Zbliża się czas majówkowo-wakacyjnej włóczęgi. Warto zatem przypomnieć sobie o Warmii i Mazurach. W Suszu znajduje się sklep. Zapewne ma on typowy asortyment typu "spoż.-przem." Wiemy, że na pewno można tam zakupić chodniki dywanowe oraz popielniczki, chociaż nigdy tam nie byliśmy.
Zdobyliśmy te cenne informacje dzięki postępowaniu 24-letniego Mariana W., który z owego sklepu bez wiedzy i zgody sprzedawcy pobrał wspomniane chodniki w ilości sztuk trzech oraz popielniczkę.
Szybko dokonał zamiany tych towarów na bilety Narodowego Banku Polskiego w ilości 300 złotych. Został jednak zatrzymany przez policję. Swój czyn umotywował tym, że potrzebował pieniędzy na alkohol i życie.
Pięć najbliższych okresów wakacyjnych może mu zafundować państwo. Wszak z Susza do Iławy, gdzie znajduje się najbliższy państwowy ośrodek wypoczynkowy, jest rzut beretem.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Przeciąganie liny
Wpisy na naszym blogu często obalają stereotypy istniejące w głowach naszych obywateli. Tym razem pragniemy poinformować o tym, do czego służy miejscowość o nazwie Szklarska Poręba.
Wbrew utartym opiniom i schematom nie służy ona do tego, aby w sezonie zimowym przebywać w niej i jeździć na nartach. Miejscowość ta stanowi źródło, z którego można pozyskać 100 metrów stalowej liny.
Udowodnili to 28 kwietnia dwaj mieszkańcy tej miejscowości. Właścicieli jednego z wyciągów narciarskich w dyskretny sposób starali się pozbawić wyżej wymienionego przedmiotu. Niestety, policji udało się odzyskać linę, która wróciła do właściciela.
Przy okazji obalamy jeszcze jeden stereotyp: złodzieje wcale nie chcieli sprzedać jej na złomie. Planowali zastosować ją do usprawnienia wycinki drzew.
Wbrew utartym opiniom i schematom nie służy ona do tego, aby w sezonie zimowym przebywać w niej i jeździć na nartach. Miejscowość ta stanowi źródło, z którego można pozyskać 100 metrów stalowej liny.
Udowodnili to 28 kwietnia dwaj mieszkańcy tej miejscowości. Właścicieli jednego z wyciągów narciarskich w dyskretny sposób starali się pozbawić wyżej wymienionego przedmiotu. Niestety, policji udało się odzyskać linę, która wróciła do właściciela.
Przy okazji obalamy jeszcze jeden stereotyp: złodzieje wcale nie chcieli sprzedać jej na złomie. Planowali zastosować ją do usprawnienia wycinki drzew.
A może furia?
Jak się okazuje, Polacy uwielbiają wytwory amerykańskiej motoryzacji. Ich wzrok zawsze pożądliwie ślizga się po starannie zaprojektowanych liniach nadwozi zza oceanu. Z radością i podziwem wsiadają za kierownice ogromnych krążowników szos. Być może uczucie, jakim darzą te samochody, zazwyczaj większych niż normalne rozmiarów, wynika z podświadomych snów o mocarstwowej Polsce od morza do morza. Ale są tacy, którzy kochają amerykańskie wozy jeszcze bardziej niż inni.
Zaliczyć można do nich 64-letniego mieszkańca Stalowej Woli, który tak bardzo ukochał swojego Plymoutha, że bał się nim jeździć na trzeźwo. Dlatego 27 kwietnia przyjechał na jedną ze stalowowolskich stacji benzynowych, podjechał pod myjnię i zasnął za kierownicą. Kiedy skończył drzemkę, udał się do sklepu. Tam pracownicy stacji benzynowej nabrali pewnych podejrzeń, które skrystalizowały się po wezwaniu policji. Uczynni funkcjonariusze nie tylko sprawdzili, że kierowca Plymoutha ma we krwi 2,85 promila alkoholu, zaoferowali mu również przechowanie prawa jazdy i zarezerwowali miejsce na policyjnym parkingu dla wspaniałego auta.
