Jak się okazuje, Polacy uwielbiają wytwory amerykańskiej motoryzacji. Ich wzrok zawsze pożądliwie ślizga się po starannie zaprojektowanych liniach nadwozi zza oceanu. Z radością i podziwem wsiadają za kierownice ogromnych krążowników szos. Być może uczucie, jakim darzą te samochody, zazwyczaj większych niż normalne rozmiarów, wynika z podświadomych snów o mocarstwowej Polsce od morza do morza. Ale są tacy, którzy kochają amerykańskie wozy jeszcze bardziej niż inni.
Zaliczyć można do nich 64-letniego mieszkańca Stalowej Woli, który tak bardzo ukochał swojego Plymoutha, że bał się nim jeździć na trzeźwo. Dlatego 27 kwietnia przyjechał na jedną ze stalowowolskich stacji benzynowych, podjechał pod myjnię i zasnął za kierownicą. Kiedy skończył drzemkę, udał się do sklepu. Tam pracownicy stacji benzynowej nabrali pewnych podejrzeń, które skrystalizowały się po wezwaniu policji. Uczynni funkcjonariusze nie tylko sprawdzili, że kierowca Plymoutha ma we krwi 2,85 promila alkoholu, zaoferowali mu również przechowanie prawa jazdy i zarezerwowali miejsce na policyjnym parkingu dla wspaniałego auta.
Niestety, nie udało nam się ustalić, czy inkryminowanym pojazdem nie był przypadkiem Plymouth Fury (czyli furia, wsciekłość)