wtorek, 15 listopada 2011

A w Radomiu...


...powstała nowa, świecka, choć cmentarna tradycja. Na nolens volens zabytkowym od 1984 roku cmentarzu przy ulicy Limanowskiego w Radomiu właśnie znajduje się grób. I nic w tym dziwnego, wszak do tego celu służą nekropolie. Ów grób jest wykonany z czarnego granitu i ma kolumienki. To też się zdarza, jak również to, że leży w nim dziewczyna, która zginęła w wypadku w 1991 roku.

Na szczęście rodzina zmarłej wykonała dla siebie być może mały krok, ale ogromny wprost krok dla całej ludzkości. Najpierw przy grobie zainstalowała oświetlenie uruchamiane czujnikiem na podczerwień oraz alarm powiadamiający agencję ochrony. Kolejną częścią wspomnianego kroku stało się opakowanie nagrobka w szklane akwarium, które posiada również system odwadniający w postaci zestawu rynien.

Jak wspomnieliśmy, cmentarz ów znajduje się w rejestrze zabytków. No i co? No i nic! Delegatura Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków wydała zgodę na tę funeralną innowację.

Jak wiadomo jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów.

środa, 21 września 2011

Uderzył w słup z reklamami

Pozostańmy jeszcze w sferze czasopism elektronicznych. Tym, którzy już nie pamiętają, przypominamy że działa w internecie (na papierze zresztą też) taka gazeta jak "Echo Dnia". Poziom merytoryczny tego periodyku pozostawiamy do oceny Wam, Drodzy Czytelnicy.

Już wyjaśniamy, do czego się przypięliśmy tym razem. Właśnie do oszałamiającego poziomu merytorycznego owego czasopisma. Pod tym linkiem znajduje się tekst poświęcony wydarzeniu, które miało miejsce w Odrzywole 18 września.

Po wejściu na inkryminowaną stronę będziemy poszukiwać tekstu, który zniknął gdzieś pomiędzy banerami reklamowymi, Wykopami, Facebookami i innymi ważnymi rzeczami. Zupełnie jak przydrożne słupy i ogrodzenia w całej Polsce. Po długich poszukiwaniach odnajdujemy go. Liczy dokładnie 50 wyrazów, wliczając w to tytuł i partykuły.

Cieszymy się, że "Echo Dnia" dba o swoich czytelników, przekazując im bardzo istotne informacje z regionu w zwięzłej formie, na dodatek okraszone kolorowymi reklamami w ilościach przekraczających percepcję przeciętnego obywatela.

wtorek, 20 września 2011

Spadaj pod rynnę!



Po raz kolejny czepiamy się słówek. Tym razem na tapecie mamy internetowe wydanie darmowej gazety rozdawanej na ulicach - "Metro". Skądinąd ciekawy artykuł o miejscach, w których nie ma zasięgu telefonii komórkowej ukazał się co prawda w maju, a dokładnie w drugiej połowie maja 2011 roku, ale od tamtego czasu nikt nie zaprzątnął sobie głowy takim drobiazgiem jak korekta albo przynajmniej pobieżne przejrzenie tekstu. Ciekawe czy autor przeczytał go po napisaniu?

Już wyjaśniamy, czego się czepiamy. Jest tam fragment, w którym jest mowa o "spadaniu z deszczu pod rynnę". Przypuszczamy, ze coś takiego jak związki frazeologiczne przestaje stanowić zestaw zawsze takich samych wyrazów. W modzie jest dowolne ich modyfikowanie tak, aby pasowały zawsze i każdemu.

Dreszczyku emocji (ale tylko językoznawcom śledczym) dodaje fakt, że "Metro" jest wydawane przez tzw. spółkę medialną Agora SA, która wydaje też "Gazetę Wyborczą". To jest oczywiste. A w ramach "Biblioteki Gazety Wyborczej" ukazał się w 2007 roku słownik frazeologiczny, sygnowany przez Wydawnictwo Naukowe PWN. I tam, na stronie 42, pod hasłem "deszcz" możemy przeczytać: "dostać się, trafić, wpaść itp. z deszczu pod rynnę". Czyżby dziennikarze "Metra" nie mieli tego wydawnictwa na półce nad komputerem?

