środa, 17 lutego 2010

Pił za piły

Pewien mieszkaniec Milicza sprowadził sobie zza granicy pięć pił spalinowych. Jak niemal wszystkie urządzenia techniczne, które trafiają do naszego kraju taką drogą, były uszkodzone.

Dlatego też jesienią zeszłego roku zostały przekazane specjaliscie z Sułowa, który podjął się ich naprawy. Miał ponoć renomę miejscowej "złotej rączki". To była prawda, ale swoją złotą rączką potrafił jedynie przystawiać sobie butelkę do ust i pić z niej alkohol.

Jak się okazało, przez kilka miesięcy sprzedał cztery piły przygodnym kupcom, a za uzyskane ze sprzedaży pieniądze, kupował sobie substancję o wzorze chemicznym C2H5OH pod różną postacią.

W ten sposób 1000 złotych trafił szlag. A raczej promil.

Taka jest prawda