środa, 10 lutego 2010

Za wszelką cenę

Ja nie pojadę? - tak mógł zapytać retorycznie 36-letni mieszkaniec Makowa Podhalańskiego, który jechał fordem (na bank przyjmujemy, że był to wóz niemiecki) przez Suchą Beskidzką. Kiedy zatrzymała go do kontroli policja, bez problemu wydmuchnął w alkomat 2,38 promila. Prawem jazdy tego kierowcy zaopiekowali się funkcjonariusze, którzy schowali dokument w policyjnej saszetce. Nie obyło się też beż mandatu.

Kilka godzin później policjanci ujrzeli na ulicy ten sam samochód. Za jego kierownicą siedział ten sam kierowca. Wciąż miał ponad 1 promil alkoholu. Teraz już skończyły się żarty i kierowca wylądował w areszcie.