Jest takie powiedzenie o Podlasiu: piaski, laski i karaski. Tym, którzy go nie znają, warto wyjaśnić, że chodzi o to, iż gleba tam uboga, bo piaszczysta i mało urodzi, laski - nie chodzi o dziewczyny - lecz o takie niemrawe zagajniki z drzewami, co to nawet na opał za bardzo się nie nadają, a karaski to takie małe rybki, którymi nawet bocian się nie nasyci.
To dziwne, bo przecież w tym regionie występuje dumna Puszcza Białowieska, pełna brodatych żubrów, najgłębsze polskie jezioro - Hańcza oraz ludność wyznania prawosławnego ze swoimi pełnymi kolorytu zwyczajami religijnymi i śpiewną mową. Jednak na powyższe tematy nie ukuto żadnego powiedzenia.
Do kolekcji podlaskich miejsc, zdarzeń i osób dołączamy również domorosłych włatców móch. Dali o sobie znać 9 lutego, w godzinach wczesnopopołudniowych. Dwóch 16-latków z Białegostoku grało w emocjonującą grę komputerową, zapewne typu "Strzelanie po ścianie", "Zabij wszystkich" albo oglądali w necie, panie dziejku, gołe kobity. Niewykluczone, że jeden drugiemu nie chciał podbić ceny na aukcji internetowej, na której sprzedawał "niewiem coto niewiem czydziała". W pewnym momencie doszło między nimi do kłótni. Raczej nie wydaje nam się, że wynikła ona podczas przeglądania portalu historycznego, na tle decyzji podjętych przez Aleksandra Wielkiego podczas bitwy pod Gaugamelą albo interesującej strony zawierającej informacje o cyklu życiowym eugleny zielonej, ewentualnie pantofelka.
Ciekawy jest przebieg kłótni i jej efekty. Kiedy jednemu z małolatów, który był gościem, skończyły się argumenty słowne, sięgnął po popularny mebel, spotykany nagminnie w każdym mieszkaniu, jakim jest pręt metalowy i zaczął nim okładać kolegę. Okazał się jednak niedostatecznym argumentem. Zacietrzewiony młody człowiek sięgnął więc po nóż, którym kilka razy ugodził kompana od komputera.
Gdy już wyczerpał swoją znajomość zasad savoir vivre'u, postanowił opuścić niegościnnego gospodarza. W drodze do drzwi, zdążył jeszcze chwycić 50 złotych. Jednak po kilku godzinach sam przyszedł na komendę. Chyba ruszyło go sumienie. Gospodarz trafił do szpitala.
W ten sposób młodzieniec dostarczył wiele ciekawej pracy służbie zdrowia i organom ścigania, bo te, jak wiadomo, nie mają nic innego do roboty.
Podajemy za www.podlaska.policja.gov.pl