wtorek, 16 lutego 2010

Ostrowieckie Walentynki

Często narzeka się, że w małych miejscowościach życie kulturalne praktycznie nie istnieje. Co więcej, szkaluje się mieszkańców twierdząc, że oni sami nie chcą prowadzić żadnego życia kulturalnego. To nieprawda, że w większości szczekają na książki, od teatru uciekają jak od pożaru, a do opery chcą strzelać, bo nie wiadomo, czy ich nie wykupi, tak jak Niemcy.

To wszystko nie jest prawdą. Niech świadczy o tym wydarzenie, które miało miejsce w walentynkowy wieczór w jednej ze wsi pod Ostrowcem Świętokrzyskim. Na korytarzu jednego z tamtejszych domów suszyła się bielizna. Wśród elementów odzieży intymnej znalazły się również damskie ineksprymable, znane u nas jako gacie. Nieznany sprawca przywłaszczył sobie dziesięć sztuk. Najwyraźniej nie zrobił tego, aby się wzbogacić, lecz zagrała w nim dusza artysty, która sprowokowała go do wykonania performance'u. Dziewięć par rozwiesił malowniczo na przystanku PKS, ostatnią parę pozostawił sobie na pamiątkę. Niestety nie założył na siebie, lecz trzymał je w kieszeni.

Mieszkańcy budynku z majtkami zauważyli też, że zostały uszkodzone dwa samochody zaparkowane na podwórzu. Wzburzeni mieszkańcy wezwali policję, a sami ruszyli w pogoń za artystą, który zostawił wyraźne ślady na śniegu.

Niebawem udało się zatrzymać 28-latka, który oprócz ostatniej pary majteczek miał również 1,5 promila alkoholu we krwi. I właściwie wszystko rozeszłoby się po kościach, gdyby nie to, że za próbę włamania do samochodów może być urlopowany nawet na 10 lat. Takie to były Walentynki...