
Jeśli, Drogi Czytelniku, do tej pory myślałeś, że Wolsztyn może kojarzyć się tylko i wyłącznie z muzeum parowozów, to jesteś w grubym błędzie.
15 stycznia zapadnie na długo w pamięci historyków tego parowozowego miasteczka. Wtedy właśnie, późnym wieczorem, policjanci postanowili skontrolować VW Caddy'ego, który poruszał się ulicami miasteczka. Ich uwagę przykuły nieważne niemieckie wyjazdowe tablice rejestracyjne.
Mimo prób zatrzymania samochodu, kierowca przyspieszył i rozpoczął brawurową ucieczkę w kierunku Starego Widzimia. W pewnym momencie stracił panowanie nad wozem i wbił się zaspę. Porzucił samochód i dalej uciekał pieszo. Został jednak zatrzymany.
Jak na mrożącą krew w żylakach historię przystało, opisane wydarzenia były tylko czubkiem góry lodowej. Kiedy policjanci przystąpili do rutynowych czynności związanych z zatrzymaniem, 23-letni kierowca Volkswagena zaproponował stróżom prawa pięć tysięcy złotych łapówki. To jednak nie wywołało ich entuzjazmu. Wobec tego kwota została podwyższona, również bez rezultatu.
Finał sprawy mógł zaskoczyć policjantów, bo okazało się, że:
a) zatrzymany samochód został skradziony w Niemczech,
b) kierowca miał przy sobie 12 tysięcy złotych oraz telefony komórkowe,
c) narkotyki,
d) kierowca sam był pod wpływem narkotyków.
W ten sposób przedsiębiorczy szofer zapewnił sobie nawet dziesięć lat wakacji na koszt Skarbu Państwa.