Chyba, że owo małe "itp." sprawia, iż mamy pełną dowolność interpretowania (czytaj: przekręcania) związków frazeologicznych.

niedziela, 11 września 2011

Tak to się robi!

Dobrze widzieć, jak ludzie się starają. Tak naprawdę nie ma się czemu dziwić. Każdy chciałby przejść do historii, tak jak Kopernik Mikołaj, Jojko Janusz albo Lato Danuta. O znalezieniu się w tym panteonie sław zamarzył też pewien 36-letni mężczyzna, który 6 września w Długołęce, gdzieś w okolicach Lidzbarka Warmińskiego, nie tylko ukradł rower. Okazało się, że jechał na nim, mając ponad 3 promile alkoholu.

Kradzież roweru wyszła na jaw przy okazji policyjnej kontroli. Jednoślad wrócił do właścicielki, a obywatel nie wrócił do domu. Przynajmniej nie od razu. W każdym razie zasłużył na wzmiankę na naszym skromnym blogu.

sobota, 10 września 2011

Każdy głupek ma swój słupek (i szafkę)

Piękny skądinąd region świętokrzyski również stara się dogonić Podlasie. Dbają o to na przykład 37- i 44-latek z Sędziszowa. Na początku września 2011 roku - a więc nie tak dawno - pobrali z pewnej posesji aluminiowy słup oświetleniowy oraz metalową szafkę. Rzecz jasna, dokonali tego bez wiedzy właściciela posesji.

Policjantom, którzy na pewno nie mieli nic innego do roboty, udało się wykryć sprawców i odzyskać skradzione przedmioty. Jednak słup został już pocięty. Dwaj opisani na początku panowie mogą liczyć w najgorszym razie nawet na pięć lat pobytu sami wiecie gdzie.

Poszło między innymi o ten słup

To jest sama prawda

piątek, 9 września 2011

Dwa plus dwa równa się wypadek

Nie możemy opuścić wspaniałej podlaskiej krainy. Naszą uwagę co chwila przyciągają arcyciekawe wydarzenia. 7 września niemal w samo południe, 29-latek jechał sobie na rowerze w miejscowości Augustowo (12 km na północ od Knorydów). Przed nim, również na rowerze, wlokła się 56-letnia kobieta. Młody rowerzysta postanowił ja wyprzedzić. Robił to tak uważnie i bezszelestnie, że nagle kobieta zajechała mu drogę i doszło do kolizji. Młody rowerzysta ze złamaną ręką trafił do szpitala.

Możecie zdziwić, Drodzy Czytelnicy, dlaczego piszemy o tak nieciekawej sprawie. Nie ma tu ani słowa o promilach. Pragniemy zaznaczyć, że opisana powyżej jazda na rowerze również wymaga pewnych umiejętności. Wszak nie codzień zdarza nam się jadąc na rowerze trafić innego rowerzystę.

czwartek, 8 września 2011

Bardzo smutna wiadomość

Naprawdę. Jeszcze nie jesteśmy pewni, ale raczej połączymy się w bólu z pewnym 73-latkiem z Wysokiego Mazowieckiego. Wspaniała ta miejscowość dziwnym trafem zazwyczaj pojawia się w środkach masowego przekazu przy okazji podobnych wydarzeń.

Nie dalej jak 6 września stróże prawa złożyli wizytę pewnemu starszemu panu z wyżej wymienionej miejscowości. Niestety, nie skończyło się na wymianie uprzejmości. Policjanci bezceremonialnie dokonali przeszukania. Jego efektem było znalezienie 20 litrów bimbru oraz tyle samo zacieru. Starszy pan wyjaśniał, że pędził tylko na własne potrzeby. Sądząc po ilości napitku, to przeciętny i to wiekowy mieszkaniec Wysokiego Mazowieckiego "umi wypić".