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy inkryminowanym pojazdem nie był przypadkiem Plymouth Fury (czyli furia, wsciekłość)
Zaliczyć można do nich 64-letniego mieszkańca Stalowej Woli, który tak bardzo ukochał swojego Plymoutha, że bał się nim jeździć na trzeźwo. Dlatego 27 kwietnia przyjechał na jedną ze stalowowolskich stacji benzynowych, podjechał pod myjnię i zasnął za kierownicą. Kiedy skończył drzemkę, udał się do sklepu. Tam pracownicy stacji benzynowej nabrali pewnych podejrzeń, które skrystalizowały się po wezwaniu policji. Uczynni funkcjonariusze nie tylko sprawdzili, że kierowca Plymoutha ma we krwi 2,85 promila alkoholu, zaoferowali mu również przechowanie prawa jazdy i zarezerwowali miejsce na policyjnym parkingu dla wspaniałego auta.
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy inkryminowanym pojazdem nie był przypadkiem Plymouth Fury (czyli furia, wsciekłość)
Zły transit
Tak się jakoś składa, że samochody nie zawsze chcą słuchać swoich kierowców. Złośliwie i podstępnie wybierają czasami własną drogę, nie zawsze słuszną. Tak zrobił 28 kwietnia pewien ford transit w miejscowości Maryniów (około 10 km na zachód od Woli Korybutowej Pierwszej).
Podstępnie i złośliwie nie poddawał się manewrom 61-letniego kierowcy, który postanowił ukarać niesforny wóz. W tym celu wjechał w ogrodzenie, a potem poprawił jeszcze, uderzając w drzewo.
Należy przy tym zaznaczyć, że kierowca, który tak dotkliwie ukarał swój samochód tradycyjnie posiadał w krwiobiegu 2,3 promila alkoholu. W zamian za to nie posiadał ani dowodu rejestracyjnego, ani nawet ubezpieczenia OC niegrzecznego transita.
Podstępnie i złośliwie nie poddawał się manewrom 61-letniego kierowcy, który postanowił ukarać niesforny wóz. W tym celu wjechał w ogrodzenie, a potem poprawił jeszcze, uderzając w drzewo.
Należy przy tym zaznaczyć, że kierowca, który tak dotkliwie ukarał swój samochód tradycyjnie posiadał w krwiobiegu 2,3 promila alkoholu. W zamian za to nie posiadał ani dowodu rejestracyjnego, ani nawet ubezpieczenia OC niegrzecznego transita.
piątek, 16 kwietnia 2010
Zła kroplówka
Niektórzy nie lubią szpitali. Kojarzą im się z bolesnymi zabiegami, które mogą unieruchomić człowieka na długie dni w szpitalnym łóżku. Niektórzy lubią też spożywać alkohol w dużych ilosciach.
11 kwietnia do szpitala w Nisku, na odtruwanie trafił 45-letni mężczyzna. Podano mu kroplówkę, ale gdy dowiedział, ze nie zawiera ona żadnych promili, postanowił interweniować.
Poegało to na tym, że najpierw rzucał różnymi przedmiotami w innych pacjentów, a kiedy jego interpelacje nie odniosły skutku, pobił pielęgniarkę.
11 kwietnia do szpitala w Nisku, na odtruwanie trafił 45-letni mężczyzna. Podano mu kroplówkę, ale gdy dowiedział, ze nie zawiera ona żadnych promili, postanowił interweniować.
Poegało to na tym, że najpierw rzucał różnymi przedmiotami w innych pacjentów, a kiedy jego interpelacje nie odniosły skutku, pobił pielęgniarkę.
