
Po raz kolejny czepiamy się słówek. Tym razem na tapecie mamy internetowe wydanie darmowej gazety rozdawanej na ulicach - "Metro". Skądinąd ciekawy artykuł o miejscach, w których nie ma zasięgu telefonii komórkowej ukazał się co prawda w maju, a dokładnie w drugiej połowie maja 2011 roku, ale od tamtego czasu nikt nie zaprzątnął sobie głowy takim drobiazgiem jak korekta albo przynajmniej pobieżne przejrzenie tekstu. Ciekawe czy autor przeczytał go po napisaniu?
Już wyjaśniamy, czego się czepiamy. Jest tam fragment, w którym jest mowa o "spadaniu z deszczu pod rynnę". Przypuszczamy, ze coś takiego jak związki frazeologiczne przestaje stanowić zestaw zawsze takich samych wyrazów. W modzie jest dowolne ich modyfikowanie tak, aby pasowały zawsze i każdemu.
Dreszczyku emocji (ale tylko językoznawcom śledczym) dodaje fakt, że "Metro" jest wydawane przez tzw. spółkę medialną Agora SA, która wydaje też "Gazetę Wyborczą". To jest oczywiste. A w ramach "Biblioteki Gazety Wyborczej" ukazał się w 2007 roku słownik frazeologiczny, sygnowany przez Wydawnictwo Naukowe PWN. I tam, na stronie 42, pod hasłem "deszcz" możemy przeczytać: "dostać się, trafić, wpaść itp. z deszczu pod rynnę". Czyżby dziennikarze "Metra" nie mieli tego wydawnictwa na półce nad komputerem?
Chyba, że owo małe "itp." sprawia, iż mamy pełną dowolność interpretowania (czytaj: przekręcania) związków frazeologicznych.