 22 lutego 2010
Wysiadaj pan!
Sceny rodem z rasowego kryminału rozegrały się 18 lutego w Bydgoszczy. O trzeciej w nocy policjanci postanowili zatrzymać podejrzanego osobnika, siedzącego w oplu corsie. Nie wiemy dokładnie, na czym polegała "podejrzanosć". Osobnik zamiast grzecznie współpracować ze stróżami porządku, wyciągnął zza pazuchy giwerę i zaczął celować w policjantów. Ci jednak nie pozostali dłużni i oddali strzały w nogi mężczyzny.
Rannego wyciągniętego z corsy i odstawiono do szpitala. W międzyczasie okazało się, że podejrzany 34-latek posługiwał się pistoletem gazowym i był samochodowym włamywaczem. Sama wiadomosć byłaby przeciętna, gdyby nie fakt, ze na robotę przyjechał kradzionym wozem alfa romeo na tablicach rejestracyjnych pochodzących ze skradzionego vw golfa.
Na dodatek włamywacz obejrzał wczesniej już pięć innych samochodów w okolicy i był poszukiwany listami gończymi.
Rannego wyciągniętego z corsy i odstawiono do szpitala. W międzyczasie okazało się, że podejrzany 34-latek posługiwał się pistoletem gazowym i był samochodowym włamywaczem. Sama wiadomosć byłaby przeciętna, gdyby nie fakt, ze na robotę przyjechał kradzionym wozem alfa romeo na tablicach rejestracyjnych pochodzących ze skradzionego vw golfa.
Na dodatek włamywacz obejrzał wczesniej już pięć innych samochodów w okolicy i był poszukiwany listami gończymi.
niedziela, 21 lutego 2010
Komunikacja zastępcza

(Informacja własna)
W weekend 20-21 lutego stołeczne metro wzięło się za modernizację systemu sterowania ruchem. Czyn to jak najbardziej chwalebny, bo pasażerom będzie się jeździło jeszcze lepiej, szybciej i wygodniej.
Nie ma jednak nic za darmo. W związku z modernizacją, na odcinku pomiędzy stacjami Stokłosy-Politechnika i nazad, metro nie jeździło. Na szczęście uruchomiono komunikację zastępczą, która przewoziła pasażerów podziemnej kolejki.
Miało być mało problemowo, a wyszło jak zawsze. Najprawdopodobniej w związku z planowaną modernizacją systemu, Metro Warszawskie utraciło również komputery, drukarki i tonery oraz dostęp do programów komputerowych takich jak: Paint i Word, o starej dobrej Bannermanii nie wspominając.
Na stacji Stokłosy na przykład nie udało się wydrukować kilkunastu kartek z odpowiednią strzałką i napisem "Komunikacja zastępcza". Na szczęście pracownicy Metra Warszawskiego posiadali sprawne długopisy i flamastry oraz szczątkowe umiejętności wyniesione z lekcji plastyki, które uratowały sytuację. Nie musimy dodawać, że czytelność informacji zawartych na fotografii była mniej niż symboliczna.
Należy też dodać, że komunikacja zastępcza również funkcjonowała na poziomie symbolicznym. Wbrew optymistycznemu rozkładowi jazdy, autobusy wcale nie kursowały co cztery minuty, a poza tym były zapchane nawet w godzinach wieczornych. Na tę obłożoną linię skierowano autobusy niskopodłogowe, które jak wiadomo nadają się na pochodnie i fajerwerki, ale broń Boże, w żadnym wypadku nie można nimi wozić ludzi.
A tak w ogóle, to ludzie są sami sobie winni. Zamiast w sobotę siedzieć w domach, muszą ciągle gdzieś jeździć. Skandal!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