To był napad
Jak wiadomo, okolice Grójca słyną z wielkich hodowli sadowniczych. Tam w trudzie i znoju sadownicy uprawiają cortladny i kosztele. Owoce swojej pracy oddają do skupu, aby mieć pieniądze.
Ale tylko teoretycznie. Czasami składa się tak, że nie mogą odzyskać należnych im kwot. Takie zdarzenie miało miejsce 10 kwietnia w Zalesiu. Czterech mieszkańców okolicznych miejscowości przybyło z niespodziewaną i mało oficjalną wizytą do jednego z lokalnych skupów owoców. Sterroryzowali właściciela firmy za pomocą broni i zażądali wydania należnych im pieniędzy.
Pracownicy skupu wezwali policję, która zajęła się napastnikami.
Ale tylko teoretycznie. Czasami składa się tak, że nie mogą odzyskać należnych im kwot. Takie zdarzenie miało miejsce 10 kwietnia w Zalesiu. Czterech mieszkańców okolicznych miejscowości przybyło z niespodziewaną i mało oficjalną wizytą do jednego z lokalnych skupów owoców. Sterroryzowali właściciela firmy za pomocą broni i zażądali wydania należnych im pieniędzy.
Pracownicy skupu wezwali policję, która zajęła się napastnikami.
Czy to jest napad?
Przebiegły plan, emocjonujący skok i radość z udanego przedsięwzięcia. Takimi obrazami karmią nas filmy sensacyjne. Co gorsza, przestępcy są pokazywani w takim świetle, że widz może nawet poczuć do niego sympatię.
Sądzimy, że to uczucie będą żywili Czytelnicy do 49-letniego mieszkańca Trzebini, który wybrał się na gościnne występy do Warki. Bladym świtem, 15 kwietnia, około godziny siódmej rano wszedł to tamtejszego Banku Spółdzielczego i obnażył ostrze noża, które skierował przeciw pracownikom banku.
Poinformował wszystkich zebranych, że to jest napad i należy zadzwonić na policję. Pracownicy placówki uruchomili alarm, który ściągnął na miejsce ochroniarzy. Ci nie wahali się wyciągnąć broni. Na takie dictum przestępca położył się na ziemi.
Taką właśnie scenę zastali policjanci, którzy niebawem znaleźli się na miejscu. Warto dodać, że 49-latek już wcześniej organizował podobne przedsięwzięcia. Było to na przełomie lat 80. i 90.
Sama prawda.
Sądzimy, że to uczucie będą żywili Czytelnicy do 49-letniego mieszkańca Trzebini, który wybrał się na gościnne występy do Warki. Bladym świtem, 15 kwietnia, około godziny siódmej rano wszedł to tamtejszego Banku Spółdzielczego i obnażył ostrze noża, które skierował przeciw pracownikom banku.
Poinformował wszystkich zebranych, że to jest napad i należy zadzwonić na policję. Pracownicy placówki uruchomili alarm, który ściągnął na miejsce ochroniarzy. Ci nie wahali się wyciągnąć broni. Na takie dictum przestępca położył się na ziemi.
Taką właśnie scenę zastali policjanci, którzy niebawem znaleźli się na miejscu. Warto dodać, że 49-latek już wcześniej organizował podobne przedsięwzięcia. Było to na przełomie lat 80. i 90.
Sama prawda.
czwartek, 15 kwietnia 2010
Poloneza zacząć czas
Nie będziemy wdawali sie w czcze dywagacje na temat tego, czy posiadanie Poloneza przynosi ujmę na honorze. Taki wniosek można jednak wysnuć ze zdarzenia, które miało miejsce 13 kwietnia w Zalasowej (10 km na wschód od Łękawki).
Po tamtejszej drodze poruszał się Polonez, kierowany przez 43-letniego mieszkańca tej miejscowosci. Najwyraźniej było mu bardzo smutno, że ma tak niereprezentacyjny samochód, albowiem miał we krwi 2 promile alkoholu.
