czwartek, 28 sierpnia 2014

Mieśnik schodzi z drzewa



W tym miejscu możemy przeczytać zakamuflowaną reklamę książki byłego "dziennikarza", a raczej byłego prowokatora tabloidu, który mienił się dziennikarzem. Pan Piotr Mieśnik usiłuje nas przekonać jak to nawrócił się i już więcej nie będzie. Nie będzie wkręcał matki Tuska, żeby zdobyć namiary na miejsce, gdzie odbędzie się ślub Tuska juniora. Nie będzie już robił fałszywego konwoju samochodów rządowych, oszukując pół powiatu. On już nie będzie siedział tydzień na drzewie, żeby zrobić przez okno zdjęcie polityka czy celebryty jak drapie się po jajach. On już nie będzie. Bo w 2010 ktoś pobił ze skutkiem śmiertelnym jego brata. Dlatego schodzi z drzewa.

Bardzo mi przykro, ale nie wierzę w ani jedno słowo skruchy tego pana. Żeby się opamiętał potrzebna była śmierć jego bliskiej osoby. Nie mógł sam pomyśleć, że to co robił było słabe? Widocznie wpływy na konto skutecznie zagłuszały rozterki moralne. Tak, oczywiście, już słyszę te głosy, że tak się zdarza, że niektórzy potrzebują wstrząsu, żeby przemyśleć swoje postępowanie. Pan były prowokator nie jest pięcioletnim dzieckiem, lecz o wiele starszym facetem. Jeśli takie rzeczy dawały mu adrenalinę, to przepraszam bardzo, ale czym różni się od drogowego bandyty, który robiąc rajd po Warszawie ignoruje wszystkie przepisy? Mentalność ta sama, tylko tabloid za to nieźle płaci. A oszustwo nazywa się ładnie "wkrętką".

Mam nieodparte wrażenie, że pan Mieśnik po prostu poszedł na noże ze swym pracodwacą i teraz odgrywa się na nim, zdradzając tajemnice zawodu, które i tak wszyscy znają. Teraz będą tylko mieli potwierdzenie tych praktyk na piśmie.

A przy okazji: Pan Mieśnik nie będzie już "roił Tuska". Tak przynajmniej napisał pan Tomasz Czukiewski, autor inkryminowanego wywiadu. Najwyraźniej rozemocjonowany "wkrętkami" robionymi przez ekipę tabloidu i pana Mieśnika zapomniał przeczytać swój tekst przed wrzuceniem na stronę. Pan Czukiewski napisał też:
Wszystko było obstawione. W kościele udało nam się ukryć aparat przy organach, który można było uruchomić pilotem.


Trochę jak piasek w zębach. Można było to zdanie napisać inaczej, żeby było czytelne i nie trąciło śmiesznością. Ale nie będziemy podawać wersji nadającej się do czytania. Niech nam zapłacą wierszówkę.