piątek, 8 października 2010

Wsiąść do pociągu...

Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni. Do tej pory o PKP mówiło się niemal wyłącznie w kontekście opóźnień. Tym razem stało się inaczej.

8 października z dworca w Lublinie pociąg do Bydgoszczy, jadący przez Warszawę tak szczęśliwie wyruszył w trasę, że opuścił peron pół godziny przed czasem. Dokładnie trzydzieści cztery minuty przed czasem. W rozkładzie jazdy jak byk widniała godzina 12.00, lecz skład ruszył o 11.26.

To udogodnienie, podyktowane zmianą rozkładu jazdy wprowadziło wielu pasażerów w stan euforii. Dzięki niemu nie tylko nie udało im się kupić biletów, ale również nie udało im się wsiąść do pociągu. Tak czy inaczej byle jakiego.

Wspomniana zmiana w rozkładzie jazdy została najprawdopodobniej objęta tajemnicą państwową, ponieważ PKP w żaden sposób nie poinformowały podróżnych o tym, że pociąg odjeżdża wcześniej niż dotychczas. Internetowy rozkład jazdy sprytnie pokazywał starą godzinę odjazdu.

Trudno silić się w tej sprawie na jakiekolwiek komentarze. Zacytujemy tylko wypowiedź jednego z czytelników o pseudonimie badziewiak66 na forum GW: "Okazuje się że jednak zasady fizyki kwantowej można weryfikować w skali makro. Tak oto pociąg znalazł się w dwóch miejscach na raz w tej samej jednostce czasu, bowiem w punkcie a stał na peronie przed planowanym terminem odjazdu , zaś w punkcie b przemierzał trasę w odległości około 20 km od miejsca a. No ja nie wiem czy im się nobel nie należy."