Należy zaznaczyć, że wczesniej również towarzyszyło mu uczucie smutku, bo miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Po tamtejszej drodze poruszał się Polonez, kierowany przez 43-letniego mieszkańca tej miejscowosci. Najwyraźniej było mu bardzo smutno, że ma tak niereprezentacyjny samochód, albowiem miał we krwi 2 promile alkoholu.
Należy zaznaczyć, że wczesniej również towarzyszyło mu uczucie smutku, bo miał orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Pukający maluch
Nie ma jak dobra rozrywka. Do takiego, dość oczywistego, wniosku doszedł 17-latek z miejscowości Piece w okolicach Starogardu Gdańskiego. Rzecz wydarzyła się 11 kwietnia około godziny drugiej w nocy.
Młody człowiek wsiadł za kierownicę malucha i ruszył w drogę. Niestety, już na samym początku wycieczki udało mu się sprawnie uderzyć w zaparkowanego vw passata. Ponieważ 17-latek nie wykazał chęci spisania oświadczenia, a co więcej, próbował niepostrzeżenie oddalić się z miejsca kolizji, został zatrzymany przez kierowcę niemieckiego samochodu.
Przybyła na miejsce zdarzenia policja bez trudu ustaliła, że 17-letni kierowca miał we krwi 1,5 promila alkoholu, nie miał za to prawa jazdy.
Młody człowiek wsiadł za kierownicę malucha i ruszył w drogę. Niestety, już na samym początku wycieczki udało mu się sprawnie uderzyć w zaparkowanego vw passata. Ponieważ 17-latek nie wykazał chęci spisania oświadczenia, a co więcej, próbował niepostrzeżenie oddalić się z miejsca kolizji, został zatrzymany przez kierowcę niemieckiego samochodu.
Przybyła na miejsce zdarzenia policja bez trudu ustaliła, że 17-letni kierowca miał we krwi 1,5 promila alkoholu, nie miał za to prawa jazdy.
Steven Bruce Lee Seagal
Nie ma jak wiosenny spacer po parku. Spacerowicze w jednym z wrocławskich parków mogli 13 kwietnia spotkać niespodziewaną atrakcję, oprócz kwilących ptasząt i kwitnących przylaszczek.
Dodatkowa atrakcja składała się z trzech dżentelmenów, którzy czerpiąc z doskonałych wzorców, prezentowanych w filmach akcji klasy "Ć", wykonywali ćwiczenia gimnastyczno-sportowe, polegające na rzucaniu nożem i siekierą w okoliczne drzewa i ławki.
Steven Lee, Bruce Seagal i jeszcze jeden bohater zostali zatrzymani przez policję. Nie będziemy ukrywać, że mistrzowie siekiery i noża osiągnęli wcześniej stan, który miał prawdopodobnie ułatwić im celowanie. Stan ten bywa nazywany również upojeniem alkoholowym.
Dodatkowa atrakcja składała się z trzech dżentelmenów, którzy czerpiąc z doskonałych wzorców, prezentowanych w filmach akcji klasy "Ć", wykonywali ćwiczenia gimnastyczno-sportowe, polegające na rzucaniu nożem i siekierą w okoliczne drzewa i ławki.
Steven Lee, Bruce Seagal i jeszcze jeden bohater zostali zatrzymani przez policję. Nie będziemy ukrywać, że mistrzowie siekiery i noża osiągnęli wcześniej stan, który miał prawdopodobnie ułatwić im celowanie. Stan ten bywa nazywany również upojeniem alkoholowym.
5 za okna
Czasami o różnych rzeczach mówi się "okno na świat". Szanownym Czytelnikom nie trzeba chyba tłumaczyć znaczenia tego związku frazeologicznego. Nowe znaczenie nadali mu 11 kwietnia wieczorem dwaj mieszkańcy Żar: Robert L. i Zenon B.
