środa, 13 stycznia 2010

Na Mazury, Mazury, Mazury...

...popływać tą łajbą z tektury? Skądże, przecież jest zima!

Zresztą miejscowi mieszkańcy rzadko uprawiają ten szlachetny sport, jakim jest żeglarstwo. Zamiast tego, jeden z nich włamał się bladym switem 12 stycznia do sklepu spoż.-przem. w miejscowosci Korsze. Wywalił szybę i dobrał się do wędlin i papierosów. W ten sposób próbował zaoszczędzić niebagatelną sumę 1100 złotych. Na tyle wycenił straty własciciel sklepu.

Jak pamiętamy, w czasach komuny zarówno mięsiwo, jak i używki tytoniowe były prawdziwym rarytasem. Zapewne dlatego te produkty padły łupem włamywacza. To jednak dziwne, bo miał on 26 lat. Teoretycznie nie powinien pamiętać tamtych trudnych czasów. Być może uważnie słuchał gawędzeń babuni.

Złodziej miał jednak pecha. Już następnego dnia po włamaniu, został zatrzymany przez dzielnicowego, kiedy paradował z torbą wypełnioną fantami pochodzącymi z kradzieży. W areszcie będzie mógł pomysleć o smaku podwawelskiej i Fajrantów. Niewykluczone, że będzie to robił przez kolejne pięć lat w państwowym zakładzie wypoczynkowym.

To szczera prawda.