Jakież musiało być zdumienie członków należących do Stowarzyszenia Miłośników Starej Motoryzacji "Moto-Retro" z Białegostoku, kiedy w Sylwestra przyszli do prowadzonego przez siebie muzeum. Ich oczom ukazało się dziesięć zdemolowanych zabytkowych samochodów i motocykli.
Okazało się, że żądni zabawy debile włamali się na teren muzeum przy ulicy Węglowej. Mieli dużo siły i zapału. Po wypiciu kilku piw, przystąpili do zabawy. Tłukli szyby w samochodach, rzucali ciężkimi przyczepkami motocyklowymi (tzw. koszami) w inne pojazdy. Z jednego z samochodów białostoccy siłacze wytargali 30-kilogramowy akumulator, jakby to była paczka papierosów.
Renowacja jednego tylko zabytkowego pojazdu - Lincolna z lat 70. ma kosztować około 10 tysięcy złotych. Przypominam, że samochodów było dziesięć.
Wszystko działo się pod czujnym okiem ochrony z firmy godnej miana mocarstwowej - Security Service. Na szczęście jej pracownicy, a raczej jak się można spodziewać, banda przysypiających cieciów o średniej wieku 78 lat, nie usłyszeli ani nie zauważyli niczego podejrzanego.
Właściciele firmy cieciowskiej z Białegostoku nabrali wody w usta. Nie wiedzą, nie znają się, zarobieni są na innych odcinkach ciężkiej pracy ochroniarskiej. Być może chcą w końcu pierwszy raz w roku w spokoju coś zjeść.
Członkowie stowarzyszenia "Moto-Retro" zadecydowali, że najprawdopodobniej rozwiążą umowę z czujną firmą cieciowską.
Pocieszający jest jedynie fakt, że wszystkie szkody - przynajmniej teoretycznie - mają być pokryte z ubezpieczenia firmy zatrudniającej zapobiegliwych, bo głuchych i ślepych cieciów.
Informacja za "Kurierem Porannym" z 31.12.2009 roku.
Link do artykułu w białostockim "Kurierze Porannym"
Zdjęcia rozbitych pojazdów