Z jednej z tamtejszych klatek schodowych pobrali wystawione okna. Wnikliwemu Czytelnikowi natychmiast ciśnie się na usta pytanie: po co? Odpowiedź jest trywialna: po to, żeby okna zamontować w mieszkaniu jednego ze sprawców.
Odkrywając kulisy tej sprawy, musimy dodać, że obaj panowie wykazywali się stanem nietrzeźwości. Policyjny komunikat miłosiernie przemilczał promilaż.
Za pobranie okien mogą spędzić nawet 5 lat państwowego urlopu.
Tak było.
Z jednej z tamtejszych klatek schodowych pobrali wystawione okna. Wnikliwemu Czytelnikowi natychmiast ciśnie się na usta pytanie: po co? Odpowiedź jest trywialna: po to, żeby okna zamontować w mieszkaniu jednego ze sprawców.
Odkrywając kulisy tej sprawy, musimy dodać, że obaj panowie wykazywali się stanem nietrzeźwości. Policyjny komunikat miłosiernie przemilczał promilaż.
Za pobranie okien mogą spędzić nawet 5 lat państwowego urlopu.
Tak było.
Wódeczka i zagrycha
Policjant musi mieć specyficzny charakter. Powinien być przygotowany na różne zdarzenia, gdy pełni obowiązki służbowe. Powiedzcie sami, Drodzy Czytelnicy, jak ma zareagować stróż prawa, kiedy ma do czynienia wydarzeniami, które rozegrały się 14 kwietnia w Wielichowie przy ulicy Łąkowej?
Miało tam miejsce włamanie, którego dokonał 27-letni mężczyzna. Z domu ukradł, jak skrupulatnie zapisali policjanci: dwa kilogramy kiełbasy, udka kurczaka, 1 litr mleka i "małpkę", czyli buteleczkę z 200 gramami wódki żołądkowej gorzkiej. Co ciekawe, złodziej nie wykazał żadnego zainteresowania znacznie cenniejszymi przedmiotami, które znajdowały się w okradanym domu.
Po zatrzymaniu sprawcy, udało się odzyskać tylko niektóre ze skradzionych przedmiotów. Inne trafiły do przewodu pokarmowego sprawcy.
Jak wykazało energiczne śledztwo, 27-latek w styczniu tego roku stał się właścicielem akumulatorowej wkrętarki. W jej posiadanie wszedł w opisany wyżej sposób.
Państwowy ośrodek wypoczynkowy oczekuje na niego z otwartymi rękami, a raczej wrotami. Zamkną się z hukiem nawet na 10 lat, kiedy tylko przekroczy jego gościnne progi.
Nie możesz uwierzyć?
Miało tam miejsce włamanie, którego dokonał 27-letni mężczyzna. Z domu ukradł, jak skrupulatnie zapisali policjanci: dwa kilogramy kiełbasy, udka kurczaka, 1 litr mleka i "małpkę", czyli buteleczkę z 200 gramami wódki żołądkowej gorzkiej. Co ciekawe, złodziej nie wykazał żadnego zainteresowania znacznie cenniejszymi przedmiotami, które znajdowały się w okradanym domu.
Po zatrzymaniu sprawcy, udało się odzyskać tylko niektóre ze skradzionych przedmiotów. Inne trafiły do przewodu pokarmowego sprawcy.
Jak wykazało energiczne śledztwo, 27-latek w styczniu tego roku stał się właścicielem akumulatorowej wkrętarki. W jej posiadanie wszedł w opisany wyżej sposób.
Państwowy ośrodek wypoczynkowy oczekuje na niego z otwartymi rękami, a raczej wrotami. Zamkną się z hukiem nawet na 10 lat, kiedy tylko przekroczy jego gościnne progi.
Nie możesz uwierzyć?
