Sceny niemal jak ze "Złego" rozegrały się 16 lutego wieczorem w samym centrum Warszawy. Na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Wspólnej 59-letni kierowca forda uderzył w tył radiowozu, zatrzymujacego się na swiatłach. Kiedy policjanci wysiadali ze swojego wozu, sprawca zderzenia próbował po angielsku opuscić miejsce zdarzenia. Niestety, był to czyn nierozważny.
Awanturującego się (był zapewne bez krawata) kierowcę zatrzymano i czym prędzej kazano mu dmuchnąć w alkomat. Urządzenie bez kłopotu wykazało 2,3 promila we krwi 59-latka. Dodatkowe badanie za pomocą radiostacji, wykazało że zaledwie miesiąc wczesniej zatrzymano go za ten sam czyn.