
(Informacja własna)
W weekend 20-21 lutego stołeczne metro wzięło się za modernizację systemu sterowania ruchem. Czyn to jak najbardziej chwalebny, bo pasażerom będzie się jeździło jeszcze lepiej, szybciej i wygodniej.
Nie ma jednak nic za darmo. W związku z modernizacją, na odcinku pomiędzy stacjami Stokłosy-Politechnika i nazad, metro nie jeździło. Na szczęście uruchomiono komunikację zastępczą, która przewoziła pasażerów podziemnej kolejki.
Miało być mało problemowo, a wyszło jak zawsze. Najprawdopodobniej w związku z planowaną modernizacją systemu, Metro Warszawskie utraciło również komputery, drukarki i tonery oraz dostęp do programów komputerowych takich jak: Paint i Word, o starej dobrej Bannermanii nie wspominając.
Na stacji Stokłosy na przykład nie udało się wydrukować kilkunastu kartek z odpowiednią strzałką i napisem "Komunikacja zastępcza". Na szczęście pracownicy Metra Warszawskiego posiadali sprawne długopisy i flamastry oraz szczątkowe umiejętności wyniesione z lekcji plastyki, które uratowały sytuację. Nie musimy dodawać, że czytelność informacji zawartych na fotografii była mniej niż symboliczna.
Należy też dodać, że komunikacja zastępcza również funkcjonowała na poziomie symbolicznym. Wbrew optymistycznemu rozkładowi jazdy, autobusy wcale nie kursowały co cztery minuty, a poza tym były zapchane nawet w godzinach wieczornych. Na tę obłożoną linię skierowano autobusy niskopodłogowe, które jak wiadomo nadają się na pochodnie i fajerwerki, ale broń Boże, w żadnym wypadku nie można nimi wozić ludzi.
A tak w ogóle, to ludzie są sami sobie winni. Zamiast w sobotę siedzieć w domach, muszą ciągle gdzieś jeździć. Skandal!