Prowadził go traktor
Różne osoby różnie przeżywają wiekopomne wydarzenia, o których będą się uczyć dzieci z książek do historii. Jako przykład możemy podać pewnego 40-letniego rolnika z okolic Opola Lubelskiego. 12 kwietnia prowadził on traktor (niestety, nie podano marki), uprzednio wprowadzając do swego organizmu pewne płyny eksploatacyjne o popularnym wzorze chemicznym C2H5OH, które osiągnęły stężenie wynoszące 3,2 promila.
środa, 7 kwietnia 2010
W imię dziecka
Kiedy ludzie dowiadują się, że będą mieli dziecko - przynajmniej niektórzy - zaczynają odczuwać dziwny rodzaj gorączki. Wszelkimi sposobami starają się zapewnić wygodne i dostatnie życie przyszłemu członkowi społeczeństwa. Czy można kogokolwiek za to winić?
Pozostawiając to pytanie bez odpowiedzi, przytaczamy historię pewnego 30-latka z Ząbkowic Sląskich (dawniej: Frankenstein), który postanowił zapewnić swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku wózek. W tym celu dostał się na klatkę schodową jednego z ząbkowickich budynków i pobrał wyżej wspomniany przedmiot bez wiedzy i zgody właściciela. Traf chciał, że budynek wyposażony był w monitoring. Dzięki temu policjantom szybko udało się ustalić nowego właściciela wózka dziecięcego.
Za wejście w posiadanie wózka o wartości około 1000 złotych w opisany sposób, obywatela może czekać nawet pięcioletni urlop. Kiedy znowu zobaczy swoje dziecko, wózek nie będzie już potrzebny.
Pozostawiając to pytanie bez odpowiedzi, przytaczamy historię pewnego 30-latka z Ząbkowic Sląskich (dawniej: Frankenstein), który postanowił zapewnić swojemu jeszcze nienarodzonemu dziecku wózek. W tym celu dostał się na klatkę schodową jednego z ząbkowickich budynków i pobrał wyżej wspomniany przedmiot bez wiedzy i zgody właściciela. Traf chciał, że budynek wyposażony był w monitoring. Dzięki temu policjantom szybko udało się ustalić nowego właściciela wózka dziecięcego.
Za wejście w posiadanie wózka o wartości około 1000 złotych w opisany sposób, obywatela może czekać nawet pięcioletni urlop. Kiedy znowu zobaczy swoje dziecko, wózek nie będzie już potrzebny.
Darmowy Armani
Na ulicach naszych miast od wielu, wielu lat stoją kontenery na używaną odzież, która jest wysyłana i sprzedawana do Ugandy, Zimbabwe i Togo. Jeśli, Drogi Czytelniku, masz niepotrzebne dżinsy typu piramidy albo łososiową dwurzędową marynarkę z lat 90. i nie chcesz już w niej chodzić, możesz tę odzież zutylizować w takim kontenerze i pośrednio umożliwić niezamożnemu czarnoskóremu obywatelowi państwa afrykańskiego poczuć się jak Tadeusz Drozda w czasach, kiedy prowadził znakomity i przezabawny program telewizyjny "Śmiechu warte".
Niektórzy jednak uważają, że wrzucana tam odzież to same designerskie rarytasy. Tak jak pewien mieszkaniec Strzelec Opolskich. Wiedziony tą myślą, wlazł 5 kwietnia do jednego z takich kontenerów, aby nieodpłatnie pobrać szereg egzemplarzy atrakcyjnej w jego mniemaniu odzieży. Mógłby wtedy brylować na salonach odziany w luksusowe ciuchy.
Plan ten powiódł jedynie połowicznie. W tym przypadku zawiodło powiedzenie, że "jak wejdzie, to i wyjdzie". 18-latek utknął w metalowym pudle i nie mógł wychynąć na światło dzienne. Zaklinowanego młodzieńca zauważył patrol policyjny, który musiał wezwać strażaków, którzy uwolnili amatora eleganckiej odzieży z kontenera.