I to już wszystko, co możemy napisać o tej malowniczej miejscowości. Aha, u producenta bimbru znaleziono jeszcze stary rewolwer i kilkadziesiąt sztuk amunicji.

A to wszystko dzięki podlaskiej policji.

piątek, 18 marca 2011

Trzy koła i drzewo

Nie jest to może najciekawsza wiadomość, jaką możemy przekazać. To, że ktoś jadąc swoim pojazdem zjechał z drogi i uderzył w drzewo, raczej nie dziwi. O wiele ciekawszy był pojazd, który wylądował na drzewie 13 marca przy drodze Czarnowo Biki-Kulesze Kościelne. Był to interesujący z inżynierskiego punktu widzenia trójkołowiec typu "już nie motocykl, ale jeszcze nie wiadomo co".

Wyglądał tak

Więcej fotografii na stronie podlaskiej policji

czwartek, 17 marca 2011

Z promilami za pan brat

Szczerze mówiąc, nie bardzo wiemy jak Wam opisać, Drodzy Czytelnicy, tę niebywałą wprost historię. Powinniśmy zacząć od wprowadzenia o malowniczych zakątkach Suwalszczyzny, gdzie zmęczony stresem i codzienną, zazwyczaj nielubiana pracą mieszczuch może zgodnie ze swoimi wyobrażeniami w spokoju spędzić czas na łonie natury w jednej z zagubionych pośród lasów wioseczek.

Jakże jednak smutna jest świadomość, że tubylcy wcale nie doceniają walorów, które mają pod bokiem. Nie lubią ani ciszy, ani świergotu ptasząt. Nie znoszą nawet spokoju, który otacza Suwałki i okolice. Dlatego robią wszystko, aby pokazać całemu powiatowi, a nawet okolicznym województwom, że tam się żyje. I to w jakim stylu!

Jeden z dowodów na potwierdzenie tej tezy postanowił dać pewien dziarski 55-letni obywatel Suwałk. 16 marca w samo południe poruszał się ulicami tego miasta siedząc za kierownicą renaulta. Został zatrzymany przez policję do kontroli. Funkcjonariusze szybko wyczuli charakterystyczny zapach wydobywający się z otworu gębowego kierowcy. Po badaniu alkomat niezbicie wykazał ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Policjanci zatrzymali prawo jazdy, a samochód przekazali znajomemu zatrzymanego.

I to mógłby być koniec tej klasycznej historii, jakich są setki na drogach i dróżkach całego kraju. Ale nie. Wieczorem, koło godziny 18 policjanci otrzymali wezwanie do jednego z domów pomocy społecznej. Awanturowało się tam dwóch panów. Na miejscu okazało się, że jednym z nich był 90-letni staruszek, a drugim... tak, tak - znany już Wam 55-latek.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale okazało się, że przyjechał on swoim samochodem i jest nadal pod wpływem alkoholu. Próbował nawet nawet omamić funkcjonariuszy wręczając im 600 złotych łapówki. Niestety, nie udało się. Na komendzie przebadano 55-latka alkomatem. Wynik: 3,5 promila. Wtedy pijany podwyższył stawkę do 800 złotych. Niestety, jego misterny plan runął. Gotówkę zabezpieczono, samochód odholowano, a 55-latek trafił do aresztu.

Dzięki jego staraniom istnieje poważna możliwość, że z naszych podatków będziemy mogli mu zafundować nawet 10 lat wypoczynku w przytulnym pokoiku w jednym z państwowych ośrodków wypoczynkowych. Będziemy mogli mu zafundować my, Polacy.

sobota, 5 marca 2011

Zamiast Jackowa - Mońki

Są takie rejony Polski, w których każdy ma kogoś w Stanach. Na przykład na Podhalu albo w Mońkach. Ci, którzy nie wyjechali do wspaniałej kolebki demokracji, gdzie można błyskawicznie - mniej więcej w jeden dzień - pokonać drogę od pucybuta do milionera, są niebywale zawiedzeni. Swoją rozpacz topią w kieliszkach, jak damy lekkich obyczajów łzy w piosenkach Franka Kimono.

