
Jak zapewne zauważyliscie, pewne miejsca, przedmioty i zachowania wracają na tym blogu jak bumerang. Nie, nie czepiamy się niemieckich samochodów, pijanych obywateli albo pewnych miejscowosci. Po prostu odnotowujemy najciekawsze wydarzenia. A to że występują przy tym pewne prawidłowosci... Coż, niech zajmą się tym specjalisci od probabilistyki.
Kiedys pisalismy o Gorzycach. Miejscowosć ta znowu pojawia się na naszym blogu. Jak widać, ma ona bogate tradycje, związane z kontaktami międzyludzkimi.
Patrol z Nowego Żmigrodu wykonywał swoje rutynowe obowiązki, kiedy zauważył interesującą scenkę rodzajową: traktor wyciagał z zaspy opla kadeta. Policjanci postanowili pomóc kierowcom. Kiedy podeszli bliżej, funkcjonariuszy owionęła znajoma woń, przy czym zanaczamy, że nie był to aromat fiołków.
Panowie władza postanowili upewnić się, czy się nie mylą. W ruch poszedł alkomat, który wykazał kolejno:
a) u 47-letniego kierowcy ciągnika rolniczego - 3,7 promila,
b) u 42-letniego kierowcy opla kadeta - 2,8 promila.
Rzecz jasna chodzi o alkohol.
Z kronikarskiego obowiązku nalezy przy tym zaznaczyć, że kierowca kadeta absolutnie nie zgodził się ze wskazaniami alkomatu i zażądał bardziej drobiazgowej kontroli, czyli badania krwi.
Aby pozostać w zgodzie z prawdą, należy jeszcze kilka zdań poswięcić ciągnikowi. Uwagę policjantów przykuł brak tablic rejestracyjnych pojazdu. Okazało się, że kierowca ciągnika nie miał na niego żadnych dokumentów.