Jest nawet zdjęcie.
Niektórzy jednak uważają, że wrzucana tam odzież to same designerskie rarytasy. Tak jak pewien mieszkaniec Strzelec Opolskich. Wiedziony tą myślą, wlazł 5 kwietnia do jednego z takich kontenerów, aby nieodpłatnie pobrać szereg egzemplarzy atrakcyjnej w jego mniemaniu odzieży. Mógłby wtedy brylować na salonach odziany w luksusowe ciuchy.
Plan ten powiódł jedynie połowicznie. W tym przypadku zawiodło powiedzenie, że "jak wejdzie, to i wyjdzie". 18-latek utknął w metalowym pudle i nie mógł wychynąć na światło dzienne. Zaklinowanego młodzieńca zauważył patrol policyjny, który musiał wezwać strażaków, którzy uwolnili amatora eleganckiej odzieży z kontenera.
Jest nawet zdjęcie.
Przerwa na reklamę

Dawno nie zaglądalismy do Radomia. Trzeba przyznać, że to miasto nas nie zawodzi. Niedawno na cmentarzu na Firleju pojawiły się ulotki reklamowe wtykane pod znicze. Nie, Drodzy Czytelnicy, nie były to karteczki z roznegliżowanymi dziewczętami, które można zobaczyć za wycieraczkami samochodów na przykład w Warszawie. Na ulotkach znajdowała się reklama zakładu kamieniarskiego.
Wokół tego postępku rozpętała się burza. Wiele osób wskazuje niestosownosć takiego działania. My oczywiscie nie komentujemy. Wiemy jedno: Himilsbach by nigdy tego nie zrobił.
Kosze won!
Tym razem postanowiliśmy poruszyć tematykę społeczną. Olsztyn, stolica dużego województwa, powinien kojarzyć się z rozsądnym zarządzaniem. Jest w tym mieście ulica Wawrzyczka, a przy niej boisko do kosza.
Niestety, boisko jest niedobre. Przeszkadza okolicznym mieszkańcom. Wnieśli do sądu sprawę o usunięcie koszy. Argumentują to w ten sposób, że plan zagospodarowania osiedla nie przewidywał boiska, a poza tym boisko pozbawia komfortu mieszkańców, w tak w ogóle to ich nieruchomości tracą na wartości.
Zaperzeni mieszkańcy dodają, że w czasie świąt wielkanocnych dobiegały stamtąd hałasy i krzyki. Jaka może być pierwsza myśl P.T. Czytelników naszego bloga? Pewno małolaty piły tam browary i zajadały narkotyki. Niekoniecznie. Otóż od 2008 roku nie zanotowano żadnych wezwań stróżów porządku do tego miejsca.
Mimo tego, sprawa w sądzie zakończyła się tak, że należy usunąć kosze z boiska. W ten sposób małolaty nie będą musiały męczyć się grą w koszykówkę i w spokoju oddadzą się piciu piwa i zajadaniu narkotyków.
Niestety, boisko jest niedobre. Przeszkadza okolicznym mieszkańcom. Wnieśli do sądu sprawę o usunięcie koszy. Argumentują to w ten sposób, że plan zagospodarowania osiedla nie przewidywał boiska, a poza tym boisko pozbawia komfortu mieszkańców, w tak w ogóle to ich nieruchomości tracą na wartości.
Zaperzeni mieszkańcy dodają, że w czasie świąt wielkanocnych dobiegały stamtąd hałasy i krzyki. Jaka może być pierwsza myśl P.T. Czytelników naszego bloga? Pewno małolaty piły tam browary i zajadały narkotyki. Niekoniecznie. Otóż od 2008 roku nie zanotowano żadnych wezwań stróżów porządku do tego miejsca.