Nie inaczej było w przypadku 25-latka, który 3 marca zrobił sobie przerwę w jeździe oplem na trasie Mociesze-Szaciły. Zjechał do przydrożnego rowu i tam pozostał. Powiadomiona o nietypowym parkowaniu policja przybyła na miejsce i dokonała rutynowego badania na zawartość alkoholu w organizmie kierowcy.

Szofer opla bardzo się postarał, abyśmy odnotowali go na łamach naszego skromnego bloga. Z tego żalu, że to nie on pije piwo Łomża w apartamencie na Jackowie, postanowił choć trochę złagodzić toczący go weltschmertz.

O tym wszystkim lojalnie poinformowała nas podlaska policja

piątek, 4 marca 2011

Gra w piłeczki

O tym, że gra w piłeczki może przynosić profity wiedzą nawet Ci, którzy nie interesują się tym sportem. Drogie samochody, domy, piękne kobiety - to wszystko czeka na tych, którzy wiedzą jak postępować z piłeczkami.

Nowy wspaniały świat stanął przed oczami 29-letniego mieszkańca Ełku, który z domu handlowego zabrał automat z piłeczkami, przetransportował go do pobliskiej altanki śmietnikowej i jak na znawcę świata piłeczek przystało, śrubokrętem zaczął wydłubywać z maszyny drobniaki wrzucane przez dzieci.

Jak nietrudno się domyślić, patent z piłeczkami nie przyniósł Ełczaninowi spodziewanych profitów. Przyniósł za to patrol policji, który zainteresował się jego działaniami w śmietniku. Stróże prawa szybko ustalili miejsce pochodzenia automatu z piłeczkami.

Za swoje działania, amator cudzych monet może spędzić nawet do 10 lat w przytulnym pokoju, szczodrze finansowanym z państwowej, a więc naszej kiesy.

wtorek, 1 marca 2011

Nuże na nóż!

I znowu czepiamy się słów, liter, a co gorsza - błędów ortograficznych. Powiedzmy sobie szczerze - psim obowiązkiem dziennikarza albo korektora jest sprawdzanie tekstów, żeby nie wypuścić do ludzi takiego bąka jak Wyborcza Biznes. Na wszelki wypadek, aby uniknąć znikających stron, niżej publikujemy screenshota omawianego artykułu.


Tym, którzy nadal nie kojarzą o co chodzi, przypominamy, że wykrzyknik "a nuż" piszemy przez "u" zwykłe. W przeciwnym razie zdanie "A nóż kiedyś pojawi się inwestor" powoduje nerwowe rozważania czytelnika o tym, kto ma się w końcu pojawić: nóż czy inwestor. I którego z nich należy bardziej się obawiać?

czwartek, 24 lutego 2011

Zawalczył o tytuł

Na jakiś tytuł zasłużył niewątpliwie 19-latek, który w nocy z 11 na 12 lutego włamał się na złomowisko w Strzelcach Opolskich, skąd ukradł zezłomowanego, ale wciąż sprawnego opla vectrę. Aby zagmatwać całą sprawę, do skradzionego wozu przykręcił tablice rejestracyjne od innego pojazdu. Niestety, został szybko zatrzymany, a samochód wyceniony na 800 zł powrócił na złom, gdzie czeka go smutny los. Vectra nigdy osiągnie statusu samochodu zabytkowego. Za to 19-latek dostał dozór policyjny. Podobno nie był to jego pierwszy niecny występek.

Szanowny Czytelniku, sam wymyśl tytuł jaki można przyznać temu małolatowi.

środa, 23 lutego 2011

Vectra w rowie

Interesujące wiadomości doszły nas z Lipska. Nie chodzi o miejscowość leżącą w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej, lecz o tę, która leży 7 kilometrów na za zachód o Przedmieścia Bliższego. Drogą nr 79 poruszał się opel vectra, którego styl jazdy kierowcy zaciekawił funkcjonariuszy policji. Nie mogli się doczekać wyjaśnienia zagadki, postanowili więc zatrzymać ten pojazd.

