Są takie rejony Polski, w których każdy ma kogoś w Stanach. Na przykład na Podhalu albo w Mońkach. Ci, którzy nie wyjechali do wspaniałej kolebki demokracji, gdzie można błyskawicznie - mniej więcej w jeden dzień - pokonać drogę od pucybuta do milionera, są niebywale zawiedzeni. Swoją rozpacz topią w kieliszkach, jak damy lekkich obyczajów łzy w piosenkach Franka Kimono.
Nie inaczej było w przypadku 25-latka, który 3 marca zrobił sobie przerwę w jeździe oplem na trasie Mociesze-Szaciły. Zjechał do przydrożnego rowu i tam pozostał. Powiadomiona o nietypowym parkowaniu policja przybyła na miejsce i dokonała rutynowego badania na zawartość alkoholu w organizmie kierowcy.
Szofer opla bardzo się postarał, abyśmy odnotowali go na łamach naszego skromnego bloga. Z tego żalu, że to nie on pije piwo Łomża w apartamencie na Jackowie, postanowił choć trochę złagodzić toczący go weltschmertz.
O tym wszystkim lojalnie poinformowała nas podlaska policja