Mimo tego, sprawa w sądzie zakończyła się tak, że należy usunąć kosze z boiska. W ten sposób małolaty nie będą musiały męczyć się grą w koszykówkę i w spokoju oddadzą się piciu piwa i zajadaniu narkotyków.
wtorek, 6 kwietnia 2010
Uwaga! Zabytek!
Do czego może służyć zabytkowy młyn? Może do tego, żeby sobie stał wśród zieleni? Albo żeby zrobić w nim przytulna knajpę? Nie, otóż służy on do tego, aby z niego ukraść żeliwne elementy. Takie zdarzenie miało miejsce 1 kwietnia w Niekłaniu, w gminie Stąporków.
Nie podejmujemy się dociekać, co mogło się stać z nielegalnie pobranymi elementami.
Nie podejmujemy się dociekać, co mogło się stać z nielegalnie pobranymi elementami.
Zakręty są bez sensu
Jak pokazują niezliczone przykłady, niemieckie samochody działają na kierowców, niezależnie od tego, czy mają oni jakieś promile we krwi czy nie. Na przykład w Wysokim Mazowieckim pewien 29-latek tak umiejętnie pokonywał nocą zakręt za pomocą swojego audi w miejscowości Pobikry (10 km na północ od Twarogów Lackich), że nie potrafił wcelować samochodem w asfalt. W efekcie na jego drodze, zupełnie niespodziewanie pojawił się rów, a następnie drzewo, w które nie omieszkał uderzyć. Dzięki temu trzy osoby znalazły się pod troskliwą opieką lekarzy.
Jesli nie wierzycie, to kierowca był trzeźwy.
Jesli nie wierzycie, to kierowca był trzeźwy.
Złamany sprinter
Zielona Góra wydaje się oazą spokoju. Niestety, nic bardziej mylnego. Tam również dzieją się dziwne i zabawne w sumie rzeczy. 6 kwietnia po północy pewien młody człowiek został zaatakowany przez 20-latka, który uderzył go w twarz, wybijając mu kilka zębów.
Zanim jednak Szanowni Czytelnicy się zbulwersują, niech przeczytają wpis do końca. Po napaści, 20-latek rzucił się do ucieczki. Polegała ona na tym, że przewrócił się i złamał nogę w kilku miejscach.
Napastnikowi wypada złożyć gratulacje, a Czytelnikom pokazać, że to prawda.
Zanim jednak Szanowni Czytelnicy się zbulwersują, niech przeczytają wpis do końca. Po napaści, 20-latek rzucił się do ucieczki. Polegała ona na tym, że przewrócił się i złamał nogę w kilku miejscach.
Napastnikowi wypada złożyć gratulacje, a Czytelnikom pokazać, że to prawda.
Stop VW
Właściwie nie mamy się czemu dziwić, kiedy dowiadujemy się, że gdańska policja rozbiła gang zajmujący się kradzieżami volkswagenów. Przecież tę niemiecką markę najbardziej ukochali Polacy. Zatrzymano trzy osoby, u których znaleziono urządzenia do kradzieży samochodów.
W ten sposób nieznacznie zmalał rynek używanych niemieckich samochodów oraz - niestety - można przypuszczać, że wzrosną ceny tych pojazdów. Przynajmniej na Pomorzu.
Zdjęcia zatrzymanych z buzią w błocie.
W ten sposób nieznacznie zmalał rynek używanych niemieckich samochodów oraz - niestety - można przypuszczać, że wzrosną ceny tych pojazdów. Przynajmniej na Pomorzu.
Zdjęcia zatrzymanych z buzią w błocie.
czwartek, 1 kwietnia 2010
Ciemno na Jasnej
(Informacja własna)Jak widać na powyższej fotografii, sprawdza się powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają. Uwiecznione na fotografii wydarzenie miało miejsce 28 marca około godziny drugiej w nocy na skrzyżowaniu ulic Świętokrzyskiej i Jasnej w Warszawie.
Jak widać na ulicy Jasnej jest najciemniej i dlatego dochodzi tam do wypadków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)