Niestety prowadzący vectrę miał inną koncepcję i zaczął uciekać przed stróżami prawa. Przed pewien czas udawało mu się, ale jak często bywa w takich przypadkach, w końcu wylądował w rowie. Chyba strasznie się tym zdenerwował, bo kiedy pakowano go do radiowozu wykrzykiwał słowa powszechnie uważane za wulgarne. Przy okazji wydychał też powietrze wzbogacone o alkohol. Niestety, kroniki policyjne milczą o ilości alkoholu.

Obawiamy się, że nawet przez najbliższe dwa lata będzie miał co innego do roboty niż jeżdżenie oplem vectrą

Fakt autentyczny

wtorek, 22 lutego 2011

Miłe złego początki

Tak głosi wyświechtane porzekadło. Niektórzy lubią wypić sobie kieliszeczek albo siedemnaście. Niestety, niektórzy nie bardzo wiedzą jaki może być finał wieczoru rozpoczętego spożywaniem alkoholowych ambrozji. Wynika to stąd, że prawdopodobnie z powodu poziomu inteligencji równego workowi ziemniaków nie są w stanie przewidzieć, co się może stać z ich organizmem i umysłem, kiedy wypiją pół litra wódki albo dziewięć browarów (a zwłaszcza takich w plastikowej butelce, których cena oscyluje wokół 1,5 zł, a woltaż około 6-7%).

Kto wie, być może tak właśnie było w przypadku 56-letniego mieszkańca Łodzi, który w piątek 18 lutego wprowadził sobie do organizmu pewną ilość alkoholu, następnie zadał pięć ciosów nożem swojemu synowi. Pozostawił go w mieszkaniu i udał się na dalsze spożywanie alkoholu. Zaatakowany nożem syn wezwał policję.

Tatuś nie przewidział tylko jednego: jeśli zada się komukolwiek chociażby jeden cios nożem, może się on okazać śmiertelny. Tak było i w tym przypadku. Za zabójstwo własnego syna łodzianin może już do końca życia spokojnie mieszkać w jednym z wielu ośrodków wypoczynkowych. I to w dodatku na koszt państwa.

Tak było

poniedziałek, 21 lutego 2011

Klasyka gatunku - wpływ słupa

Każdy polonista wie według jakich zasad jest zbudowany sonet, a każdy mechanik samochodowy wie jak działa silnik. Tak samo my wiemy jak wygląda klasyczna informacja z blogu Mocarstwo.

Do rzeczy więc: z klasyką gatunku mieliśmy do czynienia w sobotę 19 lutego około godziny 14:00 w Zambrowie. Trzej młodzi ludzie podróżowali samochodem marki honda. Niestety na drodze stanął im słup od prądu elektrycznego. Z racji swojego umiejscowienia i podłączenia do sieci elektrycznej, ów słup przyciągnął japoński wóz tak skutecznie, że dalsza nim jazda stała się niemożliwa.

Na dodatek zanim mężczyźni w wieku 26-30 lat zdecydowali się na przejażdżkę samochodem słup również wywarł na nich swój wpływ. To, że jechali bez zapiętych pasów bezpieczeństwa to drobnostka. O wiele poważniejszym działaniem słupa było to, że wszyscy obecni w pojeździe byli pod wpływem alkoholu, a kierowca w wydychanym powietrzu miał powyżej dwóch promili. Oczywiście dzięki temu policjanci z Zambrowa będą mieli co robić.

Mogliśmy podać tę informację dzięki działaniu podlaskiej Policji

niedziela, 20 lutego 2011

Nowa marka samochodu

Nie jest to niemiecki samochód. Szczerze mówiąc, nie wiemy co to za samochód. Ale obiecujemy, że jak tylko się dowiemy, to Wam powiemy. Jak na razie można zobaczyć to na własne oczy na tej stronie